TYGODNIK ANGORA NR 8(558) Z 25.02.2001

Parlamentarne procenty

Marek Sobczak & Antoni Szpak

29 stycznia w dwutygodniku "VlVA" ukazal sie wywiad Piotra Najsztuba z wicemarszalkiem Senatu Donaldem Tuskiem. Wywiad niebywaly, miejscami wrecz szokujacy. Bylismy przekonani, iz zrobi on piorunujace wrazenie na dziennikarzach, ze wywola "swiete oburzenie" wsrod parlamentarzystow. A tu przez prawie trzy tygodnie nic, cisza! A jest naprawde o czym pogadac i nad czym sie zastanowic. W koncu chodzi o wybrancow narodu, o ludzi, ktorzy decyduja, jak bedziemy zyc teraz i w przyszlosci.

W zwiazku z powyzszym postanowilismy wrocic do tego wywiadu i zatrzymac sie na jednym, ale jakze istotnym watku tej rozmowy.

Otoz red. Najsztub pyta: "A pozniejsze zagrozenia "parlamentarne", zycie towarzyskie etc? Nie grozila Panu na przyklad choroba alkoholowa?". W odpowiedzi czytamy: "Byla taka grozba. Duzo sie tu pije. Tutaj, na Wiejskiej, to jest problem bardzo wielu ludzi. Nasze zycie przypomina troche zycie w akademiku, troche na biwaku, troche na nieustannej imprezie. Widzialem, ilu kolegow zafascynowalo sie Warszawa i pogrzebalo swoje rodziny...".

To straszne! Jezeli parlamentarzysci zamienili Sejm i Senat w akademik, biwak, nieustanna impreze, suto zakrapiana alkoholem, to osiagnelismy dno pod kazdym wzgledem. Chwala Panu Tuskowi, ktory w poczuciu odpowiedzialnosci postanowil nie milczec, postanowil sobie i innym powiedziec pas, dosyc. Trzeba przerwac zmowe milczenia, trzeba przestac dawac przyzwolenie na te parlamentarna balange. Zapewne niejeden kretyn, tzw. patriota dbajacy o wizerunek Polski, potepi Pana Marszalka. Taki koltun zawsze bedzie uwazal, ze brudy nalezy prac we wlasnym domu, bo co sobie swiat pomysli o naszym parlamencie, jaki ten parlament bedzie mial autorytet, skoro wyszlo na jaw, iz grasuja w nim nawaleni jak stodola parlamentarzysci. Na przekor tym zaklamanym durniom, ktorzy falszywie pojmuja interes naszego panstwa, Donald Tusk uznal (i mial racje), ze problem nie jest marginalny, jest powazny i trzeba o nim glosno mowic. Trzeba ten wrzod przeciac, bo w przeciwnym wypadku o szacunku i autorytecie polskiego parlamentu mozna bedzie zapomniec. Oto dowod.

Red. Najsztub: "Trzeba mowic i pisac o problemie alkoholu w parlamencie?".

Donald Tusk: "Na pewno wprowadzilbym, badanie alkomatem. Ludzie nie moga przychodzic nietrzezwi do pracy, nie moga przebywac na terenie zakladu pracy pod wplywem alkoholu. Nie ma w Polsce wazniejszego zakladu pracy niz Sejm, bo praca tych ludzi wplywa na zycie milionow. Gdyby tu wprowadzic alkomat i dyscyplinarne zwolnienia, czyli utrate mandatu, to bylaby rzez straszna. Z cala pewnoscia ludzi zagrozonych alkoholizmem i alkoholikow jest wsrod parla mentarzystow bardzo duzo...".

Po tym wyznaniu Pana Tuska powinno zatrzasc sie w Sejmie i Senacie. Dziennikarze powinni wisiec na poslach i senatorach, domagac sie wyjasnien. A i nie od rzeczy byloby powolanie, z nielicznych trzezwych poslow i senatorow komisji, ktora miedzy innymi mialaby za zadanie dopuszczanie do obrad tylko tych parlamentarzystow, w ktorych krwi, tak jak u kierowcow, nie stwierdzi sie wiecej jak 0,2 promila alkoholu. Moze takie radykalne dzialanie wplyneloby na otrzezwienie Wysokiej Izby. Zarty zartami, ale sprawa Jest nad wyraz powazna i niebywale - zastanawiajaca. Ta cisza wokol wypowiedzi Donalda Tuska jest znamienna, jest dowodem na to, ze mowi prawde. Inaczej stanalby natychmiast przed Komisja Etyki, ktora za takie oszczerstwa i pomowienia moglaby nawet zazadac zlozenia przez Marszalka mandatu.

PS Mowi posel do posla po zakonczonych obradach:

- Ja jade pociagiem, a ty czym jedziesz? - Ja, alkoholem.