WYWIAD Z MARKIEM KONDRATEM      

 Baden, 21 maja 2000

 

- Zacznijmy od "Historii zoltej cizemki". Pamietam Pana z tego filmu jeszcze z dziecinstwa.

 

- To zamierzchla historia. To byl moj pierwszy film. Mialem wtedy dziesiec lat. Wybrano mnie z paru tysiecy chlopcow. Byl to pierwszy film Checinskiego, ktory jeszcze wtedy nie zapowiadal sie jako triumfator na niwie komedii. I plejada polskich gwiazd.

 

- Sliczny film.

 

- O tak, duzo wtedy takich filmow powstawalo. Byl juz zrobiony "Krol Macius Pierwszy". Obok w hali filmowej buszowali bracia Kaczynscy w filmie "O dwoch takich co ukradli ksiezyc". Dzieci maja w sobie taka naturalnosc, o ktorej dorosly aktor potem juz tylko marzy. Albo w takim kierunku zmierza, zeby tak sie oderwac od wszystkich zwiazkow kulturowych.

 

- Czy Pan juz wtedy wiedzial, ze zostanie Pan aktorem?

 

- Nie, nie. To byla przygoda dziecieca. Bylo jeszcze duzo czasu do decyzji. Ale wychowalem sie w srodowisku aktorskim. Odwiedzalem Teatr Polski, w ktorym moj ojciec pracowal. W tym teatrze wszystko bylo bardzo basniowe, takich teatrow juz dzisiaj nie ma. Byly tam bardzo bogate kostiumy, charakteryzacja, szminki dla aktorow bardzo pachnialy. Caly teatr pachnial czyms nierzeczywistym. A poza tym nie mialem pomyslu na nic innego. Od poczatku bylem eksploatowany przez panie nauczycielki w szkole jako recytator. Wybralem Szkole Teatralna.

 

- A teraz jest Pan bardzo znanym i cenionym aktorem. A juz bardzo popularnym uczynila Pana rola Halskiego w "Ekstradycji".

 

- Tak. "Ekstradycja" to byl serial chetnie ogladany w Polsce, byl wielokrotnie powtarzany. Wiele rzeczy robilem tak troche moze nie tyle wbrew pewnej modzie czy fali, ale nie chcialem sie podporzadkowywac pewnym utartym drogom. Wyczuwalem w tym jakies mozliwosci. Bo uczestnictwo w serialu bywa zgubne po prostu. Bralem udzial w realizacji jednego z pierwszych seriali w Polsce typu soap-opera.

 

- Tak, wiem, w "Labiryncie".

 

- To bylo w latach, kiedy srodowisko aktorskie reagowalo na takie zjawisko bardzo zle. Krytycznie. Ze jest to rzecz niewarta zachodu. Ze jest to rzecz troszeczke nizej poziomu tego, do ktorego aktorzy zostali przyzwyczajeni przez epoke, ktora wyniosla ich do pozycji takiej bardzo nadrzednej, niezwykle odpowiedzialnej, uczestnictwa w rzeczach wielkich, wznioslych. Dajacych poczucie moralnej odpowiedzialnosci.

 

- Tak, aktor zaliczal sie do srodowiska opiniotworczego. Aktor wypowiadal sie na kazdy temat.

 

- Ano, wlasnie. Ale my szczegolnie bylismy do tego predestynowani, bo bylismy takim realizatorem, ze tak powiem, watpliwosci, albo niecheci ludzi do owczesnej wladzy. Wrog byl bardzo jasno okreslony, a mysmy po prostu byli tymi ludzmi, ktorzy, dzieki literaturze naszej bardzo obfitej w ukryte mysli narodowe, temu sluzyl glownie repertuar romantyczny. W zwiazku z tym nasza pozycja urosla, ale byla, w moim przekonaniu, bardzo nienaturalna, tak jak nienaturalna byla w ogole nasza sytuacja spoleczno-polityczna. Dziwnie jakos zawieszeni, dziwnie odpowiedzialni. Ja zawsze traktowalem ten zawod jako bardzo uslugowy w sumie, ktory mial i ma dalej ludziom przynosic pewnego rodzaju ukojenie, dawac im wzruszenie. Dawac im radosc. I nadzieje. I nadzieje. Aktor to jest taki blazen na dworze, ktoremu wolno, ktory dostaje glejt na to, zeby sie sprzeciwiac, zeby byc na przekor, zeby wytykac bledy, zeby poprawiac rzadzacych i tak dalej, i tak dalej. I za to ma pewna bezkarnosc. I za to ma utrzymanie.

