"Wysokich LOT-ow kobieta"

 

 

 

Krakow dawna i pierwsza stolica Polski. Piekne i niepowtarzalne to miasto z niezliczona iloscia zabytkow, pomnikow, kosciolow nie mowiac juz o renomowanych teatrach. Muzea krakowskie przez ktore mowia wieki i dobre - choc wcale nie tanie - restauracje pelne sa turystow przez 365 dni w roku. To oni - turysci nie tylko z Polski wydeptuja sciezki przemierzajac Rynek Krakowski i stare waskie, ale pelne uroku uliczki prastarego grodu Kraka.

A jesli juz mowa o turystach to jak mozna nie wspomniec o krakowskiej placowce Polskich Linii Lotniczych LOT, ktorej siedziba miesci sie przy ul. Basztowej. Od wielu juz lat placowka ta kieruje pani Jadwiga Tyrankiewicz - niewysoka, szczupla kobieta z dynamicznym charakterem. Udalo mi sie namowic pania dyrektor Tyrankiewicz na spotkanie i wspolna rozmowe przy ul. Basztowej.

Urszula Madej-Wojnarowicz: Jak dlugo zwiazana jest Pani z placowka LOT-u w Krakowie?

Jadwiga Tyrankiewicz: Z LOT-em zwiazana jestem juz bardzo dlugo. To juz 25 rok jak pracuje w Polskich Liniach Lotniczych LOT i w przedstawicielstwie w Krakowie.

U.MW.: Na poczatku 1999 roku Panstwowe Przedsiebiorstwo Lotnicze LOT obchodzilo 70-lecie swego istnienia. Ile lat liczy sobie krakowski oddzial LOT-u?

J.T.: Dokladnie tyle samo co Polskie Linie Lotnicze LOT. W Krakowie linie lotnicze istnialy przed powstaniem LOT-u, tak jak istniala komunikacja lotnicza. Wtedy byl Aoeroloyd, zas 1 stycznia 1929 roku powstalo przedsiebiorstwo panstwowe LOT. A juz 2 stycznia odbyl sie pierwszy rejs Katowice-Krakow-Lwow-Wieden. Jak widac od samego poczatku jestesmy na mapie polaczen LOT-u.

U.MW.: A gdzie byla pierwsza siedziba biur LOT-u?

J.T.: Na samym poczatku nie bylo biura miejskiego bilety sprzedawane byly bezposrednio na lotnisku. Zas pierwszym lotniskiem byly Czyzyny, dzisiaj jest tam duze osiedle mieszkaniowe. Pozniej w latach 50-ych powstalo biuro niemal w centrum Krakowa przy ul. Szpitalnej, no i mniej wiecej pod koniec lat 50-tych przenioslo sie biuro do Rynku Glownego na wysokosci kosciolka sw. Wojciecha. Lotnisko w Balicach powstalo na poczatku lat 60-tych. A pod koniec lat 60-tych biura PLL LOT przeniosly sie na ulice Basztowa 15. Niby nie tak dawno, ale wszystkim bywajacym lub mieszkajacym w Krakowie kojarzymy sie z Basztowa niemal od wiekow.

U. MW.: Jaki jest obecnie stan zatrudnienia placowki, ktora Pani kieruje. Czy to sa tylko kobiety?

J.T.: Nieprawda, nieprawda, sa rowniez i panowie. Sam stan zatrudnienia zmienial sie. To przedstawicielstwo, to pracownicy biura na ul. Basztowej i przedstawiciele LOT-u na lotnisku dozorujacy obsluge pasazerow i samolotow plus kasjerzy. Dawniej cala ekipa ludzi pracujacych na lotnisku wchodzila w sklad naszej placowki LOT w Krakowie. Dopiero po 1989 roku, kiedy zmienila sie sytuacja w Polsce zostala wyodrebniona spolka holdingowa obslugujaca LOT. Takze w tej chwili Ci ludzie przyszli do spolki, a od nas z LOT-u jest piec osob dozoru i pieciu kasjerow pracujacych stale na zmiany w kasach na lotnisku. W samym biurze zas zatrudnionych jest 23 osoby. Musi Pani wiedziec rowniez, ze przedstawicielstwo to nie tylko sam Krakow, mamy jeszcze biura w Zakopanem, Kielcach i Radomiu.

