Witold Lesniak

"Ku pokrzepieniu serc" ?

Jak zatruwac wspomnienia - "Ogniem i mieczem".

  Precz z patriotyzmem?

 

Dzieki staraniom Schweizerische Osteuropabibliothek w Bernie, popartym przez (cytuje w niealfabetycznej kolejnosci niemieckojezycznego zaproszenia) Ambasade Ukrainy i Ambasade Rzeczypospolitej Polskiej w Bernie, mozna bylo "jedyny raz w Szwajcarii" obejrzec - za darmo! - trzygodzinny film Jerzego Hoffmanna, "Ogniem i mieczem".

 

Chyba wiekszosc, nielicznych (inni: ostrzezeni czy tez zwachali pismo nosem?), gosci udala sie do Schulwarte przy placu Helwecji pedzona wspomnieniami wlasnej polskiej mlodosci, pragnac je odswiezyc i audiowizualnie "zweryfikowac". No bo kazdej ksiazce brakuje tych wymiarow przestrzenno-dzwiekowych, ktorych dostarcza dzisiaj film. Totez oczekiwano filmu w duzym napieciu, choc byli i tacy, ktorzy go juz widzieli w Kraju.

 

Pragniemy podzielic sie wlasnym odbiorem filmu - oczami (dwu) widzow, ktorzy przed dziesiatkami lat - w warunkach wolnej przedwojennej Polski (jeden z nich) lub w czasach komunistycznego terroru intelektualnego (drugi) - zetkneli sie, z okazji lektur szkolnych, z Sienkiewiczem. Nie nalezelismy do zbyt bieglych w przezwyciezaniu lektur szkolnych, niemniej kazdy zachowal w swym "wnetrzu" wspomnienia Trylogii. Byc moze sa one bardzo wybiorcze i wybrakowane, tendencyjne, jak to sie ma z wszelkimi indywidualnymi wrazeniami. Pozostal nam jednak w pamieci, czy moze nawet dokladniej: w sercu, obraz bohaterskiej Polski, ktorej dawnym, odzwierciedlonym piorem Pana Henryka, politycznym i wojennym zmaganiom zawdzieczalismy wlasna tozsamosc. Bylismy dumni i z Bohaterow Sienkiewicza, i z postawy calego Narodu.

 

Film Hoffmanna ogladalismy z duzym zdziwieniem, rozczarowaniem i zawodem: To jest ta nasza Polska?! To jest obraz noszony od szczubaka w glebi patriotycznego serca? Nie po-trafilismy nawiazac do wrazen pozostalych z naszej polskiej, szkolnej przeszlosci. Brutalne metody wojny, wlacznie z poobwieszanymi trupami w "wykonaniu" polskich wojow (made in Poland) budzily lek, niesmak i protest. Przejmujacy, pelen obrzydzenia dreszcz byl daleki od wdziecznej komplentacji obrazow w naszej duszy wyrytych w niej za czasow mlodosci pisanym slowem Laureata Nobla. Zanikla tozsamosc z Sienkiewiczem, co gorzej, zamarl emocjonalno-rozumowy zwiazek z taka narodowa historia. Porownywanie filmu z... "Tytanikiem" (przedstawiciel Ambasady), ktory mialo widziec w Polsce mniej ludzi, wydaje sie mowic za siebie...

 

