Między  brzegami  egzystencji...

 

   Na wygnaniu nie jestem a czuję się jak wygnana. To emigranci doznają podobnych uczuć – tęsknoty „...do tych pagórków leśnych , do tych łąk zielonych....do tych pól  malowanych zbożem....” o jakiej tak pięknie pisał nasz wieszcz narodowy .

 

   Dziwne, że w żadnym przebywającym dotąd miejscu – a było ich kilka - nie czułam na tyle silnej więzi, by na stałe wiązać się z nim. Wydawało się, że  przeprowadzka w ciche spokojne, krajobrazowo piękne miejsce powinna być tym, na co długo czekałam. A jednak  ... ???

 

   Zazwyczaj jesteśmy przywiązani do miejsc, w których najdłużej przebywamy, bądź planujemy na starość powrócić w strony, skąd  się wywodzą nasze korzenie. Istnieje powiedzenie, że starych drzew się nie przesadza. Ma to pewne uzasadnienie dla wie-ku, natomiast w przypadku ludzi młodych i dojrzałych nie powinno być barier do adaptacji w nowym środowisku. Jednakże czujemy się osamotnieni, nie potrafimy zżyć się z otoczeniem i miejscem. Pozornie może tak, ale w rzeczywistości stale czegoś szukamy  i na coś czekamy. Czy są osoby, które z całą stanowczością twierdzą, iż to miejsce, w którym żyją jest ich ostatnim ( oczywiście na Ziemi )? Jeżeli tak, to gratuluję im spokoju ducha i doznanego szczęścia. Bo czyż to nie jest szczęście czuć się dobrze i pewnie obojętnie w jakimkolwiek miejscu na mapie?

 

   Podobnych emocji odczuwał niedawno zmarły podkarpacki poeta St. Piętak . Należał do osób, które mówiły otwarcie o rozterkach ludzkiej duszy – jej niepokoju, wynikające-go z braku zżycia się  z miejscem , w którym żył . Sądził, że to nie jest to ostatnie a jednak było – tutaj na ziemi. Stale mówił o śmierci tryskając zarazem energią wypływająca z chęci życia. Powiedzenie jego dedykuje tym, którzy podobnie myślą  „ten, który mówi dużo o śmierci, ma pasję życia” .

 

   Postawa ludzi ortodoksyjnych, tych, co to niby nie chcą nic zmienić w swoim życiu wynika z przywiązania do tradycji a raczej z lenistwa. Przyzwyczajamy się bowiem do przedmiotów, rzeczy, ludzi i miejsc. Często nawet stronimy od zawierania nowych znajomości, chociaż stare już nas nudzą. Rezultatem takiej postawy jest stagnacja, rezygnacja a w rezultacie wegetacja,

 

   Rozważania moje idą w kierunku chęci zaspokojenia pragnień, które w nas tkwią, wypełnienia naszego ego emocjami, które drzemią w nas. Czy to jest łatwe? Skoro nigdzie nie jest nam tak, by móc powiedzieć, że jest się szczęśliwym. Na pewno NIE!

W dawnym naszym ustroju politycznym, człowiek był przywiązany do miejsca i wykonywanej pracy. Dzisiaj wszystko się zmieniło. Możemy osiągać cel, zmierzając ku niemu różnymi nieraz trudnymi drogami. Zatem częsta zmiana pracy i miejsca powinny dodawać nam skrzydeł i hartować ducha a w efekcie budować kształtując naszą stale rozwijającą się osobowość. Powinna być celem a nie przeszkodą!

 

   Znamienne w rozważaniach psyche niech będą słowa filozofa i literata Jerzego Kuncewicza  żyjącego w latach 1893-1984 nierozerwalnie związanego z uroczym  miasteczkiem Kazimierzem nad Wisła (dokąd zapraszam - tchnie w nim duch przeszłości).  „ Natura zdecydowała za nas, że póki istnieje ludzka wola życia, póty istnieje nieodparta konieczność poszukiwań. Dla silnych – klęski i zwątpienia są podnietą do wysiłku, dla słabszych  - osiągnięcia są źródłem zmęczenia. Idziemy z poszukującymi, choć nie znajdujemy wiele zachęt na naszej drodze.”

 

   Sądzę, iż po tej puencie uzasadniony będzie temat mojego felietonu ....między brzegami egzystencji.

                                                                                                                                                                                                        WIKI