Tadeusza juz nie ma...
|
25 lat tworzenia Gazetki, gdy nie bylo komputerow, a jedynie maszyna do pisania, nozyce i klej... To trzeba przezyc, by zrozumiec...Znalem Tadeusza lat kilkanascie. Przez ostatnie 2 lata scisle wspolpracowalismy ze soba. Widzialem jego walke z choroba i widzialem jak slabnie...Przy wydaniu „Opowiadan z wczesnej mlodosci", ktora byla ukoronowaniem jego dzialalnosci publicystycznej, wykonal olbrzymia prace. Ale byl dumny, w czym duza zasluga Czytelnikow, ktorzy swoimi reakcjami wykonali piekny gest podziekowania.Przejmujac od Tadeusza prowadzenie NG, mialem satysfakcje, a jednoczesnie swiadomosc skracajacego sie czasu. Tadeusz bardzo kochal to swoje „dziecko" jak mawial o „Naszej Gazetce", dlatego chcialem jeszcze zdazyc dac mu poczucie spokoju o nie, chcialem by w tej ostatniej wedrowce byl wolny od mysli, iz jego wieloletnia praca ulega zatraceniu. Zasluzyl na ten spokoj wewnetrzny. I to mi sie udalo. Byl spokojny o „Nasza Gazetke – wiem, bo ten spokoj i uczucie ulgi mi przekazal.Po edycji ubieglorocznego wydania jubileuszowego nastapil okres „rozmow ducha". I powstal zbor sonetow. I raz jeszcze poderwal sie do walki – napisal „Opowiadania w pozniejszej mlodosci". Wlasciwie ukonczyl je, nie doszlo do korektur... Marzyl, ze moze kiedys, ktos gdzies w Polsce wyda w calosci obie czesci.Nigdy nie skarzyl sie, chociaz bylo widac, ze cierpi, ze choroba coraz bardziej przewaza. Nasze ostatnie rozmowy uswiadomily mi, ze odchodzi... i ze jest gotow do tego odejscia... |
|
Sa tablice pamieci zamazywane pylem czasu. Ale Jam Pyl – jak Tadeusz siebie nazywal jest i pozostanie niezamazywalna czescia witrazu polskiej emigracji w Szwajcarii. Dal jej nie tylko swoj koloryt, ale cos znacznie cenniejszego – swoje oddanie i poswiecenie, swoj umysl i swoje serce ! |
|
Niech dobry Bog przyjmie go do swojego krolestwa. |
|
Tadeusz Maciej Kilarski |