SPOTKANIE W KRAINIE BASNI

Barbara Tschopp-Nowak

 

Tegoroczne Swieto Dzieci w Ambasadzie RP w Bernie przypadlo na przedostatnia sobote czerwca. Pogoda sie wyklarowala i zgodnie z kilkuletnia tradycja dzieciaki mogly byc goszczone w ogrodzie pod kasztanem. Mottem tegorocznego spotkania byla Kraina Basni. Oprowadzala po niej Dobra Wrozka, ktorej basn w postaci motyla przysiadla na dloni, a mnostwo mniejszych bajeczek towarzyszylo jako ulotne banki mydlane...

 

Basniowe postaci przesuwaly sie na tle pieknych dekoracji, nawiazujacych do przedstawien przygotowanych przez polskie szkoly z roznych osrodkow. Byla sielska wioseczka, i zamek na wzgorzu, i smocza jama, i bor (calkiem nie ponury). W miare potrzeby pojawialy sie dodatkowo elementy specjalne, ale o tym potem...

 

Tym razem prym wodzila polska szkola z Zurichu. Wystapila z bajka-samograjka "Czerwony Kapturek" wg J. Brzechwy i inscenizacja "Pali sie" wg J.Tuwima. Wdzieczne piosneczki przyspiewywane przez basniowych bohaterow, byly fachowo naglasniane, a wspolpraca muzycznego technika dostarczyla wspanialych efektow glownie przy wystapieniu Straszliwego Wilczyska. Po cudownym uratowaniu Czerwonego Kapturka i Babuni przez Gajowego oraz radosnym finale bajki, na scenie pojawili sie dzielni Strazacy. Z kazdej strony walil bury dym... Bogactwo zastosowanych rekwizytow dobitnie swiadczylo u udziale "calego Zurichu" w przygotowanie widowiska.

 

Szkola z Fryburga przygotowala "Przepraszam, Smoku" wg Wiery Badulskiej, szkola z Bazylei "Pchle Szachrajke" wg. J. Brzechwy. Przedluzajaca sie nieobecnosc Krola Popiela wstrzymala nieco wystapienie szkoly bernenskiej, ale umozliwila za to ponowne wystapienie rozspiewanym Zuryszankom. I wreszcie pojawil sie Okrutny Wladca, i jego zona Trucicielka, i Kmiecie, i Stryjowie - a na koniec Myszy, ktore pomscily ofiary niegodnych rzadow. Ponure podanie o krolu Popielu nabralo blasku i dzieki dominujacym basniowym barwom, i dzieki wspanialej Wiezy z jeziora Gopla, i dzieki perfekcyjnie przygotowanym najmniejszym detalom rekwizytowym i - przede wszystkim - dzieki zaangazowanej grze (jak wszystkich tego dnia) aktorow. W zaufaniu zdradze, ze legenda omal nie przerodzila sie w komedie o krolu Popielu, a to dzieki otrutym Stryjom spadajacym pod stol - z racji specyficznych form wyrazu, byly to role bardzo atrakcyjne.

 

Koronowane glowy, rycerze, korsarze, strazacy, indianie, zwierzaki wszelakie i nawet jedna zlota rybka - cale basniowe towarzystwo otrzymalo na pamiatke kolorowe kubeczki, a pozegnalo sie wspolnie odspiewanym przebojem z "Szatana z siodmej klasy":

 

 

"Lato, lato, lato czeka

Razem z latem czeka rzeka

Razem z rzeka czeka las

A tam ciagle nie ma nas..."

 

I na zakonczenie dadac tylko wypada, ze wielka to zasluga Ambasady RP w Bernie, iz dzieciece swieto nie zniknelo z kalendarza imprez wraz ze zmianami personalnymi w placowce. Tym razem role gospodarza objal konsul, pan Wojciech Miazgowski, a nowy Ambasador, pan Jerzy Marganski, mial okazje poznac najmlodsze pokolenie szwajcarskich Polakow w kilka dni po spotkaniu z doroslymi. Nie kazdy dyplomata ma przywilej rozpoczynania pracy w otoczeniu uroczych krolewien...