Deszczowy prosiak

Barbara Tschopp-Nowak

 

 

Nie ma rady, przyjdzie sie z deszczem zaprzyjaznic.

Tym razem lunelo, zanim jeszcze prosiakowi w Opfikonskim Lasku zdazyl

zrumienic sie ryjek nad ogniskiem. Padajacy deszcz prawdopodobnie powstrzymal wiele osob od wyjscia z domu, dzieki temu wszyscy ci, ktorzy do lasu dotarli, zmiescili sie w chatce na polanie. Grilowano w kominku, a na czas konsumpcji chatke wypelnily stoly. (Pozniej je usunieto, gdy towarzystwo nabralo ochoty do tanca).

Dzieki cukiernikom-chalupnikom nie zabraklo rowniez deserowych slodkosci.

 

Outfit niektorych gosci wskazywal na uroczysty charakter pikniku w lesie -

wprawdzie w podkoszulku, ale z krawatem...

 

Tradycyjnie dochod mial zostac przekazany na cele dobroczynne, "barmanka ad hoc" zapraszala wiec filuternie do duzych i drogich zakupow. W odpowiedzi biesiadnicy nie skapili sobie jadla ni napoju.

"Pieczenie prosiaka" mialo charakter podwojnej imprezy: tradycyjny rozen w lesie towarzyszyl "okraglym" urodzinom Glownego Grilujacego. Opfikonskie"spotkania od zawsze wchodzily Jubilatowi w parade; urodziny jako urodziny nigdy sie tak naprawde odbyc nie mogly, poniewaz organizatorzy i stali bywalcy opfikonskich spotkan stanowic mieli trzon gosci urodzinowych. Salomonowym wyjsciem okazalo sie wiec urzadzenie imprezy podwojnej. U sufitu zawisl  transparent "Happy birthday lieber Karol"; "Sto lat" przeplatalo sie z muzyka taneczna a outfit niektorych gosci wskazywal na uroczysty charakter pikniku w lesie....