Zycie w Panu

Wiadomosc o smierci Tadeusza Wojnarskiego dotarla do mnie poznym popoludniem w niedziele, 8 sierpnia. Po mojej ostatniej wizycie u niego w szpitalu w Davos nie byla ona zaskoczeniem. Juz wowczas dalo sie zauwazyc, iz jego zycie zbliza sie ku spelnieniu. Po przy jeciu swietych sakramentow pozostalismy jeszcze dlugo na modlitwie, ktora byla przede wszystkim dziekczynieniem za lata nielatwego zycia i otwieraniem sie na przyjscie Pana.

Nie potrzeba bylo duzo slow, te powiedzielismy sobie juz wczesniej, podczas wielu spotkan w jego domu czy w szpitalu uniwersyteckim w Zurychu, ktory byl jego jakby drugim mieszkaniem w czasie tej dlugiej i ciezkiej choroby. To wowczas wspominal on lata doswiadczen okresu wojny, pobyt w Hiszpanii ale przede wszystkim czas dzialalnosci w Szwajcarii. W jego barwnej opowiesci przewijaly sie niezliczone postacie; zapisane w pamieci pozytywnie ale i te, ktore zapisaly sie bolesnie w historii tutejszego srodowiska. Nikogo jednak nie sadzil, do nikogo nie mial w sercu nienawisci, aczkolwiek wielokrotnie przewijala sie nutka zalu, ze roztrwoniono wiele dobra i zmarnowano wiele szans na stworzenie w Zurychu silnego i preznego osrodka polonijnego.

W czasie jednej z takich rozmow zaproponowalem panu Tadeuszowi aby napisal kilka slow o powstawaniu i pierwszych latach obchodzacej wiosna tego roku X - lecie swego istnienia Polskiej Misji Katolickiej w Zurychu. Pomimo choroby i  cierpien z nia zwiazanych, trudu z pisaniem powstal przejmujacy tekst swiadectwa, ktory byc moze kiedys opublikujemy...  

W piatkowe przedpoludnie 13 sierpnia rozstalismy sie z naszym przyjacielem ale jak wielokrotnie sobie mowilismy tylko na krotka chwile.

ks. Wlodzimierz Czerwinski