U.MW.: Nie moge uwierzyc, ze tak preznym przedstawicielem LOT, z taka iloscia placowek kieruje kobieta, a mowia ze kobieta to plec slaba. Jak dlugo szefuje pani w krakowskim oddziale?

J.T.: Dyrektorem przedstawicielstwa jestem od roku 1993. Wczesniej pracowalam 10 lat na sali sprzedazy w dziale informacji i rezerwacji zagranicznej i bardzo to lubilam. W 85 przeszlam na stanowisko zastepcy kierownika biura do spraw handlowych i w ten sposob w jakis sposob wtedy juz zaczelam kierowac zaloga. A dyrektorem jestem, jak powiedzialam ponad 6 lat.

U.MW.: Z czym wtedy - kiedy powolano Pania na dyrektorskie stanowisko - wiazala Pani swoje najwieksze nadzieje. Co udalo sie Pani zrealizowac w 100 proc., a co pozostaje nadal w sferze marzen, ale oczywiscie tych do zrealizowania.

J.T.: Poniewaz sprzedaz biletow i w naszym biurze i we wszystkich naszych agencjach w 60 proc. dotyczy lotow za Atlantyk wiec zrozumiale, ze nasze marzenie dotyczylo uruchomienia polaczen non-stop z Krakowa z Ameryka Polnocna. Bardzo dlugo w centrali LOT-u istnialo przekonanie, ze wystarcza dobre polaczenia do Warszawy i tranzyty via Warszawa za Atlantyk. Dlatego cieszymy sie bardzo i uwazamy to za ogromny sukces nie tylko nas ale rowniez kolezanek i kolegow z drugiej strony ogromnej wody - jak mowia nasi pasazerowie - ze udalo sie nam wreszcie zrealizowac i codziennie mamy jeden rejs atlantycki; przylot i odlot. To chyba jest najwiekszy sukces przedstawicielstw Toronto, Nowy Jork, Chicago i Krakowa.

U.MW.: A co w sferze marzen?

J.T.: Najwiekszym marzeniem niestety niezaleznym od nas to rozbudowa krakowskiego portu lotniczego. W momencie kiedy port byl otwierany, poniewaz plany robione byly 10 lat wczesniej, wiedzielismy ze bedzie on za ciasny. Co prawda ma on przepustowosc roczna 450 tysiecy pasazerow, ale z zalozeniem, iz ruch samolotow i pasazerow bedzie rownomiernie rozlozony przez cala dobe. Tak sie na zadnym lotnisku w swiecie nie dzieje. To o ktorej samoloty startuja i laduja zalezne jest od wielu czynnikow w zwiazku z tym mamy w tej chwili sytuacje, kiedy do portu naprawde nie da sie wepchnac szpilki. Co prawda port ma budowac droga czesc - dokladnie taka sama, jaka stoi i ma rozpoczac budowe w tym roku ale dla nas jest to wszystko za pozno. My mamy pelna swiadomosc, ze pasazerowie nie maja gdzie stanac nie mowiac o tym, ze nie maja gdzie usiasc, nie moga odebrac bagazu, tak jak powinno sie to odbywac w normalnych warunkach. No wiec naszym najwiekszym marzeniem jest jak najszybsze otwarcie nowej czesci pasazerskiej portu, jak rowniez czesci cargo. My nie mamy gdzie skladac towaru.

U.MW.: Mowi sie rowniez o wydluzeniu pasa startowego, aby mogly startowac najwieksze samoloty typu Boeingi Jumbo 747 z pelnym obciazeniem cargo. Kto to powinien robic?

J.T.: Wlascicielem lotniska na dzien dzisiejszy, czesciowo jest spolka powolana pare lat temu, w ktorej wspolwlascicielem sa porty lotnicze - jeszcze przedstawicielstwo panstwowe - wojewoda, ktory reprezentuje rzad, urzad miasta Krakowa czyli samorzad i gmina Zabierzow, ktora wniosla czesc ziem do tej spolki. I to jest jeden wlasciciel, natomiast jezeli chodzi o pas startowy to wspolwlascicielem jest rowniez wojsko...