Nie sposob wydawac nam "z zewnatrz" oceny o wiarygodnosci wizji Sienkiewicza co do zgodnosci "Ogniem i mieczem" z rzeczywista historia. Jest jednak rzecza powszechnie wiadoma, ze kazda historie mozna roznie widziec, zaleznie od wlasnego stanowiska. Wyda-je sie, ze rezyser bardzo samowladnie i tendencyjnie dokonal wyboru faktow i watkow sienkiewiczowskich dostosowujac je do swojej koncepcji ilustracji polsko-ukrainskich wasni i walk. Na czym polega jego osobisty, watpliwy zwiazek z "Krajem Lachow"? Kto z Rodakow, nie wychowany na prawdziwym Sienkiewiczu, potrafi po obejrzeniu filmu zapalac miloscia do Polski, do takiej Polski? Jak odebraly te historie nieliczne dzieci, ktore rodzice zabrali do kina, by podzielic sie z nimi "narodowa chwala"? Czy nie nalezalo "zabronic" takiego filmu dla nieprzygotowanych, "zewnetrznych" Polakow, nie tylko dzieci, ktorzy nie wdychali swego czasu w Kraju przepieknej Trylogii, lub ostrzec ich przed niebezpieczenstwem czyhajacym w filmie na ich wrazliwe dusze? Czy juz nie lepszy jest "ich" tutejszy Wilhelm Tell czy Winkelried, choc przeciez zupelnie wyssani z palca, a do ktorych dobieraja sie takze prostownicy historii?! Czy Polska - i nasza Ambasada - pragnie w ten sposob krzewic za granica milosc do Kraju przodkow lub nawet sprzyjac tworzeniu zyczliwosci dla niego? Jedynie przykladna nieobecnosc Pana Ambasadora wraz z Malzonka moglaby tu byc - o ile nie byla ona przypadkowa - mala pociecha: niemym znakiem ich narodowej solidarnosci w oczach tych rozczarowanych widzow, ktorzy potrafia takze myslec.

 

Jak sie wydaje, film nadaje sie do wyprania obecnego polskiego pokolenia z jego patriotycznych "ciagotek" w imie wszechobecnych tendencji (socjal(istycz)nej) internacjonalizacji. Jest to przygotowaniem na przyjecie Polski w poczet europejskiej "masy ludnosciowej", zamiast do "Europy ojczyzn" de Gaule`a, do skupiska wolnego od jakichkolwiek sentymentalizmow i podatnego na odgorne "brukselskie" sterowanie. Zyjac w Szwajcarii widzimy, jak z powodzeniem urabia sie takze tutejszych krnabrnych, suwerennych Federalistow do przyjecia slodkiego jarzma "europejskiego", tak odleglego od wszelkiego patriotycznego zakorzenienia: Nie zakorzenione, porozstawiane "figury ludzkie" przesuwa byle kto i zmiata nawet lekki podmuch zimnych wiatrow. Pranie polskiej dumy narodowej, obok oczyszczania z "konserwatywnego balastu" religijnosci, czyni takze polska "mase genetyczna" bardziej podatna na majace na celu jej rzekome dobro wszelkie neoliberalne manipulacje, stojace w sluzbie konkretnych zamierzen politycznych. Dodajmy jeszcze, ze na domiar zlego poslugiwano sie w filmie niemalze do polowy jezykiem tatarskim(?) czy ruskim (ukrainskim?), ("autentyzm"?), ktory bylo trudno zrozumiec nawet po siedmioletnim, szkolnym, rosyjsko-rewolucyjnym drylu w Polsce Ludowej (w przednim polskim gimnazjum).

 

Kazdemu wolno tworzyc swoje "dziela". Ale, za pieniadze narodu (?), poslugiwanie sie dla wlasnych celow bezcennym dziedzictwem narodowym i pod plaszczykiem Noblisty, Pisarza-pomnika, chluby Narodu, wykoslawianie co najmniej jego spojrzenia jest, w naszych oczach, niedopuszczalne: tak z punktu widzenia lojalnosci wobec prawa do wlasnej oceny autora prawdziwe-go "Ogniem i mieczem", jak tez ze stanowiska rzeczywistej sluzby Narodowi.

 

Jakze inny, i artystycznie, i tresciowo, jest przewspanialy film Andrzeja Wajdy, "Pan Tadeusz", ktory moglismy ogladac, niejako dla pociechy po powyzszych rozczarowaniach, kilka dni pozniej w Baden, dzieki staraniom p. Barbary Mlynarskiej-Ahrens ! Widownia duzej sali kinowej wypelniona po brzegi - nie bez powodu - juz po raz trzeci. Bog zaplac Pani Basi!

 
                                                                                   Witold Lesniak