|
Mieczysław H. Falkowski WYBORY DO SEJMU - SONDAŻE I PROGNOZY Od wyborów do Sejmu dzieli nas pół roku. Na szachownicy politycznej potężne przetasowania, a w sondażach przewaga Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD) jest przygniatająca: około 40% wyborców miałoby głosować na lewicę. SLD zawarło już porozumienie z Unią Pracy i innymi ugrupowaniami z lewej strony sceny politycznej. Powstaje pytanie dlaczego Polacy, mając już prezydenta z SLD, zamierzają oddać pełnię władzy lewicy? Oczywiście są i inne partie, które nie dały jeszcze za wygraną. Powstała tzw. "Platforma Wyborcza" trójki Olechowski, Płażyński, Tusk, której sondaże przypisują 15% głosów, jest AWS, choć w strzępach, po odejściu grupy Macieja Płażyńskiego i Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego Jana Marii Rokity (ok. 10%), ,jest Unia Wolności, której grozi wypadnięcie z szranek (5%) za sprawą wyprowadzenia jej na manowce przez Leszka Balcerowicza, jest ROP b. premiera Jana Olszewskiego, niezmiennie trwający na Rejtanowskich pozycjach wróżąc apokalipsę, jest wreszcie PSL z Jarosławem Kalinowskim, któ-rego program jest jeszcze bardziej na lewo od SLD. Wróćmy więc do postawionego pytania: co powoduje, że społeczeństwo - żeby użyć dosadnych określeń z "Naszej Gazetki" N1, 2001, str.6 - zamierza oddać władzę "niedawnym oprawcom"? Czy jest to, jak twierdzi cytowany artykuł, groteska, czy też jak dawniej za PRLu kolaboracja, czy wręcz prostytuowanie się? Osobiście nie lubię tego rodzaju skrajnych sformułowań, które niczego nie tłumaczą i proponuję raczej zrozumieć przyczyny tego zjawiska, choć analiza na dzień dzisiejszy nie może być pełna. Generalnie rzecz biorąc owe 40% wyborców kieruje się dwiema przesłankami: - rozczarowaniem do aktualnie rządzącej centro-prawicy i - wyzbyciem się strachu przed postkomunistami. Prawica rozpoczęła swe rządy w sprzyjających warunkach. Dzięki Marianowi Krza klewskiemu dysponowała nową partią Akcją Wyborczą Solidarność (AWS), która zjednoczyła wiele ugrupowań, w tym tak ważące jak Zjednoczenie Chrześcijańsko Narodowe (ZChN) i Stowarzyszenie Konserwatywno Ludowe (SKL), oparła się na sojuszu z Unią Wolności (UW), która to Unia otrzymała kluczowe portfele w rządzie, powołała na premiera nieznanego nikomu, ale też niczym nieobciążonego polityka, obwieszczała ambitny program reform. Doskonałe rezultaty wyborcze zapewniały koalicji AWS-UW szeroką swobodę legislacyjną. Po 4 latach rządów wiemy, że nadzieje społeczeństwa nie spełniły się. Niektóre z reform załamały się, a największym błędem Leszka Balcerowicza, przed wystąpieniem z koalicji, było przedwczesne "wychłodzenie" wysokiej koniunktury gospodarczej. Nie bez znaczenia były również załamanie się rynku wschodniego i cena płacona za przystosowanie gospodarki do wymogów Unii Europejskiej. Trudności rządu na polu gospodarczym pogłębiły brak dyscypliny, niesforność poszczególnych ugrupowań wchodzących w skład AWS. Nieudana kampania prezy-dencka Mariana Krzaklewskiego doprowadziła do frondy wobec kierownictwa AWS. Wojna liderów w obozie prawicy zniszczyła dorobek, którego nie sposób mimo wszystko kwestionować. Ostatni rok rządów Jerzego Buzka zaznaczył się nowymi trudnościami ekonomicznymi: malejąca stopa wzrostu i skokowy wzrost bezrobocia. Społeczeństwo poczuło się zagrożone w swoim bycie. Zagrożenie przyszło również z innej strony: poczucie zagrożenia osobistego wskutek nasilenia się prze stępczości. Opozycja dolewała oliwy do ognia. Żądała podania się rządu do dymisji, rozwiązania parlamentu i rozpisania nowych wyborów. Choć w tym momencie opozycja nie dysponowała żadnym