|
Polski
Raperswil utwór okolicznosciowy skomponowany dla uczczenia
siedemdziesiatych urodzin Janusza Stanislawa Morkowskiego kustosza Muzeum
Polskiego w Raperswilu wierszem przewaznie 13-sto zgloskowym przez Kazimierza
Stachurskiego Kiedy ruszysz z Zurychu na wschód
parostatkiem lub koleja pedzaca po torze tak gladkiem, iz najlepiej czujacy nic wyczuc nie moga. Autem pomkniesz nad woda wijaca sie droga. Pojedziesz na rowerze sciezkami kretymi, lub pójdziesz pieszo licznymi drogami polnymi, przemierzysz wiorst trzydziesci, staniesz u przeprawy na druga strone wody, to widok ciekawy ukarze sie twym oczom. Widok jakby z ramek cudnego landszafciku, ujrzysz bowiem zamek. Co mówie - nie jeden, a wlasnie dwa zamki; jeden bedzie na górze, a pod nim fal plamki drugi utworza obraz - odbity we wodzie. Radze Ci ten obrazek o slonca zachodzie ogladac w milym romantycznym stylu, dojdziesz bowiem do mostu w miescie Raperswilu. Miasteczko male, nie ludne, i bardzo chedogie, bogate w zacne domy, banki, sklepy drogie. Znane z dobrych oberzy, stancyi, hotelów, nie od dzisiaj ma w swiecie wiernych przyjacielów. Bo kazdemu jest milo spoczac po podrozy, przy malej szklance wina, które w miescie rózy, bo tak sie wyklada imie Raperswilu znane, jest od stuleci wsród wzgórz uprawiane. Miasto lezy na cyplu, jest to góra spora oblana dookola wodami jeziora Zuryskiego, Totez jezeli tylko dobrze radzic moge, bede wszystkim zalecal wlasnie wodna droge, dotarcia do stóp góry, a z portu do miasta, nad którym, jak sie rzeklo, zamczysko wyrasta. Droga z portu na Zamek nie dluzsza pacierza. Od samego poczatku glówna zamku wieza, i ta z pieknym zegarem przybrana sgrafittem, przyprowadza wedrowca - gdzie schody ukryte wsród rynkowych kamienic i milego cienia, wioda nieomylnie do bramy z kamienia. Te minawszy, pod góre
idac kroków pare, skrecisz w prawo i zaraz zamkowe drzwi stare ujrzysz jak na dloni. Zwykle uchylone, czerwonymi z bialymi pasy ozdobione.
Nie wchodz jeszcze do srodka, bo trzeba bys okiem swym spotkal sie z niezwyklej urody widokiem. Ów most, co cie wital, gdys do miasta mierzyl, teraz zas kiedy stoisz u zamkowej wiezy, z lotu ptaka ogladasz, a z nim okolice, która wlasnie wyznacza kantonów granice. Kantonów Zurych, Schwitz, Sant Gallen kantonu, jego flage zielona na niejednym domu spostrzezesz, bo kazdy Szwajcar ma wprost bez umiaru respekt i nabozenstwo do swego sztandaru. Spójrz dalej, za jezioro, w blekitnej poswicie stoja Alpy Glarnenskie, mozesz szczyt po szczycie ogladac i rozpoznawac, byc moze zobaczysz, kiedy niebo pozwoli, jak w dali majaczy najwyzszy z wszystkich Santis, co pelen uroku nosi czape sniezysta w kazdej porze roku. Gdy zas spojrzysz na miasto zlane sloncem zlotem, zda sie tobie wyjetym z jeziora klejnotem. Zapamietawszy pejzaz, wracaj pod lipami do starej bramy zamku obroslej rózami, przy której stoi szara, wyniosla i dumna, pomnikiem polskim lub barska przezwana kolumna. Ten niezwykly obelisk
dawno tu postawil pewien Polak - on dluzej w Szwajcarii zabawil. Orzel jest na kolumnie, co w niebo wylata i napis wolajacy do Boga i swiata. Napis przeciw przemocy - do krajów Zachodu, od pozbawionego sila praw swoich narodu. Wladyslaw hrabia Plater - Zmudzin I powstaniec po upadku walczacych tutaj walki szaniec przeniósl, i tak zbrojny z zaborca poczatek kontynuowal w zamku, wsród polskich pamiatek. Mial pakt zawarty z Rada -
gdy gmach odbuduje Gmina mu go w dogodna dzierzawe daruje. Na lat dziewiecdziesiat i dziewiec to sprawa, w jezyku adwokackim wieczysta dzierzawa. Warunek byl zas jeden dla najemcy, który nie mógl dac nic innego w stare zamku mury jeno Muzeum Polskie powolac tu nowe, a najlepiej przed Polskie dodac Narodowe. Na wiezy zas najwyzszej, nad jej dachem nowym, mógl hrabia zatknac teraz sztandar narodowy.
