Nie przyjęta do druku w Kulturze...

Odpowiedź prof. dr. Jana Venulet

na artykuł A.K. Wróblewskiego: „Ręka miljonopalca”

(Kultura, nr.3/618/1999).

 

Genewa, 29 marca 1999

  Szanowny Panie Redaktorze,

nie często zdarza mi się zgadzać ze znaczną częścią przeczytanego artykułu, a jednocześnie mieć mu tyle do zarzucenia jak w przypadku artykułu p. A.K. Wróblewskiego: Ręka miljonopalca (Kultura nr. 3/618, z marca 1999). Przede wszystkiem nie zgadzam się, że aż tyle spraw pominął.

 

  To prawie laurka. W tle jest coprawda mowa o jakichś przegięciach, ale najważniejszym dla autora to to, że wielu z pośród oportunistów i zatroskanych ojców rodzin, którzy szli do partii (PZPR) wykształciło się i dziś dzielnie buduje demokratyczną Polskę służąc jej swą wiedzą. A AWS zagarnia stanowiska i wpływy nie gorzej niż kiedyś PZPR.

 

  Powyższe kilka linijek to właściwie streszczenie tego długiego artykułu. Wprost nasuwa się konkluzja, że PZPR czyli "Ręka miljonopalca" w ostatecznym rozrachunku nie było aż takie złe.

 

  Autor uważa, że sprawy przeszłości należy zostawić historykom, "a zająć się czymś bardziej konstruktywnym, np. nową nomenklaturą, która wyrasta na glebie nietkniętej marksizmem-leninizmem". Poczem na kilkunastu stronach pisze prawie wyłącznie właśnie o sprawach przeszłości. Na str. 10 Autor zgadza się z opinią jakiegoś towarzysza i pisze: "Ależ oczywiście! Te masy nie były antykomunistyczne z powodów ideowych, historycznych czy jakichkolwiek innych niż tylko takie, że półki albo kieszenie były wciąż puste".

 

  Pewno komunizm z pełnymi półkami byłby przyjmowany inaczej, no ale takiego zwierzęcia jeszcze nikt nie widział. Niemniej stanowisko Autora jest w sprzeczności z doświadczeniami naszej historii. Patrząc na dzieje można raczej mówić o niepoprawnym romantyzmie, dominacji idealizmu, nieliczeniu się z realiami i rozsądkiem, niż do sprowadzania wszystkich dążeñ do forsy i pełnej miski. Czy Autor naprawdę przypuszcza, że gdyby tylko miska była pełna ludzie zapomnieliby o utracie niepodległości, represjach, braku swobód obywatelskich i walce z kościołem, itd. itd? Czy Autor tego nie dostrzega, czy ma tak krótką pamięć? A w ogóle czy w zaledwie dziesięć lat po upadku komunizmu, który przecież rządził Polską przez poprzednie pół wieku można mówić o glebie nietkniętej marksizmem-leninizmem? Chyba bardzo trzeba pragnąć widzieć sprawy w taki właśnie sposób.

 

  "Ręka miljonopalców" czyli w tym przypadku PZPR z powodów czysto politycznych utrudniała, a często wręcz niedopuszczała do awansu zawodowego czy kształcenia się całej masy ludzi, wielokrotnie liczniejszej niż grupa "oportunistów" i "zatroskanych ojców rodzin" nad którymi autor się tak rozczula. Gdyby dano im te możliwości wielu z nich budowałoby dzisiaj Polskę niegorzej od "oportunistów". A najlepiej gdyby jedni i drudzy robili to wspólnie. Taka polityka "Ręki miljonopalców" krzywdziła jednostki i wyrządziła ogromne szkody Polsce. Oczekiwałem, że Autor uzna ten aspekt rządów "Ręki miljonopalców" za wart omówienia.

