Dr Jerzy Rucki

Sladami pracy polskich zolnierzy internowanych w Szwajcarii

Wycieczka nr. 7 Ponownie do "Krainy 150-ciu Dolin"

 Trasa, jaka proponujemy w niniejszym numerze Naszej Gazetki, moze sie nie jednemu wydawac troche skomplikowana. Patrzac jednak na mape, jest ona stosunkowo latwo do zralizowania. Do punktow wyjsciowych (Oberurnen wzgl. Says) mozna dojechac autostrada Zurych-Chur. Na przewidzianej trasie uczestnicy wycieczki zaznajomia sie nie tylko z drogami zbudowanymi przez  zolnierza polskiego lecz rowniez i z dwoma przytulnymi przydroznymi kapliczkami jak tez i z waznymi pamiatkami swiatowej architektury i sztuki.

 Autostrade opuszczamy przy wyjeździe na Glarus / Näfels; krotko potem  z glownej drogi kierujemy sie na prawo, na Oberurnen. Przed dojazdem do centrum wioski, przy torze kolejowym odkrywamy pomnik internowanych w ksztalcie miecza. ("Szczerbiec Chrobrego") Projektantem rowniez i tego pomnika jest inz. Zbigniew Bem. Napis pod pomnikiem brzmi:

 POLNISCHE SOLDATEN DES 2.WARSCHAUER ART.REG. ZUM   ANDENKEN   AN DEN  ARBEITSAUFENTHALT  IN  NÄFELS UND OBERURNEN  1941.

 Dla specjalnie zainteresowanych dodatkowa informacja: W sali posiedzen gminy Näfels znajduje sie pieknie wykonany dyplom z interesujaca trescia w glarnenskim dialekcie.

   Wrociwszy na autostrade, obieramy kierunek Chur, mijamy Landquart i przy wyjeździe "Zizers" zjezdzamy na droge kantonalna, kierujac sie na Trimmis. W Trimmis rozpoczyna sie wspinaczka do przylepionego do skal Says (1095 m). W urzedzie gminnym w Says  otrzymujemy zezwolenie na dalsza jazde az do lezacej na skraju slonecznej polany "polskiej kapliczki" - "Zakopianki". Kaplice, a raczej oparty na drewnianych cokolach stromy dach w stylu zakopianskim, zbudowali polscy zolnierze, by ochronic celebrujacego polowa  msze sw. kapelana przed  ulewami, jakie czesto nawiedzaja te okolice.

 

 Praca i pobyt Polakow w Says zakorzenily  sie na dobre w pamieci gorali, a  kaplica  stala sie nierozlaczalna czescia inwentarza Says. Nic wiec dziwnego, ze gdy w czasie huraganu jaki  w zimie 1992/92 nawiedzil okolice Says, potezna jodla, ustepujac sile wichury,  przywalila kaplice, niszczac ja do szczetu, obywatele wioski jak jeden maz postanowili odbudowac ich cenna pamiatke. Dzieki zabiegom zainteresowanych, w pierwszym rzedzie przez  sprzedaz specjalnego "PIN" z kapliczka i napisem "POLEN-DENKMAL SAYS" zebrano potrzebne na odbudowe fundusze. Rowniez i fundacja LIBERTAS dala swoj obolus do sfinansowania przedsiewziecia.

 Uroczyste otwarcie i poswiecenie kaplicy  -  przy aktywnym wspoludziale dziatwy szkolnej i w obecnosci licznej  mieszanej polsko-szwajcarskiej publicznosci - odbylo sie w dniu 19 czerwca 1994 .

