BIEG Z PRZESZKODAMI

DO  EUROPY

Mieczysław H.Falkowski

 

 

 

  Kiedy  w październiku b.r.  górnicy  rozpoczęli na nowo strajki z powodu opóźnienia przez rząd wypłaty 200 mln zł, kolejnej raty przeznaczonej j na reformę i restrukturyzację górnictwa, zastanawiałem się co im właściwie odbiło? Ta reforma, jedna z nielicznych, a może jedyna, przygotowana była starannie, rozłożona w czasie, wprowadzana etapami, stwarzająca możliwości przekwalifikowania dla jednych, lub przejścia na emeryturę dla innych i, co najważniejsze, zabezpieczająca na jej realizację odpowiednie środki finansowe.

 

  Zapytywałem siebie, jaki interes miałby rząd w stwarzaniu nowych napięć i to wśród braci górniczej, skoro ma już na karku niezadowolenie wsi, środowisk szpitalnych, nauczycieli itd. Sądziłem, że to po prostu biurokratyczne niedomogi, które opóźniają przekazanie należnych środków. Była jednak i inna przyczyna wybuchu strajków – decyzja o przyśpieszeniu zamknięcia niektórych kopalń. Załogi tych kopalń protestowały, a związki zawodowe, w tym również "Solidarność", przekonywały, że niektóre kopalnie mają. szanse przetrwania i stania się rentownymi, jeśli strona rządowa im na to pozwoli. Rozumiałem desperację załóg, ale nie znając konkretnych sytuacji, mogłem przypuszczać, że ta chęć uratowania jest iluzoryczna.

 

  Aż tu nagle wybucha bomba. Z doniesień prasowych, z komentarzy telewizyjnych z listopada dowiadujemy się, że te postulaty przyspieszenia zamknięcia kopalń były inspirowane, narzucone przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (FMI), jako warunek otrzymania przez Polskę 250 mln dol. kolejnej pożyczki. A więc górnicy mieli rację, naruszono ustalone wcześniej i podpisane przez zainteresowane strony umowy o restrukturyzacji kopalń.

 

  I tu, proszę państwa, szlag mnie trafił. Sprawa wejścia do Unii Europejskiej jest problemem wielkiej wagi dla całego społeczeństwa, nie tylko dla rządu. I dlatego muszą być ustalone i przestrzegane reguły gry. Rząd ma obowiązek informowania społeczeństwa o warunkach przystąpienia do Unii, o cenie tej operacji,a jednocześnie obowiązek twardego negocjowania z Unią i międzynarodowymi organizacjami finansowymi, zwłaszcza gdy ich żądania sprzeczne są z powziętymi zobowiązaniami przez rząd wobec poszczególnych grup spolecznych. Warunki i wymogi Unii to jedno, a obrona interesów społecznych to drugie. Rząd nie może zbyt łatwo ustępować nakazom (ukazom) i zamienić tę drogę w piekło.

 

  Zarówno lewica jak i prawica wpisały do swych programów wyborczyceh członkostwo w Unii. Zarówno lewica jak i prawica nie informują dostatecznie społeczeństwa o kosztach tego kroku, który zwiastować ma Polskę nowoczesną, zamożną i uprawnioną o decydowaniu o losach Europy.

 

  A przecież przekroczenie tego progu ma swoje koszty, wymierne i niewymierne. Jeśli ceną za przyspieszenie wejścia do Unii Europejskiej ma być uzdrowienie gospodarki metodą "końskich srodków", to pacjent może nie wytrzymać. Bo albo ta polityka doprowadzi do wybuchu społecznego, który zniszczy dotychczasowy dorobek, albo nastąpi tak wielkie zubożenie pewnych grup społecznych, że Polska stanie się społeczeństwem spolaryzowanym, pariasem Europy, a nie jej równorzędnym partnerem. A z tym społeczeństwo polskie się nie zgodzi.

 

  Szczególnię niepokojący jest kryzys wsi. Polska wieś nie jest przygotowana do wejścia do Unii i do konkurencji z rolnictwem innych jej członków.

  Nie jestem przeciwnikiem wejścia Polski do Europy, ale nie widzę, w skali historycznej, potrzeby aż tak gwałtownego przyśpieszenia. Perspektywa roku 2003, o której się mówi, jest zbyt krótka, a może wręcz nierealna. Stąd fakt, że entuzjazm Polaków do wejścia do Unii systematycznie maleje i warto by  rząd się nad tym faktem zastanowił. Osobiście sądzę, że Polak godzi się być w Unii ze względów politycznych - działają tu - prestiż, syndrom sąsiada i chęć zapewnienia bezpieczeństwa. Jest gotów za to zapłacić częścią swojej suwerenności, ale poważna część społeczeństwa nie jest przygotowana do zaakceptowania reform gospodarczych związanych z członkostwem w Unii: startuje z b. niskich pozycji, boryka się z trudnościami na codzień, boi się twardych reguł. gry Wspólnoty Europejskiej. Ultrali-beralna polityka gospodarcza Leszka Balcerowicza, bez dostosowanej osłony społecznej potęguje obawy i wahania. Dlatego właśnie na jego osobie koncen-trują się krytyki z ządaniem nawet jego ustąpienia z rządu, choć skądinąd Leszek Balcerowicz jest wybitnie uzdolnionym ekonomistą. Dymisja Leszka Balcerowicza jest dla premiera Jerzego Buzka nie do pomyślenia. Zachwiała by się obecna koalicja AWS-Unia Wolności. Ale to co może i powinien uczynić premier, to przeciwstawić mu silną indywidualność, lepiej niż dotąd eksponującą imponderabilia polityki społecznej.

 

  Rząd Jerzego Buzka ma w swoim dorobku historyczny sukces wejścia Polski do Paktu Płn.Atlantyckego. W świetle aktual-nych wydarzeń na Wschodzie nie podlega on dyskusji. Należałoby życzyć rządowi  by odnióśł sukces w biegu z przeszkodami do Europy.

                        Mieczysław H. Falkowski