Kwatera
Tadeusza Kościuszki !
|
RYSZARD
SMOŻEWSKI
|
|
U
końca mojej pisaniny w lipcowym "Kurierze Dąbrowskim" stęknąłem,
że w wiosce Koniusza " umiera dworek, w którym kwaterował Tadeusz
Kościuszko, gdy maszerował ku Racławicom". I zaproponowałem, aby
„ucharakteryzować tenże dworek wedle dawnej kwatery Naczelnika Kościuszki..”
A dziś zapraszam was na dłużej do Koniuszy, która, jak Dąbrowa
Tarnowska siedzi w Małopolsce,
lecz bliziutko sąsiaduje z Krakowem, co wszakże nie znaczy, że Krakusy
ją postrzegają. Pojedźmy do Koniuszy, ale nie samochodziskami! Na
koniach wjedźmy, na koniach, bo one nieprzypadkowo wlazły w nazwę tej
wioski, koczującej na wysokiej górze. Pierwszą
wzmiankę o Koniuszy ponoć można znaleźć w jakichś annałach z 1366
roku, a Długosz wpisał w swoje kroniki, że gdy do owej góry dotarł
kiedyś rycerz Przybysław Szreniawita, bardzo spodobało mu się to
miejsce. Zbudował więc tamże dworek dla siebie, dla żonusi i dzieciaków.
Uprawiał ziemię, miał trochę koni. No i sprzedał jednego konia
bogatemu Madziarowi, który z zakupionym rumakiem powrócił na Węgry.
Szreniawita tęsknił do tegoż konia, ale koń bardziej do polskiego pana
tęsknił, bo pewnej nocy pana Szreniawitę obudziły końskie okrzyki.
Otworzył bramę i radośnie przywitał swojego konia, który cichcem, bez
wizy przedarł się przez granicę wraz z dużą grupą węgierskich
klaczy, zakochanych w czworonożnym Polaku. W podzięce Panu Bogu, za powiększenie
stada, Szreniawita wybudował na tej górze kościół, a górę nazwał
Koniuszą. O, za chwilę usłyszycie rżenie, ale już jednego, można
powiedzieć, historycznego konia! W dniu 4 IV 1794 r. przygalopował na
nim do Koniuszy sławny Naczelnik Tadeusz Kościuszko... Był
on rzadkim w tamtych czasach, wybitnym, wojskowym specjalistą w
dziedzinie ge-ometrii i architektury wojennej. Trochę takiej wiedzy, wsączył
w siebie w warszawskim Korpusie Kadetów, gdzie też nauczył się gadać
po niemiecku i francusku, a na wyższe piętro architektury wojennej wszedł
we Francji. Tam Kościuszko opanował sztukę budowy mostów, grobli, dróg
dofrontowych. Udowodnił swoje umiejętności w Ameryce. Wybrał się za
ocean w 1766 roku. Pomagał Amerykanom wojować z Anglikami, którzy nie
życzyli sobie pojawienia się na mapie świata Stanów Zjednoczonych.
Jako pułkownik amerykańskiej armii opracował plan fortyfikacji pod
Billingsport, wedle jego pomysłu zbudowano fort Mercer, nadzorował
wznoszenie redut i pod jego rozkazami sypano szańce nad rzeką Hudson. W
1784 r. Kościuszko powrócił do Polski, a w Ameryce zostały po nim
pomniki, chwalebne zapisy w historii USA... No
i w 1794 r., po złożeniu przysięgi na krakowskim Rynku, wyruszył pod
Racławice, aby walczyć z ruskimi żołdakami, którzy wtargnęli do
Polski. I po drodze zatrzymał się w Koniuszy. Do dziś stoi przy dworku,
gdzie od lat mieści się plebania, marmurowy stół, przy którym siedziało
się Naczelnikowi. Myślał on przy tym, jak carskie wojska powstrzymać,
łykał parówki i na pewno spoglądał daleko, daleko, aż ku Tatrom. Piękne
widoki przytulają się tej góry. Kiedykolwiek tam zajrzę do
sympatycznego, wybrzuszonego dużą wiedzą, ks. proboszcza Adama Możdżyńskiego,
oczy moje posyłam ku tym krajobrazom. Ma
więc góra Koniuszy dodatkowe, urokliwe walory, zachęcające do powołania
na jej wysokościach pamiątkowej kwatery Tadeusza Kościuszki i pomieścić
w tej siedzibie trochę historii Polaków, co do Jankesów emigrowali.
Dworek w którym jeszcze koczuje ks. Adam Możdżynski i jego parafialne
biuro, wkrótce umrze, rozleci się. Adam z Raju, przepraszam, ksiądz
Adam z Koniuszy, zamieszka w nowym budynku proboszcza. Dworek jednak
trzeba trochę podtrzymać przy życiu. Przyjeżdżaliby tam Polaki z
Polski, z Ameryki i z innych krajów na spotkanie z Tadeuszem Kościuszką
i z ładną góra Koniuszy, gdyż to miejsce jest historyczne i
odpoczynkowe. Z pewnością byliby chętni
do zbudowania tu hotelu, zmajstrowania restauracji. Myślę że
tutejsze tzw. sponsory i Polonusy spoza granic pomogliby uratować dworek
w Koniuszy, do którego powróciłby Tadeusz Kościuszko. Spotkałbym
tam kiedyś i człowieka, który w Radłowie - jak doniósł
"TeMI" - po wypiciu "znacznej ilości alkoholu... podszedł
do pomnika Kościuszki", którego popiersie stało w pobliżu ... i
zrzucił z niego podobiznę przywód-cy.powstania". W Koniuszy on biłby
się w piersi i stał na
bacznośc. A ci, co nie zatroszczyli się o górę Koniuszy, niech pukną
się w czoło i uratują, dworek dla Kościuszki i dla ludzi, którzy
zechcą się z nim spotkać. RYSZARD
SMOŻEWSKI |