U.MW.: I tu chyba beda najwieksze problemy?

J.T.: Pieniadze musza pojsc z dwoch stron. Przede wszystkim musza pojsc z budzetu centralnego, bo przedluzenie pasa to sa olbrzymie koszty. Musza rowniez pojsc z Ministerstwa Spraw Wewnetrznych jak i Ministerstwa Transportu, a musza byc uzgodnione w budzecie centralnym. I to jest podstawowy bol Krakowa. Te najwieksze samoloty slynne Jumbo Jety moga w Krakowie ladowac i startowac i one co jakis czas sie pojawiaja jako czartery. Ale do startu na daleka trase, wtedy kiedy maja pelne zbiorniki paliwa rzeczywiscie istnieja ograniczenia udzwigowe. Musi rowniez ograniczyc wtedy obciazenie cargo i byc moze nawet ilosc samych pasazerow i bagazu na pokladzie. Wtedy start jest bezpieczny. W przypadku Boeingow 767 pasazerow zabieramy w pelnym skladzie, ale ograniczamy cargo.

U.MW.: W 1998 roku 10 maja zainaugurowala Pani wraz z placowka w Toronto pierwszy bezposredni rejs samolotu PLL LOT Toronto-Krakow-Toronto. Te polaczenia trwaja do tej pory. Jak dzis z perspektywy czasu ocenilaby Pani to przedsiewziecie.

J.T.: Na pewno trafiono z tym w dziesiatke, przede wszystkim dlatego ze w Toronto i okolicach jest bardzo duza Polonia pochodzaca wlasnie z poludnia Polski, ze Slaska, z Malopolski i ze wschodnich regionow i to widac bardzo wyraznie przy tych rejsach. Mamy rowniez pasazerow lecacych w druga strone do Kanady z poludnia, ktorym wygodniej jest leciec z Krakowa anizeli z Warszawy.

U.MW.: Najtrudniejszy i najmilszy moment lub decyzja w czasie prowadzenia przez Pania krakowskiej placowki LOT-u.

J.T.: Hm... Czy ja wiem? Takich naprawde trudnych sytuacji nie bylo. Na pewno sa sytuacje stresowe, kiedy na przyklad jest jesien, zla pogoda a tu trzy dni nic nie wystartowalo z Krakowa. Takie sytuacje niestety nam zdarzaly sie i trzeba bylo wtedy podejmowac natychmiast decyzje, czy pasazerowie jada do hotelu, czy jest sens czekac, czy tez prosimy o dojazd do Warszawy. W zimie na przelomie 1998/99 roku byly takie dni kiedy z powodu zlej pogody Warszawa nie przyjmowala, a Krakow przyjmowal. Najpierw przez trzy dni wszystko ladowalo u nas, a pasazerow dowozilismy do Warszawy. Pozniej nagle w Krakowie siadla silna mgla a w Warszawie pogoda sie poprawila, tyle ze samoloty staly u nas na plycie i nie mogly wystartowac. Ale to jest wtedy sprawdzian dla nas i satysfakcja z dobrze wykonanej pracy.

U.MW.: Czy w czasie takich sytuacji pasazerowie sa wyrozumiali czy raczej okropnie nerwowi?

J.T.: Bardzo roznie dlatego, ze ludzie sa bardzo rozni. Za nasz sukces uwazamy sytuacje, kiedy ten zdenerwowany pasazer, ktory dnia poprzedniego psioczyl na LOT, uwazal nas za najgorsza linie lotnicza itd. juz na drugi dzien przyjezdza na lotnisko zadowolony, dziekujac ze mogl pospacerowac po Krakowie i wlasciwie nic sie nie stalo.

U.MW.: Czy jest Pani jedyna kobieta na stanowisku dyrektora placowki PLL LOT w Polsce?

J.T.: Nie, sa jeszcze kolezanki w przedstawicielstwie lubelskim i bydgoskim. Tyle, ze tu sie tak nieskromnie pochwale, iz przedstawicielstwo Krakow jest najwiekszym przedstawicielstwem - tu pomijam oczywiscie Warszawe to jest bardzo specyficzny osrodek i do Warszawy zadna z nas porownac sie nie moze - jezeli chodzi o ilosc biur wlasnych, agencji z ktorymi wspolpracujemy, rynek jesli chodzi o wplywy. No i oczywiscie jezeli chodzi o ruch na lotnisku.

