I znowu czas rozpaczy…

Ogrom i zakres zjawiska jest przerażający. Jeszcze nie odeszły z pamięci tragiczne obrazy z powodzi 1997 a już pojawiły się nowe. Niekończące się pasmo ludzkiego nieszczęścia…

 

Zadzwonił Zbyszek Bem, Prezes Towarzystwa Polskiego w Zurychu "Słuchaj musimy coś robić! Tych ludzi nie można zostawić!".

 Nadszedł fax - małżonka prof Zbigniewa Pląskowskiego rzucahasło zorganizowania natychmiastowej pomocy wpłacając jednocześnie na konto Ambasady RP w Bernie pieniądze dla powodzian. Kustosz Muzeum T. Kościuszki w Solurze p. Benedykt Drewnowski  mówi mi o ofercie pomocy ze strony armii szwajcarskiej. Dzwonię do Berna Radca Ambasady p. Zbigniew Suszek informuje mnie, że władze polskie starają się własnymi siłami uporać ze skutkami powodzi i nie będą formalnie zwracać się o pomoc międzynarodową. Jednak z uwagi na ogrom potrzeb, pomoc z zagranicy jest mile widziana I zostanie przyjęta z podziękowaniem

 

Podejmuję decyzje o natychmiastowym wydaniu kolejnego numeru Naszej Gazetki. Po kolei dzwonie do wszystkich znanych mi Organizacji i Stowarzyszeń Polonijnych. Żadna osoba nie odmawia mi zgody na

 umieszczenie ej pod Apelem, który również publikujemy.

 

Jesteśmy razem i to jest budujące. Potrzebne niezależne konto dla powodzian. Ma go Tow. Dom Polski" w Zurychu. Służyło dla powodzian przed czterema laty, ostatnio dla Darii i teraz ponownie można go wykorzystać. Takie konto - wolne, będące do dyspozycji w razie nagłych wypadków to idea nieżyjącego Tadzia Wojnarskiego. Potrzebuje jeszcze formalnej zgody Prezes Towarzystwa  Heni Fudali i Skarbnika Eli Suter. Dwa telefony i możemy zaczynać!!

 

Drodzy Czytelnicy! Wierzę, że tak jak przed czterema, tak jak w przypadku Darii – dziecka bez rączek, tak i teraz na­sza polonijna społeczność w Szwajcarii nie odwróci się plecami od ludzkiej tragedii

 

Tadeusz M. Kilarski