I tak w kraju Helwetów, w starym zamku owem otwarl Polskie Muzeum, przed miastem Krakowem, bo w królewskim Krakowie, wiemy dobrze o tem, Muzeum Narodowe az dziewiec lat potem otwarto - w roku panskim siedmdziesiat dziewiatym, tu zas w tysiac osiemset i siedemdziesiatym. Zamek z trzema basztami, na trójkatnym planie, oprócz sal muzealnych, takze za mieszkanie pana kustosza sluzyl, dla jego wygody. A potem prosto w góre przez zamkowe wschody, szlo sie dalej - do licznych pokojów, komnatów, pelnych cennych pamiatek, rzezb i eksponatów. Listów, sztychów, map starych, waznych dokumentów, sztandarów, róznej broni, rzemiosla i sprzetów. Szaf pelnych ksiag pradawnych pod zamku scianami, a na pietrze najwyzszym sala z obrazami. Byly zbiory mundurów i wojskowych znaków, byly takze pokoje wazniejszych Polaków. Urzadzone gustownie z najwyzszym staraniem, zdawaly sie nie muzeum, a prawie mieszkaniem bohaterów, jak pierwszy przewodnik wylicza: Kopernika, Kosciuszki nawet Mickiewicza. Z licznymi portretami, pamiatki, autografy. Byloz tam co ogladac od szafy do szafy muzealnej idac, wsród rzeczy bezmiarów. Totez oprócz rodaków,
takze I Szwajcarów do wnetrz tych ciagnelo, co rok bylo wiecej, a w dziewiecset szesnastym - ponad piec tysiecy biletów sprzedano, liczac
frank od glowy. I zamek chociaz Polski, chociaz Narodowy, dla Helwetów byl symbol jako zaden inny. Mysleli tak mieszczanie i
urzednik gminny rad, ze mu Muzeum turystów przydaje, a po kazdym gosciu w kasie pozostaje pare franków, zbieranych
od grosza do grosza. Czesc zostawala w miescie a czesc dla kustosza byla srodkiem wspierania propozycji nowych; szukania poloników, stypendiów naukowych.
W takim oto zamczysku, dzisiaj jak przed laty, istnieja urzadzone po polsku komnaty. A posród atrakcji w miasteczku dosc licznych, sa czesto odwiedzanym miejscem turystycznym. I milo jest slyszec, kiedy przyjaciele szwajcarscy mówia - hier polnische Sele. Los zas tej instytucji od ponad cwierc wieka, zalezy od rozumu jednego czlowieka. Naszego jubilata kustosza Janusza. Nie wiem, co go do pracy w Muzeum przymusza. Ale wiem i nie jestem w tym odosobniony, ze na miejscu Platera jest niezastapiony. Dlatego kiedy ujrzysz to miejsce, gdzie w wodzie odbija sie zamek stary - zwlaszcza o zachodzie slonca, idz smialo do srodka i bardzo Cie prosze, spotkaj sie koniecznie z
Muzeum Kustoszem. Kazimierz Stachurski Ozarów, grudzien 2000 |