Ekscelencjo, Wielce Szanowny, Drogi Panie Ambasadorze
|
Jakże sluszne i pełne treści
a ponadto nad wyraz aktualne jest
znane francuskie powiedzenie: "Partir c'est un peu
mourir".
Już kilkakrotnie miałem okazję
kierować parę słów rozłąki do Tych, którzy odeszli. Niestety
bezpowrotnie, bo na inny, wieczny
posterunek.
Po raz pierwszy natomiast przychodzi
mi kierować słowa pożegnania do kogoś, który
postanowieniem swych przełożonych oderwany zostaje od swoich tak
bardzo mu oddanych podopiecznych, by objąć gdzieś na innych rubieżach
równo zaszczytne jak i odpowiedzialne zadanie reprezentowania
Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
Drogi Panie Ambasadorze, dzięki Pańskim
zdolnościom nie tylko dyplomatycznym lecz i - i to w pierwszym rzędzie -
dzięki Pańskiemu darowi zdobywania sobie serc ludzkich, zyskał sobie
Pan wysoki szacunek nie tylko szwajcarskiej Polonii lecz również i wielu
szwajcarskich przyjaciół, zaś w "Księdze Pamiątkowej"
Polskich Dyplomatów w Republice Związkowej nazwisko Pana powinno być
uwiecznione złotymi literami. Ale
to już nie moja sprawa.
Ja osobiście ograniczę się do
uwypuklenia Pańskich zasług w interesie upamiętnienia pobytu i pracy
polskich żołnierzy internowanych w Szwajcarii. Już od samych zaczątków
moich starań o utrzymanie i pielęgnowanie tychże pamiątek mogłem
zawsze liczyć na pozytywne nastawienie Ambasady RP w Bernie i jej współpracowników,
a w pierwszym rzędzie samego Pana Ambasadora do interesującego nas problemu, do problemu, którego załatwienie nie
cierpiało zwłoki. Tylko dzięki Pańskiej
interwencji u pana Przewoźnika z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa
Narodu Polskiego w Warszawie otrzymaliśmy darmowo brązowe tablice
potrzebne nam do oznakowania ważnych szlaków "Dróg Polskich"
na terenie całej Szwajcarii. Dla informacji podaję, że 27 takich tablic
zdobi już skalne bloki wzdłuż
"Pols-kich Dróg". Dalszych 12 czeka w Warszawie na transport do
Szwajcarii i na montaż na odpowiednim miejscu.
Byłoby nietaktem z mojej strony nie
wspomnieć aktywnego udziału Pana Ambasadora i Jego zacnej Małżonki w
wielu uroczystościach odsłonięcia
i poświęcenia tychże tablic. W pamięci sporej czeredy uczestników
pozostanie na zawsze pierwsza
uroczystość tego rodzaju, mianowicie poświęcenie tablicy pamiątkowej
przy Polskiej Kapliczce w Grossteil.
Ale i innych uroczystości nie można nie wspomnieć, zwłaszcza
tych w Enges, w Oberiberg na Ächerlipass, czy też w romantycznej
Grossalp w Safientalu.
Mimo ogromnego nawału pracy znalazł
Pan zawsze czas, by Swoją obecnością dać wyraz uznania polskiemu
internowanemu szaraczkowi i by razem
ze Swą sympatyczną Małżonką z byłymi internowanymi i z miejscowymi
Szwajcarami dokumentować przyjaźń polsko-szwajcarską.
Ale i przy organizowaniu innych
"internowanych" uroczystości był Pan Ambasador "magna
pars". Mam tutaj na myśli
st. galleńską Wystawę w ramach Bodensee-Festiwal o tematyce polskiej,
dalej Thürerowską uroczystość w Rapperswilu jak wreszcie niezapomnianą
lucerneńską uroczystość 3 Maja 2000 oraz otwarcia tamże bogatej
Wystawy Internowanych.
Jestem przekonany, że oprócz nas
internowanych uczucia wysokiego uznania żywią wobec Pana również i
inne organizacje polonijne w Szwajcarii z Muzeum Polskim w Rapperswilu i
Archivum Polono-Helveticum we Fryburgu na czele.
Mnie samemu nie pozostaje nic innego
jak tylko jeszcze raz we własnym imieniu jak też i w imieniu tysięcy
bezimiennych szaraczków, którzy swą pracowitością, swoją sumiennością
i swoim charmem zdasłużyli sobie na jakże pochlebne miano "unsere
Polen" podziękować z całego serca Panu Ambasadorowi i Jego nieodłącznej
Towarzyszce życia za ich wielki wkład
w interesie szwajcarskiej Poloniii oraz życzyć Im wszelkiej pomyślności
na dalszej życiowej wędrówce.
"Na odchodne"
zacytuję jakże wiele mówiące wyznanie boskiego Horacego w
jednej ze swoich ód: "NON OMNIS MORIAR, MULTAQUE PARS MEI VITABIT
LIBITINAM" "Nie
przepadnę w nicość i wielka część mnie samego uniknie
zapomnienia".
Ekscelencjo, tak samo i pamięć o
Tobie nie przepadnie w nicość, lecz pozostanie na zawsze w naszych
sercach.
Jerzy
Rucki
|