 

  Pan A. K. Wróblewski stwierdza, że AWS jest nie mniej, a raczej bardziej zachłanna i ksobna niż kiedyś PZPR. Akurat AWS nie cieszy się moją sympatią i nie mam liczb na poparcie lub oddalenie tej tezy, niemniej nie rozumiem, że Autor znajduje pociechę, a może i jakieś usprawiedliwienie w tym, że inna organizacja jest lepsza od "Ręki miljonopalców" w zagarnianiu mienia i urządzaniu się w niezupełnie czysty sposób. To że ktoś kradnie chyba nie usprawiedliwia innego złodzieja. A już na pewno takie rozumowanie nie działa wstecz. Przecież AWS doszła do władzy po PZPR (i po SLD).

 

  Korupcję, faworytyzm, nieuczciwość spotyka się wszędzie, nie tylko w Polsce, ale pięćdziesiąt lat praktycznego szkolenia w tych dziedzinach było w Polsce rządzonej przez PZPR – „Rękę miljonopalców" szczególnie skuteczne. Przecież kumoterstwo uważane było za ostatnie ludzkie uczucie na drodze do socjalizmu. Wszystko "załatwiało się". Podręcznikowe przykłady tych zjawisk spotykało się na każdym kroku. I wszyscy zrobiliśmy w tej dziedzinie ogromne postępy. Niezależnie od poglądów politycznych i przynależności partyjnej niektórych. W sukience duchownej czy też nie. Na niedawno publikowanej liście natężenia korupcji w różnych krajach, Polska znalazła się na niepokojąco wysokim miejscu. Parę słów o demoralizatorskiej roli rządów PZPR-"Ręki miljonopalców" i o tego konsekwencjach byłoby jak najbardziej na miejscu w artykule p. A.K. Wróblewskiego.

 

  Społeczeństwo uczono cynizmu w oprawie dialektyki marksistowskiej. " tak, wicie towarzyszu, w zasadzie macie rację, ale na tym etapie walka klas wymaga itd. itp" (zazwyczaj czegoś zupełnie odwrotnego). Polityka, dziś dobre pismo, w tamtych czasach jako organ KC PZPR – „Ręki miljonopaków" odgrywał w tej nauce cynizmu znaczącą rolę. Typowa klapa bezpieczeństwa i funkcja alibi. Pismo z zadaniem krytycznego często pisania o dniu codziennym, a bez widocznego wpływu na rzeczywistość. Sytuacja kuriozalna, organ KC grzmi, a sekretarz POP w terenie nawet nie mrugnie. On pewno wie, że to tylko alibi, a naiwny czytelnik myśli, że tam na górze są mądrzy ludzie i coś zrobią żeby zło naprawić. Dopiero Autor otworzył mi oczy, że Polityka była pismem antysocjalistycznym. Znakomicie strzeżono tej taj tajamnicy.

 

  Autor przyznaje, że pycha każe mu sądzić, że Polityka wniosła niemały wkład w dzieło 1989 roku. "Że polski inteligent był lepiej przygotowany do samodzielnego myślenia dzięki temu, że co tydzień nas czytał". Być może. Ale skoro już tak, to dodałbym, że porównywał rzeczywistość z treścią pisma. Widział obłudę i cynizm PZPR- „Ręki miljonopalca" i to niejednemu czytelnikowi otwierało oczy.

 

A przecież w naszej historii nie zawsze tak było. Dwudziestolecie, mimo różnic politycznych było szkołą patriotycznego myślenia o Polsce. Polskie Państwo Podziemne, postawa społeczeństwa w czasie wojny, dowody bezinteresowności akceptujące ofiarę z własnego życia, to wszystko wynikało z jakiejś idei, troski o wspólne dobro i myślenia obywatelskiego. PZPR – „Ręka miljonopalca" przez swój cynizm i zakłamanie, przez pięćdziesiąt lat umiejętnego prania mózgu zostawiła w spadku takie szkody moralne, że ich odrabianie zajmie jeszcze wiele czasu. I o tych szkodach też nie ma ani słowa w artykule p. Wróblewskiego. A powinno być!

 

Łączę wyrazy szacunku

Jan Venulet