*
Listy do Redakcji*
Listy do Redakcji*
Listy do Redakcji*
|
Koniec
żartów........ Drogi
Panie Tadeuszu,
wiem; znamy się krótko, chociaż mało i to tylko z widzenia. Nie
mniej ja, jako sporadyczny czytelnik "Naszej Gazetki" oraz znany
wielbiciel muzyki Mozarta, chciał-bym sobie pozwolić na wyrażenie mojej
osobistej, chociaż głębokiej i nieukrywanej satysfakcji, graniczącej z
przyjemnym zadowoleniem, która to spowodowana została przeczytaniem Pańskiego
artykułu "Polska nie-sądem stoi" w kwietniowym numerze
Gazetki. Ja
się Panie Tadeuszu nie raz sam siebie pytałem, czytając przeróżne
rzeczy w Gazetce, dlaczego to życie się tak ze mną niesprawiedliwie
obeszło?
Ja, Panie Tadeuszu drogi, czytałem, w Gazetce umieszczane, tak
patriotycznie wzniosłe, głęboko literackie, jako i liryczno-romantyczne
sprawozdania i opowieści o wszystkim, że mnie się łzy na oczy rzucały,
niczym pies pazernego sąsiada na moje kabanosy. I ja się po takim
przeczytaniu tych różnych górnolotnych reportaży i wzlotnych sprawozdań
oraz innych sonetów, sam siebie pytałem, czemu mnie ta duchowość
anielska nie dosięga albo co gorzej omija. Myślałem już nawet, że to
może nie "Nasza Gazetka" ale "Wasza Gazetka" albo
"Ich Gazetka".
Człowiek lata za tymi pieniundzurami, Panie Tadku, jak zwariowany.
Nie żeby się wzbogacić, oj nie. Żeby po prostu przeżyć - Panie Tadku
- związać jakoś ten koniec z końcem a co gorzej, to końca te-go nie
widać, bo rodzina z Polski szeroką ława napiera i mało tego, zamiast
się zmniejszać to ona się powiększa(!) – Panie Tadeuszu drogi. Mnie
chcieli już tyle razy na
ojca chrzestnego, że 24 h na robotę, to już by nie wystarczały!
Wieczorem, człowiek styrany do domu przyjdzie, puszkę z flakami
otworzy, pod-grzeje albo i nie, papieroska zaćmi i "Naszą Gazetkę"
przed zaśnięciem w spracowane dłonie ujmie. No i się zaczyna Panie
Tadku kołomyja: a tu raut w ambasadzie z przemówieniami, śpiewaniem
pieśni kościelno-patriotycznych przy akompaniamencie fortepianu albo
jakiegoś innego pianina, przy wyszynku takim, że czytając ślina mnie
leci i spada, przyznaje z zakłopotaniem, nawet czasem na Gazetkę .
A tam występy na jakimś zamku; och kto tam nie straszył; co
niektórzy partycypatorzy, to o takich nazwiskach, że ja nawet ich nie
znam - drogi Panie Tadeuszu. I znowu przemowy, śpiewy, mazurki, oberki,
święcenia i tak prawie do końca Gazetki. Mówię prawie, bo tu i tam
jeszcze reklamy tych co im się w życiu powiodło. I tak, jak ja się
przelecę po tej "Naszej-Waszej-Ich Gazetce" drogi Panie
Tadeuszu, to duma nie powiem, moją mizerną klatkę piersiową podświadomie
rozpiera i rozpiera i rozpiera….., a jednak czegoś mnie brakuje. Oj nie
– przepraszam serdecznie; brakowało - do ostatniego wydania Gazetki. Bo
ja Panie Tadku drogi w ostatnim numerze i coś dla siebie znalazłem; Pana
artykuł - Panie Tadeuszu - o tym prostym a jakże sercu bliskim,
prawdziwie polskim sposobie urzędowania. W końcu coś z życia i to nie
poza grobowego. Ach Panie Tadku; pański artykuł to balsam na moje już
lekko tą całą artystyczno-intelektualną Sodomią i Gomorią nadwerężone
nerwy. |
|
A więc nie tylko mazurki i wygórowany intelekt, co to on nie na
moją głowę jest, jeno samo życie, co to ja wiedziałem, że ono jest,
ale myślałem, że to ono tylko mnie, nieudacznika i kiepskiego patrioty
(nie mylić z rakietami podobnej marki) dotyczy. Ja nie chcę nawet nawiązywać
do tematu, co to go Pan Panie Tadeuszu, jakże trafnie poruszył, bo musiał
bym przejść na słownictwo, które w języku polskim niezwykle bogatym
jest i w którym osobiście swobodnie się poruszam, no ale nie przystoi
Panie Tadku, nie przystoi na tych łamach go używać - i to nie ze względu
na te w Pańskim artykule wspomniane grupy urzędowe - te grupy Panie
Tadku to twardziele i przyzwyczajeni. Ja nie chciałbym bym raczej urazić
wspomnianym słownictwem szerokiej rzeszy w duchu szlachetnych oraz
ostrego słownictwa nie zwyczajnych, czytelników Gazetki.
