Z żałobnej karty

Elżbieta Garlińska – Jarema

2.03.1936  -   27.06.1999

 

Następne nieodwołalne pożegnanie. "Towarzystwo Pols-kie" znowu ubożeje. Jedna z najwierniejszych jego człon-kiń nie zasiądzie już z nami do "rodzinnego stołu" w "Vis a vis", nie poinformuje nas o aktualnych wydarzeniach polonijnych i nie tylko - w środkowej Szwajcarii, czy w Ojczyźnie - w Warszawie.

 

Najcharakterystyczniejsze cechy Elżbiety - Jej intensyw-ne zainteresowanie życiem i otoczeniem, Jej entuzjas- tyczny udział w zdarzeniach, a przede wszystkim Jej żar-liwa życzliwość i potrzeba niesienia pomocy bliźnim sprawiały, że była tak lubiana i ceniona w kręgach przyjaciół i

 

znajomych. Zawsze pełna pomysłów, nigdy nie uskarżając się na brak zajęcia - mimo, że nie najlepszy stan zdrowia bardzo ograniczał Jej możliwości realizacji wszystkich ideii - nie odmawiała udziału w organizacji nawet najmniej doniosłych imprez – piknik członków klubu tenisowego, aktywności towarzystwa przyjaźni polsko – żydowskiej, czy wystawa pamiątek z lnternowania - Elżbieta uczestniczyła w przygotowaniu wszystkich przedsięwzięć.

 

Mimo tego zaangażowania w dziś, w teraźniejszość, mimo aktywnego udziału w życiu ro-dzinnym obu synów (Bojarka i Majana) i wnuków - Elżbieta w dużej mierze żyła także przeszłością - w bolesnych rozmyślaniach i żalach po utraconym w styczniu 1981 roku mężu – Bohdanie, wokół którego postaci zbudowała całe swoje życie i którego pamięć pielęgnowała i po jego odejściu. Z dumą wracała do dokonań męża, do jego kariery wojskowej – jako adiutanta generała Prugara – Kettlinga, do jego sukcesów zawodowych w architekturze, nie przerwanych nawet przymusowym opuszczeniem Polski w roku 19ó2 lecz kontynuowanych po osiedleniu w Lucernie.

Tym cenniejszy jest fakt, że osobisty cios takich rozmiarów - utracenie centrum życia – ukochanego partnera - nie zmienił Elżbiety w zgorzkniałą samotnicę, lecz zogniskował Jej gorące uczucia i energię na najbliższym otoczeniu. Starczyło tego zaangażowania dla synów, ale i niemało przypadło w udziale przyjaciołom i znajomym.

 

Pocieszać może nas tylko myśl, iż danym Jej było odejść w spokoju, nagle, bez długotrwałych cierpień i to w okresie, gdy snuła znowu bardzo konkretne i zamaszyste plany na przyszłość.  Zachowajmy Ją w przyjaznej pamięci!

Towarzystwo Polskie w Zurychu