Malgorzata
Litynska
Wycieczka
do Krakowa dzieci
i mlodziezy ze Szkoly Polskiej w Bazylei. |
|
I
na wolowej skorze spisac byloby trudno nasze wycieczko-we wrazenia,
ale postaramy sie, choc ich namiastke, przed-stawic i namowic
wszystkie inne szkoly w Szwajcarii do takiego wypadu. A bylo to tak.... Trudno
bylo ustalic termin wy-cieczki, bo w naszej szkole ucza sie zarowno
dzieci i mlodziez z Bazylei i okolic, jak i z terenow przygranicznych |
|
|
Niemiec.
Kazdy ma ferie w innym czasie. Jedyny wspolny termin - to Wielkanoc.
Rodzice dali sie przekonac, mlodziez zapalila sie od razu do pomyslu
i tak wyruszylismy autokarem firmy Chrobot (bilety w specjalnej, ulgowej
cenie) z Bazylei do Krakowa. 24 osoby - dwie starsze klasy naszej szkoly
wraz z opiekunami. Kierowcy bardzo uprzejmi, spelniali wszystkie nasze
prosby, wlaczyli sie na-wet do wspolnych spiewow tak, ze podroz,
mimo pelnego autokaru i dlugiego postoju na granicy, minela swietnie. Krakow
przyjal nas piekna pogoda. Zamieszkalismy w slynnym, owianym legenda
domu studenckim "Zaczek", ktorego frontowa czesc przerobiono na
pokoje hotelowe z lazienkami. Z okien widok na Blonia Krakowskie i
Kopiec Kosciuszki. Zaczelo sie od przygod. Dzieciaki zmeczone podroza
zasypialy kamiennym snem i trzeba bylo dwa razy wywazac drzwi, gdy
przez godzine nie odpowiadaly na gwaltowne pukania i wolania. Wyobraznia
zaniepokojonych opiekunow podsuwala naturalnie makabryczne wizje, a
kiedy drzwi z hukiem wypadaly z futryn, spiace aniolki otwieraly
zaspane oczeta i pytaly niewinnie, co sie stalo. Zdesperowana obsluga
hotelu w czasie nastepnych nocy nie rozstawala sie z zestawem "maly
slusarz", tak na wszelki wypadek. Zwiedzanie
Krakowa odbywalo sie bardzo metodycznie jako, ze byla to wycieczka
naukowa. W ramach bowiem dwoch lekcji tygodniowo w Bazylei, trudno nam
zmiescic inne, poza jezykiem polskim, zagadnienia. Program
nauki historii Polski potraktowalismy wiec powaznie, wszyscy wyposazeni
w notatniki i przybory do pisania, notowali skrzetnie daty, nazwiska i
wydarzenia. Po kazdej porcji wiedzy odbywal sie krotki ustny test. "Nawet
ptak sie tym miastem zachwyca zanim
przemknie pomiedzy domami, kazdy
wegiel i kazda ulica zna
historie, jak hejnal, na pamiec"
-
pisal Tadeusz Sliwiak a
Jan Pawel II po-wiedzial: "Kazdy kamien jest tu Polska
i okruch kazdy". W tej atmosferze latwiej przy-chodzilo zapamietywac
fakty historyczne, gdy mielismy przed oczyma swiadkow tej historii,
stare kamienice, koscioly, zamek, katedre, pomniki, obrazy, witraze, a
w uszach rozbrzmiewal co godzina hejnal mariacki. Tu i golebie to nie
zwykle ptaki, ale zakleci dworzanie i druzyna rycerska ksiecia Henryka
IV, a kolorowe kwiaciarki przywilejem Kazimierza Wielkiego maja swe
miejsce na rynku juz od sredniowiecza. W planie zwiedzania wielki oltarz
- biblia z lipowego drzewa Wita Stwosza i witraz "Bog Ojciec"
Stanislawa Wyspianskiego, zegar w Collegium Maius i muzeum Uniersytetu
Jagiellonskiego ze zlotym globusem, gdzie po raz pierwszy zaznaczono
Ameryke z Koperniko-wymi instrumentami i dokumentami, z berla-mi
rektorskimi i......statuetka Oscara Andrzeja Wajdy. Przemierzylismy Droge
Krolewska od Barbakanu po Wawel i dalej na Kazi-mierz. Rysowalismy
detale architektoniczne, przed mioty ze skarbca wawelskiego, "czolgalismy"
sie wykonczeni od grobu do grobu w podziemiach Katedry, a tu znowu maly
sprawdzian wiadomosci. Jesli ktos nie znal odpowiedzi na pytanie,
przykladal czolo na dziedzincu zamkowym do jednej ze scian, ktora
ponoc niezwykla energia promieniuje, i tak dlugo tam stal, poki
sobie odpowiedzi nie przypomnial lub...mu ktos nie podpowiedzial. Widok
na caly Krakow podziwialismy nie tylko z Wiezy Zygmuntowskiej, ktora
"zalicza" kazdy turysta. My w czasie biegu na orientacje moglismy
policzyc schody na Hejnalicy Mariackiej i nawet porozmawiac z trebaczem
i wysluchac hejnalu na wysokosci 80 metrow nad plyta rynku! Na
Wawelu sprzyjalo nam szczescie, gdyz mielismy okazje ogladnac
rzadko eksponowane arrasy ze scenami biblijnymi, wystawione akurat teraz
na krotko w zwiazku z festiwalem kultury w Krakowie. W Muzeum
Czartoryskich udalo nam sie zobaczyc Dame z Lasiczka Leonarda da
