O BRAKU PRL-U I NADMIARZE HEROIZMU

Uwagi Pana Pawła Siczka o Muzeum Polskim w Rapperswilu cieszą nas, gdyż świadczą o jego zainteresowaniu tematami tam przedstawianymi i o jego krytycznym stosunku do tego, co ogląda. Wdzięczni bylibyśmy za uwagi dalszych czytelników NG na temat naszego muzeum.

Problemem każdego muzeum jest, że musi ograniczyć się tematycznie i to z różnych względów. U nas ograniczeni jesteśmy szczególnie niewielką powierzchnią, małym wyborem eksponatów i wreszcie skąpymi środkami finansowymi, które są wprost śmieszne w porównaniu z budżetami szwajcarskich muzeów średniej wielkości.
Obecną ekspozycję planowało w latach 1987-88 grono fachowców. Pod koniec naszych rozważań mieliśmy do wyboru 14 koncepcji wystawy, które poddaliśmy krytycznej ocenie także ludzi młodych- Polaków i Szwajcarów. Wybraliśmy zgodnie obecny wariant będący kombinacją muzeum historycznego i muzeum sztuki. Najważniejszym kryterium przy tym wyborze była odpowiedź na dwa pytania: Do kogo się zwracamy z naszą ekspozycją i co chcemy przekazać zwiedzającemu?
Zwracamy się w pierwszym rzędzie do cudzoziemców nie znających Polski, ani jej kultury, ani jej historii. Zwracamy się do ludzi, nie wiedzących dlaczego od prawie 200 lat wciąż od nowa przybywały na Zachód i do Szwajcarii fale Polaków, z których część tutaj pozostawała. Co chcemy przekazać naszym gościom nie- Polakom, a także niejednemu rodakowi? Jest tego bardzo wiele: wymienię chociażby fakt, że byliśmy i jesteśmy częścią tej Europy, która swe korzenie ma w kulturze grecko- rzymskiej, chrześcijańskiej i zachodnio- europejskiej. Fakt, że mamy znaczący dorobek naukowy i techniczny, także w Szwajcarii, a także fakt, że walczyliśmy od 200 lat wciąż od nowa o naszą wolność i tożsamość narodową i że udało nam się przetrwać okupacje imperialne i rządy totalitarne. Fakt, że przez wieki byliśmy krajem otwartym i tolerancyjnym dla wielu cudzoziemców, w tym także dla Szwajcarów, którzy w Polsce czuli sią lepiej aniżeli gdzie indziej. Fakt, że mamy własną wysoko postawioną sztukę malarską, drukarską, rzeźbiarską niejednego naszego gościa zaskoczył. Nasza martyrologia po roku 1939 robi nie tylko ponure wrażenie, ma ona w sobie także coś wielkiego, bo wydała takie postacie jak Janusz Korczak, Ojciec Kolbe czy ofiary Katynia (to- drogi Panie Pawle były rzeczywiście postacie heroiczne). Fakt, iż nasz bogaty folklor podoba się cudzoziemcom szczególnie, znamy z wielu doświadczeń.- Ważne wydarzenia tego okresu w Polsce, dorobek artystów polskich po 1945 lub krajobraz polski pokazywaliśmy w muzeum w około 70 wystawach czasowych i omawialiśmy na niejednym sympozjum publicznym.
W swoich uwagach do NG Pan Siczek wskazuje na dwa problemy. Pierwsza kwestia przez niego poruszona to niedostateczne przedstawienie w muzeum bezpośredniej naszej przeszłości. Nie czyni tego żadne ze znanych mi muzeów świata (a znam ich sporo) i to z różnych objektywnych i ważnych powodów. Chlubnym wyjątkiem przedstawiającym w Polsce niedawną naszą przeszłość, jest znakomite "Muzeum socrealizmu" w Kozłówce koło Lubartowa (35 km na północny zachód od Lublina)- nie jesteśmy w stanie z nim konkurować, lecz radzę każdemu kto chciałby odświeżyć swoją pamięć o tym okresie, by pojechał do Kozłówki. Oczywiście, że warto by u nas pokazać wydarzenia w Polsce roku 1956, Gdańsk 1970, KOR 1976 itp., lecz jak to zrobić nie produkując kolejnej "gazetki ściennej" (których jest u nas i tak już sporo). Aktualnie przypominamy np. wydarzenia w Stoczni Gdańskiej roku 1980 i pokazujemy wrażenia, jakie z niej odniosły dwie Szwajcarki latem 1998 r.
Z prezentacją okresu Polski Ludowej w Muzeum Polskim w Rapperswilu łączy się epizod szczególny. W pierwszych latach powojennych tzw. Rząd Lubelski próbował wprowadzić do ekspozycji muzealnej elementy Polski współczesnej. Skończyły się te próby w 1952 r. zamknięciem muzeum na żądanie naszych szwajcarskich gospodarzy. Nie chcieli po prostu pozwolić ówczesnym władcom PRL-u na uprawianie propagandy komunistycznej na terenie Rapperswilu. Nikt nie neguje, że okres realnego socjalizmu w Polsce istniał. Ale czy musimy się nim chwalić? I tu pytanie do Pana, drogi Panie Pawle, co takiego chciałby Pan pokazać naszym przyjaciołom szwajcarskim w naszym muzeum z okresu PRL-u? Z czego musieli dotychczas zrezygnować, a co mogłoby wzbogacić istotnie ich wiedzę o naszym kraju?
Po drugie porusza Pan sprawę heroizmu. Istotnie, wspominamy w muzeum wielkich Polaków (jak np.: Sobieski, Kościuszko, Mickiewicz, Chopin, Kopernik i nasi Nobliści, Korczak, o.Kolbe) jako postacie, z którymi się identyfikujemy i które pokazywać mają innym jacy to MY jesteśmy wspaniali itp. Chętnie też cytujemy wydarzenia, w których nasi przodkowie lub praojcowie odnieśli jakiś sukces (odkrycie Kopernika i rolę UJ w Europie Srodkowej, neminem captivabimus sine iure dictum, pierwszą nowoczesną konstytucję w Europie, odkrycie radu, zwycięstwo koalicji katolickiej przeciwko Turkom pod Wiedniem w 1683 roku pod wodzą Sobieskiego, czy też bezprecedensowe bezkrwawe zwycięstwo obozu Solidarnościowego nad totalitarnym systemem komunistycznym). Cytowanie tych postaci i wydarzeń prez nas ma na celu pokazanie innym, jacy to MY tędzy w głowie czy też w garści. Można to oczywiście nazwać "heroizowaniem" naszej przeszłości lub też polskości lub Polaków w ogóle. Problem w tym, jak można by nas pokazać w inny sposób? W muzeum trzeba właśnie namacalnie pokazać, a nie napisać. Zapraszamy Pana i innych czytelników NG do twórczych pomysłów i propozycji na temat:
jak pokazywać nie-Polakom POLAKOW OBRAZ WŁASNY O SOBIE?
Za kierownictwo Muzeum Polskiego
w Rapperswilu, Janusz S. Morkowski