Anna Zymon Stankiewicz

ZWYCIĘŻONA ALE NIEPOKONANA.

 

Znowu nowa rocznica Powstania Warszawskiego. Tym razem oddajmy głos dowódcy Powstania - generałowi Tadeuszowi Bór - Komorowskiemu, cytując wyjątek z jego książki p.t. "Armia Podziemna".

 

"Wymarsz oddziałów Armii Krajowej z Warszawy w dniu 5-go października (1944 r.) został wyznaczony na godzinę 9.45 rano.

O 8-ej rano przyjąłem ostatni raport od dowódcy plutonu osłonowego. Oddział ten towarzyszył nam od pierwszych dni powstania, biorąc udział w walkach na Woli i Starym Mieście. Resztki jego stały teraz w dwuszeregu na podwórzu domu, w którym mieściła się, kwatera główna.

 

Padła komenda: "Baczność : Na prawo patrz :" "Agaton" złożył raport. Gdy przechodziłem przed szeregiem stojących na baczność żołnierzy, uderzyło mnie, że nawet jak na nasze stosunki, oddział był słabo uzbrojony. Nie mieli ani jednego pistoletu maszynowego. Nie pytałem, wiedziałem dobrze, że prawie wszystkie oddziały zakopały tej nocy większość broni, przede wszystkim automatycznej, by nie oddać jej Niemcom.

 

Ostatnie godziny były dla nas bardzo ciężkie. Trudno było rozstać się z tym ostatnim skrawkiem miasta, w którym żyliśmy przez 63 dni jako ludzie wolni i gdzie zostało pod ruinami tyle tysięcy naszych towarzyszy z czasów konspiracji.

O godzinie 9.'15 oddziały powstańcze Śródmieście -- Południe ustawiły się w kolumnie na ulicy Śniadeckich. W myśl umowy kapitulacyjnej, żołnierze wychodzili z bronią w ręku, zdając przed tym tylko resztki amunicji.

 

Po obu stronach ulicy zgromadziły się tumy pozostałej jeszcze w mieście ludności.

Zbliżała się oznaczona godzina. Po drugiej stronie barykady widać już by ło czekających na nas Niemców. Nagle wystąpiła z tumu nieznana mi kobieta w żałobie  podeszła do mnie i wręczyła mi srebrny medalion. Rzuciła tych kilka słów:

-  "Proszę przyjąć, panie generale, to pamiątka z powstania 1863 roku."