Tadeusza juz nie ma...                

5 lat tworzenia Gazetki, gdy nie było komputerów, a jedynie maszyna do pisania, nożyce i klej... To trzeba przeżyć, by zrozumieć...Znałem Tadeusza lat kilkanaście. Przez ostatnie 2 lata ściśle współpracowaliśmy ze sobą. Widziałem jego walkę z chorobą i widziałem jak słabnie...

Przy wydaniu „Opowiadań z wczesnej młodości”, która była ukoronowaniem jego działalności publicystycznej, wykonał olbrzymią pracę. Ale był dumny, w czym duża zasługa Czytelników, którzy swoimi reakcjami wykonali piękny gest podziękowania.

Przejmując od Tadeusza prowadzenie NG, miałem satysfakcję, a jednocześnie świado-mość skracającego się czasu. Tadeusz bardzo kochał to swoje „dziecko” jak mawiał o „Naszej Gazetce”, dlatego chciałem jeszcze zdążyć dać mu poczucie spokoju o nie, chciałem by w tej ostatniej wędrówce był wolny od myśli, iż jego wieloletnia praca ulega zatrace-niu. Zasłużył na ten spokój wewnętrzny. I to mi się udało. Był spokojny o „Naszą Gazetkę – wiem, bo ten spokój i uczucie ulgi mi przekazał.

Po edycji ubiegłorocznego wydania jubileu-szowego nastąpił okres „rozmów ducha”. I powstał zbór sonetów. I raz jeszcze poderwał się do walki – napisał „Opowiadania w późniejszej młodości”. Właściwie ukończył je, nie doszło do korektur... Marzył, że może kiedyś, ktoś gdzieś w Polsce wyda w całości obie części.

Nigdy nie skarżył się, chociaż było widać, że cierpi, że choroba coraz bardziej przeważa. Nasze ostatnie rozmowy uświadomiły mi, że odchodzi... i że jest gotów do tego odejścia...

Są tablice pamięci zamazywane pyłem cza-su. Ale Jam Pył – jak Tadeusz siebie nazywał jest i pozostanie niezamazywalną częścią witrażu polskiej emigracji w Szwajcarii. Dał jej nie tylko swój koloryt, ale coś znacznie cenniejszego – swoje oddanie i poświęcenie, swój umysł i swoje serce !

Niech dobry Bóg przyjmie go do swojego królestwa.

Tadeusz Maciej Kilarski