"Byłem w Büren" (Goniec Obozowy, 6 marca 1941)

Bundesrat S. Schmid (pełny tekst przemówienia na stronie internetowej NG)

 

I ja tak samo byłem w Büren.  Na szczęście nie w pierwszych latach internowania - jakkolwiek tylko o mały włos w roku 1941 tam nie "wylądowałem"! - lecz dopiero  w sobotę dnia 16 września 2000.  Okazją po temu było otwarcie  wystawy fotografii z obozu Büren oraz uroczystość odsłonięcia dwóch pomników ku upamiętnieniu pobytu w tej niedużej berneńskiej mieścinie żołnierzy internowanych (w pierwszym rzędzie polskich), uchodźców cywilnych, oraz wojskowych i cywilnych pacjentów różnych narodowości.

 Uroczystość zorganizowana z własnej inicjatywy władz i mieszkańców Büren była pod każdym względem udana.   Udział orkiestry wojskowej, wspólny żołnierki obiad, jak wreszcie przechadzki na parokonnych furmankach od obozu szpitalnego, wzdłuż Starej Aary aż do miejsca gdzie znajdowało się całe miasto baraków. to wszystko było przysłowiowym "Puncikiem nad I".  Za udaną całość organizatorzy  zasłużyli na  jak najlepsze słowa uznania.

Dzięki interesującym komentarzom lucerneńskiego historyka,  doktora Jürg'a Stadelmann'a, autora standardowej pracy "Concentrationsłager Büren an der Aare 1940 - 1946",  zebrani goście różnych narodowości (a było ich przynajmniej dwie setki)  mieli okazję zapoznać się ze sytuacją jaka panowała w obydwóch obozach  tj. w małym obozie szpitalnym ulokowanym powyżej Büren na południowy wschód od centrum, oraz w dużym obozie położonym w pętli pomiędzy Starą Aarą i Aarą, na zachód od centrum.  Duże wrażenie na zebranych zrobił opis "opancerzenia" obydwóch obozów w postaci wysokiego,  podwójnego płotu z drutu kolczastego wraz z wieżami wartowniczymi, jak również i sytuacji jaka panowała w obozach.

 Odsłonięcie obydwóch pomników było okazją do zabrania głosu przedstawicieli narodowości, z których rekrutowały się rzesze "sconcentrowanych"  w obydwóch obozach (Polacy, Francuzi, Rosjanie, Źydzi, Amerykanie).

 

Pomnik w miejscu głównego obozu

 Największe wrażenie wywarły na mnie wspomnienia  przedstawiciela Żydów oraz opowiadania dwóch Szwajcarów o sytuacji jaką zastali w obozie żydowskim.  Jako młodym harcerzom udało im się  natrafić w jednej części obozu na absolutnie odizolowane "ghetto", do którego nikt nie miał wstępu. 

Sytuacja, jaką tam zastali pozostała im  na zawsze  w  pamięci.  Pełne treści  były również  zwięzłe słowa Ständerat Samuela Schid z Büren.

 Z polskiej strony zabrali głos: przedstawi-ciel Ambasady RP w Bernie, pan Przemy-sław  Antoniewicz, ksiądz Rektor  Gawrom jak wreszcie przedstawiciele byłych interno-wanych.  Stosunkowo blado wypadły wota tych ostatnich.  Nikt z nich nie zadał sobie trudu,  by wyjaśnić co było powodem, że  żołnierze polscy, którzy parę miesięcy temu,  przekraczając granicę szwajcarską,  swoją zdyscyplinowaną postawą zyskali sobie pełne uznanie nie tylko władz lecz

 

Dr. Miodoński z e sztandarem przy pomniku w miejscu obozu szpitalnego

również i ludności szwajcarskiej, że ci sami żołnierze, zesłani do  Büren,   "cieszyli się"  opinią najbardziej niezdyscyplinowanych, krnąbrnych i leniwych obozowiczów.  (To można wyczytać w książce pana Stadelmanna).   Nikt też nie zwrócił uwagi na fakt, że w pobliżu Büren, a dokładnie na terenie sąsiedniej  wioski Dotzingen,  ci "leniwi, niesforni i perfidni "  Polacy pracowali sumiennie przy budowie drogi, a wynik swej pracy uwiecznili istniejącym do dzisiaj kamieniem pamiątkowym.  Milczeniem pominięto również fakt, że ci sami Polacy, gdy tylko powrócili  do swych rodzimych jednostek, by potem razem z nimi włączyć się w realizację "Panu Wahlena"a,  przeżyli rzeczywistą metamorfozę, zasługując sobie często na jakże pochlebne miano "nasi Polacy" ("unsere Polen" ).

-------

Byłoby może rzeczą wskazaną, by przy okazji podobnych uroczystości interlokutorzy w swych słowach starali się przedstawić sedno rzeczy, a nie ograniczali się jedynie do nic nie mówiących frazesów.  Tego jesteśmy my wszyscy - byli internowani - winni naszym kolegom, którzy  w latach 1940-45, pracując nie tylko chętnie, ale też i wydatnie na wszystkich rubieżach Państwa Związkowego, byli równocześnie cichymi ambasadorami Narodu Polskiego.

                                                                                        Jerzy Rucki