Vinci, ktory to obraz powrocil niedawno z wystawy we Wloszech. Jako,
ze pobyt nasz w Krakowie przypadl na Wielkanoc, przestrzegalismy scisle
tradycji swiatecznych. Malowalismy pisanki, kto piekniej, wielki kosz
poswiecilismy u sw. Anny, zjedlismy uroczyste sniadanie w |
|
"Gospodzie
Staropolskiej" - restauracji o ludowym wystroju wnetrz, no i oczywiscie
obudzilismy zaskoczone dzieciaki w poniedzialkowy ranek, oblewajac je
woda sumiennie - wszystko jak zwyczaj kaze. Dzieci zrewanzowaly sie
nam z nawiazka podczas sniadania, ale bylismy na to przygotowani
pozostajac w pizamach i czepkach na glowie. Z potyczki z grupa wyposazonych
w wiadra wody mlodziencow na Plantach, wyszlismy mokrzy, ale nie bez
satysfakcji, udzieliwszy im zarowno lekcji oblewania jak i gramatyki
polskiej. Kiedy mianowicie jeden zlapany za ucho tlumaczyl sie: "Ja
nic nie zrobilem, ja dopiero przyszlem..." uslyszal najpierw z ust
rozsierdzonej nauczycielki: "Nie mowi sie przyszlem, tylko przyszedlem,
tumanie", po czym zostal oblany woda, ktora sam dzielnie przyniosl. Zwiedzilismy
tez cala palete krakowskiej gastronomii, od baru mlecznego po
eleganckie restauracje. Byl i koncert jazzowy, dyskoteka, kino i wspanialy
koncert w zydowskiej restauracji, gdzie kapela grala specjalnie dla nas,
a my wspomagalismy ja wokalnie. Mielismy juz niemala praktyke, gdyz
od poczatku podrozy zaopatrzeni bylismy w spiewniki i przy kazdej
okazji cwiczylismy zawziecie. Kulminacja byly spiewy patriotyczne i
ludowe w Lesie Wolskim przy akompaniamencie gitary, podczas kolacji zlozonej
z pieczonych kielbasek, ogorkow kiszonych, goralskich oscypkow i
mazurka wielkanocnego. Wszystko po polsku. Byly
i wypady za Krakow do Wieliczki i Oswiecimia. Przewodnik w Wieliczce
tak barw-nie opowiadal o dziejach kopalni, ze nawet najslabsi piechurzy
pokonali parokilometrowa trase bez narzekan. W nagrode po przyjezdzie
do Krakowa, dojechali do hotelu malowniczymi krakowskimi dorozkami -
wprost z Galczynskiego - "....zaczarowana dorozka, zaczarowany dorozkarz,
zaczarowany kon..." Starsza mlodziez pojechala do Oswiecimia,
gdzie otrzymala lekcje historii i pokory. Ta chwila zastanowienia sie
nad losem innych, ale i nad soba, pozostanie im na dlugo w pamieci. Jestesmy
wlasnie w trakcie nawiazywania kontaktow z dwoma polskimi szkolami,
jedna w Krakowie i jedna w Tbilisi. Dzieciom z Tbilisi wyslalismy z
Krakowa paczke z listami od nas i slodyczami. W szkole krakowskiej -
Zespole Szkol Ogolnoksztalcacych Nr.30 przy ul. Konarskiego2 - bylismy
goszczeni na lekcjach z uczniami polskimi i specjalnie dla nas
zorganizowanej lekcji geografii. Przyjeto nas wspaniale, mlodsze dzieci
przygotowaly teatrzyk i poczestunek. My mielismy dla wszystkich w
prezencie szwajcarska specjalnosc - czekoladki. I
jeszcze dwa wydarzenia warte sa odnotowania. Stowarzyszenie "Wspolnota
Polska", ktore sie nami opiekuje i funduje dzieciom podreczniki, ma
swoja filie w Krakowie w zabytkowej kamienicy przy Rynku. Tam tez w pieknej
sali pani dyrektor K. Gasowska i pan Piotr Zborowski przyjeli nas
podwieczorkiem, zostalismy obdarowani przewodniczkami po Krakowie,
informatorami o dzialalnosci Wspolnoty i plakatami. Mlodziez po-dziekowala
Stowarzyszeniu za opieke wreczajac na rece pani dyrektor karte z
widokiem Bazylei i naturalnie... symboliczne szwajcarskie czekoladki. Na
zakonczenie wycieczki zostalismy sfilmowani przez krakowska telewizje,
przeprowadzono z nami krotki wywiad i wypadlismy tak swietnie, ze
nawet puszczono o nas migawke w telewizji "Polonia". Czulismy sie
jak aktorzy na planie. Mielismy przygotowane "spontaniczne" pytania i
odpowiedzi, ale wy-szlo naprawde spontanicznie, gdyz pani redaktor zadala
nam zupelnie inne pytania niz zaplanowane. Wszystko
co dobre, szybko sie konczy, tak wiec i z naszej wycieczki pozostaly
juz tylko wspomnienia, ktore wskrzesimy jeszcze na chwile na spotkaniu
z rodzicami i wystawie zdjec i pamiatek z podrozy. Wrocilismy we
wspanialych humorach i z planami nastepnego wypadu do Polski. Dzieci rozspiewaly
sie, zaprzyjaznily ze soba, a zastrzyk wiedzy i tradycji polskiej
przyda im sie zarowno w szkole jak i zapewne w zyciu.
Malgorzata Litynska |