alternatywnym programem. A przecież krachu gospodarczego nie było, 4%-owa stopa wzrostu jest mimo wszystko relatywnie wysoka, eksport po okresie spadku powrócił do wartości dodatnich, inflacja stała się znów jednocyfrowa. Jedynym ciemnym punktem był skokowy wzrost bezrobocia (16%), na który ani lewica, ani prawica nie miały odpowiedzi. Przysłowiową kroplą wody, która przeważyła w ocenie społecznej polityki rządu, były niewspółmiernie wysokie płace elit władzy. Odczuwano to jako prowokację wobec społeczeństwa i skompromitowało władzę centro-prawicy. Z drugiej strony, na zmianę orientacji politycznych w kraju wpłynął fakt, że ludzie nie boją się władzy postkomunistów. Gdy w r.1997 lewica przegrała wybory, oddała władzę i alternacja odbyła się bez przeszkód. Zresztą, zjawisko dochodzenia do władzy postkomunistów obserwuje się niemal we wszystkich dawnych "demokracjach ludowych". Jak to wytłumaczyć? Z punktu widzenia polityki gospodarczej lewica realizuje ten sam model gospodarki rynkowej, prywatyzuje przemysł i usługi, dopuszcza inwestycje kapitału zagranicznego, nie zmienia w sposób istotny partnerów gospodarczych. W polityce zagranicznej stawia tak samo na dobre stosunki z sąsiadami, aktywny udział w NATO i wejście do Unii Europejskiej. To co ją rożni od prawicy, to położenie większego nacisku programowego na aspekt socjalny, zwiększenie opiekuńczej roli państwa wobec najsłabszych grup społecznych. Te argumenty trafiają do ludzi zdesperowanych i żyjących w biedzie. A nie zapominajmy, że po prawej stronie sceny są jednostki i grupy głoszące skrajne poglądy neoliberalne, domagające się odejścia od koncepcji "państwa opiekuńczego", ufne, że model rynkowy rozwiąże na dłuższą metę niejako automatycznie trudności społeczne. Podsumowując można powiedzieć, że lewica postkomunistyczna ewoluuje, w kategoriach ustrojowych, w kierunku socjaldemokracji w jej postaci europejskiej. SLD zapowiada już dziś nowe rozwiązania programowe we wszystkich dziedzinach życia. Wait and see. Jeśli potrafi wyrównać krzywdy, być bardziej sprawiedliwą - tym lepiej. Ale społeczeństwo nie da się omamić i będzie bacznie kontrolować poczynania przyszłego rządu. Ma w zanadrzu instrument, który już wypróbowała - odda władzę prawicy. I to wahadłowe zachowanie się wyborców jest zjawiskiem powszechnie znanym w demokracjach parlamentarnych. Choć pozornie może wydawać się bezsensowne, zmusza partie polityczne do analizy popełnionych błędów, do liczenia się z wyborcą, który nabrał doświadczenia i kierować się będzie oceną rzeczywistych osiągnięć. Oczywiście, w tym procesie nie da się całkowicie wyeliminować demagogii, ale chodzi o to, by wyborca ulegał jej w coraz mniejszym stopniu. Wielką niewiadomą w przyszłych rozgrywkach politycznych jest "Platforma Wyborcza", odżegnywująca się od struktur partyjnych i mająca wyraźne ambicje zwracania się bezpośrednio do wyborców. Jest tu sporo niewiadomych, ale faktem jest, że A. Olechowski ma doświadczenie ekonomisty, M. Płażyński - polityczne, a D. Tusk - organizacyjne. Ci panowie trzej mogą zaskoczyć dobrymi wynikami, tak jak Olechowski okazał się najważniejszym przeciwnikiem Kwaśniewskiego w wyborach prezydenckich. Kraj znajduje się w trudnej sytuacji, ale - i to stale powtarzam - nie jest to sytuacja dramatyczna, katastrofalna. Obok sektorów gospodarczo słabych są sektory dynamicznie rozwijające się, młoda inteligencja techniczna ma znakomite kwalifikacje i nie jest przypadkiem, że komisarze unijni tak bardzo boją się konkurencji polskiej "siły roboczej", że z góry zapowiadają niedopuszczenie jej do własnych rynków pracy. Mieczysław H. Falkowski |