Panie Tadku; zarażony pańskim optymizmem oraz przesiąknięty
szczerą wolą walki o lepszą przyszłość, melduje się po-słusznie i
bez przymusu w batalionie walki o prawdziwą prawdę (w skrócie WPP). Ja
już widzę kochany Panie Tadeuszu, jak my a może i inni dotknięci
mackami podobnej jak i w Pana artykule, urzędowej głupoty, rzucą
zblazowanej konserwie (tzw. Luśni) zaproszenie do walca - i to do takiego
solidnego, drogowego, co to poświecony ręką księdza
proboszcza miejscowej parafii, jak się przejedzie i jak wy-równa,
to samo suche zostanie.
Koniec wesołych przemówień ambasadorów i innych wyższych
funkcjonariuszy. Koniec przerostu formy nad treścią. Od dzisiaj Panie
Tadku, zanim ktokolwiek cokolwiek wygłosi, to dwa razy będzie się musiał
zastanowić co mówi, do kogo mówi, jak mówi i po co w ogóle tę paszczę
rozwiera. Bo my Panie Tadku i setki innych będą nastawiać uszu, słuchać
i egzekwować. Nie czas i miejsce na patriotycznego mazura, gdzie głupota
przepisów, niedowład aparatu, ospali i nie-chętni petentowi urzędnicy!!
Zacznijmy zadawać pytania; niewygodne pytania. Zrezygnujmy z
potulnych próśb i zacznijmy zadać konkretnych odpowiedzi. A może
przelecimy się Panie Tadku i po innych sektorach. Sprawdźmy raz, tak dla
przykładu, czy przyrzeczenia np. linii autobusowych, które reklamują się
w "Naszej Gazetce" odpowiadają prawdzie. Sprawdźmy, która
linia jest najlepsza a którą trzeba ochrobolić. Nie bójmy się prawdy.
Powiedzmy raz szczerze i po partyjnemu, że np. organizacja 1 balu
polskiego była super a orkiestra do dupy; i powiedzmy, że była zła,
nie dlatego że chłopaki nie potrafiły grać, ale dlatego, że
orkiestrze szansy na pogranie nie dano.
Oj Panie Tadeuszu; mnie się śni taka Gazetka co by to tak na
tydzień przed terminem wyjścia kolejnego numeru, funkcjonariusze i inni
zgrupowani dygnitarze oraz mędrcy zaczynali trząść portkami oraz
pobierać tabletki nasenne i środki uspakajające. Bo wtedy to dla nas
znak, że mamy "Naszą Gazetkę". Na
tym szybciutko kończę Panie Tadeuszu, bo mnie się flaczki przypalają.
Dziękuję raz jeszcze uprzejmie serdecznie za całokształt i pozostaję
z wyrazami przychylnego pozdrowienia, życząc dalszych sukcesów w życiu
prywatnym jak i zawodowym. W głębokim ukłonie
Andrzej Taran |