U.MW.: Pani placowka to nie tylko przewoznik lotniczy, to rowniez mecenat kultury i sztuki dla miasta Krakowa.

J.T.: Uwazam, ze w ogole znaczace firmy i instytucje powinny wspierac kulture, jak robi sie to na calym swiecie. Jezeli LOT jest obecny w Krakowie i to od bardzo dawna to powinien wspierac najwazniejsze wydarzenia jakie w miescie sie dzieja. W 1995 roku Unia Europejska wybrala 5 miast stolic kultury europejskiej roku 2000. To rok bardzo wazny dla naszego miasta, dzieje sie i bedzie sie dziac do konca bardzo wiele. Miasto powolalo Kapitule i ustanowilo tytul Mecenasa Kultury Krakowa. O ten tytul moga starac sie wszystkie firmy, ktore sponsoruja wydarzenia kulturalne w Krakowie. To co my mozemy dawac to przewoz artystow lub towarow. My przewozimy nieraz cale ogromne wystawy do Krakowa. W 98 roku sponsorowalismy doroczny koncert wielkanocny Ludwika van Bethowena. Byla w Krakowie orkiestra Monachijska, jesienia 1999 roku byl festiwal Krzysztofa Pendereckiego, ktory trwal 10 dni. Wystepowala rowniez w Krakowie z jednym tylko koncertem Barbara Hendrix. Tego lata mielismy w Krakowie tance dworskie, w ktorych braly udzial zespoly i grupy teatralne m.in. z Wloch i Francji. Podsumowujac to wszystko tytul Mecenasa Kultury dla miasta Krakowa uzyskalismy juz po raz drugi, a co za tym idzie oprocz przepieknych statuetek Stanczyka mamy prawo uzywania owego tytulu przez piec lat. Oczywiscie taki przywilej zobowiazuje do dalszego sponsorowania.

U.MW.: Jest to jakies okno na swiat dla Krakowa i nie tylko...

J.T.: Alez oczywiscie! My stale wspolpracujemy jako LOT z biurem wystaw artystycznych w Krakowie, z Muzeum Narodowym. Tam odbywaja sie na tyle istotne wystawy, iz - dla przykladu - na wystawe Changalla przylatywaly czartery z pasazerami ze Szwajcarii pragnacymi obejrzec te wystawy.

U.MW.: Jakie stosuje Pani kryteria przy przyznawaniu sponsoringu?

J.T.: Ja mam do tego wspanialych ludzi, ktorzy u mnie na co dzien zajmuja sie zupelnie czym innym. To sa rozne festiwale, tak jak rozna jest ich ranga. Powtarzaja sie one mniej wiecej w tym samym odstepie czasu a wspolpraca z organizatorami ich wyprobowana jest od lat. Bardzo istotne dla nas jest to czy druga strona, czyli organizatorzy wywiaza sie z zobowiazan wobec polskich linii lotniczych LOT. Czy LOT jest wlasciwie pokazany na tych festiwalach.

U.MW.: Jak Pani godzi dwa swiaty: odpowiedzialna praca i dom. Jest Pani zona (maz Tadeusz) i matka dwoch wspanialych corek Kamy i Urszuli. A kiedy czas dla siebie?

J.T.: Mozna to wszystko pogodzic, zwlaszcza jesli ma sie odpowiedzialnych i wspanialych ludzi. A taka jest moja zaloga. Moja rodzina w domu rowniez jest wspaniala i rowno dzielimy sie obowiazkami, dogrywamy grafik domowy, a wtedy znajdujemy jeszcze czas dla siebie. Ot cala tajemnica moich dwoch swiatow.

U.MW.: Dziekujac Pani za rozmowe zycze Pani wysokich i bezpiecznych lotow, wytrwalosci w szefowaniu tak waznej placowki Polskich Linii Lotniczych LOT.

 

Rozmawiala Urszula Madej-Wojnarowicz