 Opuszczamy gorskie okolice i przez Chur (w Chur nadarza sie okazja zwiedzenia wnetrza poźnoromanskiej katedry zbudowanej w latach 1150-1272) dojezdzamy az do stacji kolejowej w Reichenau. W Reichenau zamiast jechac dalej wracamy nieco w kierunku na Domat / Ems. Po paruset metrach skrecamy na boczna droge na prawo, by tam zapoznac sie z "via de pols"  - czyli  z  "droga Polakow" wiodaca od Reichenau do Rothenbrunnen. Na poczatku tej drogi, naprzeciw fabryki Blochera "Emserwerke",  wmurowane zostaly

 

w dniu 12.10.1996 dwie tablice pamiatkowe, jedna z napisem romansko-polskim, druga z niemiecko-polskim. Ta oznakowana "polska droga"  udajemy sie az do Rothenbrunnen. Droga ta jest dzisiaj gesto   uczeszczana trasa turystyczna, bogata w godne uwagi objekty historyczne.

 Z Rothenbrunnen szlak wiedzie nas do Bonaduz,  stamtad  przez gleboki a zara-zem dziki kanion Rabiusy do Versam a z Versam przez  Ilanz do ostatniego waznego etapu dzisiejszej wycieczki, do Rueun / Ruis.

 W Rueun parkujemy samochody przy stacji kolejowej i piechota, przez drewniany most na Renie, podazamy ku "polskiej kaplicy". Tuz za mostem, na omszalej skale napotykamy na tablice pamiatkowa z tekstem romansko-polskim.Idac w przeciwnym kierunku do biegu Renu, po jakichs 300-400 metrach docieramy do celu naszej wizyty, do ukrytej na malej polance polskiej kapliczki

 Rowniez i ta kaplica posiada swoja "burzliwa" historie. Kaplice zbudowali uczniowie Obozu Licealnego Wetzikon. Zdobiacy jej wnetrze obraz Matki Boskiej w stroju lowickim wykonal Jacek Stryjenski. Uroczyste poswiecenie kaplicy mialo miejsce w dniu 4 października 1944

 

 Podobnie jak gdzieindziej, takze i w Rueun zab czasu nie byl bezczynny. Niczym nie zabezpieczony obraz  Stryjenskiego ulegl zniszczeniu do niepoznania. By ratowac ich cenna pamiatke, mieszkancy Rueun dali  domoroslemu malarzowi zlecenie, by wykonal kopie obrazu. Wykonal - ale jaka!  "Plakac sie chce, jak sie na ten obraz spoglada" - temi slowy pan  R.G. Tschuor okreslil piszacemu jakosc "kopii". Po dlugich naradach postanowiono odnowic kaplice i sporzadzic nowy obraz. Dzieki ofiarnosci zyjacych na terenie Szwajcarii bylych interowanych udalo sie zgromadzic fundusze potrzebne na restauracje kaplicy, zas zyjacy w Szwajcarii polski artysta malarz Jan Janczak, zgodzil sie  wykonac nowy  obraz Matki Boskiej. I ten obraz w niczym nie przypomina oryginalu, jest on jednak swietnie dostosowany do dzisiejszych czasow.

 Uroczyste poswiecenie odrestaurowanej kaplicy wraz z nowym obrazem - tym razem przed deszczem i sniegiem, a zarazem i przed kradzieza solidnie zabezpieczonym -  mialo miejsce w piecdziesiata rocznice internowania  w dniu 30. IX.1990.

 Szesc lat poźniej, dokladnie w dniu 12 października 1996  na kamiennym cokole kaplicy umieszczona zostala tablica pamiatkowa  z tekstem niemiecko-polskim.

 Jezeli czasu starczy, z Rueun kierujemy sie "droga polska" ku Tavanasa, by stamtad "podjechac" do Waltensburga. Rowniez i na terenie tej gminy  "polska droga" czeka na oznakowanie. Gdy tylko tablica z tekstem romansko-polskim  (w miedzyczasie zamowiona w Warszawie) zostanie nam dostarczona, nie omieszkamy zorganizowac rowniez i we Waltensburg odswietna uroczystosc.

 Dla milosnikow sztuki:  We Waltensburgu nadarza sie okazja podziwiania w tamtejszym kosciele cennych malowidel sciennych wykonanych przez tzw. "Waltensburger Maler".

 Powrot najlepiej przez przelecz Oberalp, Andermatt, Göschenen i Lucerne.

                                  Jerzy Rucki