 

- Ale teraz pozycja aktora w Polsce ulega zmianie...

 

- Ale w cywilizacjach, ze tak powiem, zupelnie normalnych, trudno porownywac Roberta DeNiro czy Paula Newmana, do takiej sytuacji, zeby oni dzwigali na sobie bagaz Ameryki, zeby byli jakims wzorcem postepowania dla innych ludzi. Oni moga byc wzorcem mezczyzny, na przyklad, urody, albo sposobu bycia, natomiast nie przenosi sie to na kraj, i na jakies polityczne znaczenia. Aktor jest od tego, zeby gral role bohaterow pozytywnych, czy czarnych charakterow. Jak jestesmy uwrazliwieni, jak dziala na nas otaczajaca nas rzeczywistosc. Jak jestesmy zdeterminowani. Co nas czeka. Co moze byc uroda w czasie i co nam jest przeznaczone. A tu oczekiwalismy czegos wiecej, czesto wbrew zaslugom.

 

- A jak wyglada to w tej chwili?

 

- W tej chwili idealem byloby, jakby to powiedziec, madrze zglupiec. To znaczy zrzucic z siebie pewne bagaze. Umiescic sie we wlasciwej pozycji spolecznej. No i sluzyc zadaniom, ktore sa w sumie proste. Dzisiaj obserwujemy pewna latwosc pewnej akceptacji tego co sie robi. Konkurencja nie jest zbyt wyrazna, a w kazdym badz razie nie ma wyraznych kryteriow. Wzrosla liczba dziedzin, w ktorych przychodzi nam sie spotykac. Uczestniczymy w jakichs teleturniejach, prowadzimy jakies gry, zapowiadamy cos, jestesmy na estradzie, w roznych wersjach, reklamujemy rozne przedmioty i tak dalej i tak dalej. Uklada sie to w zdrowa ukladanke. Sa aktorzy od reklam, drudzy sa od seriali, czy inni od filmow.

 

- Porozmawiajmy teraz o roli Hrabiego w "Panu Tadeuszu".

 

- Poniewaz zawsze traktowalem ten zawod uslugowo jako aktora przebierajacego sie w rozne postaci, taka rola miesci sie w tym wszystkim. Jestem juz od Szkoly Teatralnej wychowany na silnych podstawach, troszke juz przemijajacych. Jednak uczestnictwo w "Panu Tadeuszu" po takim zdarzeniu jak "Ekstradycja" nie jest dla mnie jakims ciosem. Ciosem moze byc dla nas wszystkich fakt powstania takiego utworu filmowego, spotkania z literatura, o ktorej zwykle sie nie mysli w kategorii filmow.

 

- A jak pan zareagowal na wiadomosc, ze "Pan Tadeusz" bedzie filmowany i, ze Pan zagra w tym filmie jedna z glownych rol?

 

- Ze strachem. Obawialem sie samego powodzenia realizacji takiego projektu. Jak mozna skompilowac z tego utworu scenariusz filmowy? Jak mozna pozbawic go, w sposob konieczny zreszta pewnej urody zasadniczej? To nie jest "Wesele" Wyspianskiego, w ktorym ludzie ze soba dialoguja. Tutaj jest "rzekl hrabia..." i nastepuje monolog poltorastronicowy. Jak to skrocic? Jak zagrac w zwiazku z tym postac, nie pozbawiajac jej urody, ktora autor tak a nie inaczej widzial? Poza tym mialem wobec swojej postaci watpliwosci, bo nic sie tam nie zgadzalo. Ani wiek, ani nawet nie jestem blondynem, a Telimena wyraznie to podkresla.

 

- Wiec dlaczego zostal Pan wybrany?

 

- Nie wiem dlaczego zostalem wybrany. Na to pytanie nie umiem odpowiedziec. Podejrzewam, ze Andrzej Wajda zaproponowal mi to w jakims duzym zaufaniu do moich mozliwosci aktorskich. Liczyl na moje doswiadczenie i pewna oglade jezykowa, ktore mialy zastapic niedostatek zewnetrzny tej postaci.

 

- Czy jest Pan zadowolony z efektow?

 

- Jestem, jestem zadowolony. Przeslanie utworu trafia do wspolczesnego widza, a to jest, moim zdaniem, najwazniejsze. Trafia do widza. Film jest wzruszajacy.

 

- Dziekuje za rozmowe.

Elzbieta Binswanger-Stefanska