Terroryzm a ekonomia

Miroslaw Matyja

 

Coraz częściej wśród ekonomistów i nie tylko ekonomistów krytykowana jest praktyka oceniania zjawisk społecznych wyłącznie przez pryzmat rynku. Jakość życia społeczno-ekonomicznego należy natomiast oceniać na podstawie uzyskanego zysku, a nie tylko i wyłącznie wskaźnikami rynkowymi.

 

Ludzie działają dla jakiegoś zysku zawsze, nie tylko na rynku, nawet jeśli zysk jest niewymierny i nieprzeliczalny na pieniądze. Warunkiem koniecznym w tym wypadku jest umiejętność łączenia zjawisk w związki przyczynowo-skutkowe, tj. racjonalne działanie i dokonywanie na tej podstawie prognoz oraz celowe posługiwanie się swoimi fizycznymi i umysłowymi zdolnościami. Naturalnie, hierarchie ich wartości są różne i z tego powodu zysk dla jednego jest czym innym niż zysk dla drugiego. Stąd też trudno jest pokusić się o jednoznaczną definicję zysku, nie biorąc pod uwagę miernika wartości dóbr rynkowych, jakim jest pieniądz. Jeśli ktoś kogoś napada, zabija lub terroryzuje, robi to też dla jakoś pojmowanego zysku, podobnie jeśli ktoś przekonuje kogoś do czegoś czy pomaga mu z miłości lub współczucia. W tym wypadku nawet samozadowolenie czy satysfakcja pomocy komuś jest również swego rodzaju moralnym zyskiem. W zależności od przejawianych przez jednostki hierarchii wartości tak rynek, jak i inna działalność, niezwiązana z rynkiem, będzie wyglądać inaczej. Tam, gdzie dominują dobra materialne, celem tak transakcji handlowych, działań wojennych, napadów, grabieży itp. jest zgromadzenie jak największej ilości i jak najcenniejszych rożnie pojętych tak mierzalnych jak i niemierzalnych dóbr. Gdzie ceniona jest nade wszystko władza, celem tak rynku, jak i propagandy czy działań z użyciem przymusu jest zdobycie dominacji nad innymi. Fanatycy religijni starają się za wszelka cenę uzyskać poczucie chwały swego boga i sycić swoje oczy widokiem rzesz wiernych.

 

Szeroko rozumiany (nie tylko ekonomiczny) zysk jest niewątpliwie jedynym motywem działania racjonalnej jednostki i co za tym idzie działania te dadzą się bez wyjątku sprowadzić do wymiaru ekonomicznej, społecznej lub moralnej opłacalności w każdej rzeczywistości, tak rynkowej, jak i rynku pozbawionej. Ale jak jest właściwie z terroryzmem? Czy terroryzm przynosi zysk temu, kto tego rodzaju działalność prowadzi, wykonując ja przynajmniej w pewnym sensie dobrowolnie?

 

Należy jeszcze raz podkreślić, iż zysk oznacza w ekonomii subiektywną różnicę pomiędzy wartością tego, co wskutek jakiegoś działania się osiąga, a wartością tego, co wskutek tego działania się traci. Nie jest to wielkość wymierna i nie da się jej przeliczyć na pieniądze. Najbardziej do paradygmatu obiektywności wartości ekonomicznej przywiązane zdają się być te jednostki, które bez żadnych oporów odrzucają paradygmat obiektywności wartości moralnej - np. terroryści. Wiec, powtórzmy jeszcze raz pytanie: jak w takim razie wytłumaczyć ich agresywne działania?

 

W niektórych sytuacjach, gdzie różnice są tylko wymierną ilością jakiegoś elementu można stwierdzić, ile się zyskało, dysponując wszystkimi danymi o owych sytuacjach, łącznie z takimi czynnikami jak ofiary, włożony wysiłek czy wręcz utrata własnego życia. Przypuśćmy, że ktoś w wyniku swojego terrorystycznego działania zwiększa, zgodnie z tym, co planował, swój stan posiadania. Ani on, ani nikt inny nie jest w stanie ocenić, ile efektywnie zyskał lub stracił. A tylko od jego aktualnego subiektywnego wartościowania zależy, czy w ogóle był to dla niego sumaryczny zysk, czy też strata, a także czy podejmując to działanie, musiał uznać, że poświecony mu przewidywany czas i wysiłek, a może i własne życie jest mniej wart od uzyskanych korzyści. Robi to dlatego, że wykonując to działanie, wyżej ocenia przewidywaną satysfakcję lub zysk z efektu tej działalności, aniżeli poświęcanie swojego czasu, zdrowia, a może i życia innym zajęciom. Innymi słowy, robiąc to zyskuje lub ma nadzieję na zysk. Dzięki temu jest on w stanie podejmować decyzje w sytuacjach, gdy zachodzi konieczność dokonania wyboru pomiędzy zachowaniami, z których każde (jeśli przeżyje lub nie) może przynieść mu zysk.

 

Tak wiec nawet terroryzm potwierdza fakt, iż ograniczenie słowa "zysk" jedynie do zwiększenia ilości posiadanych pieniędzy lub dóbr materialnych jest zwykłym wulgaryzowaniem ekonomii. Jest oczywiste, że ludzie w swym zachowaniu nie dążą jedynie do tego, by zwiększyć ilość posiadanych pieniędzy czy dóbr materialnych i każdy model, który upraszczałby w ten sposób ich zachowanie nie byłby zbyt przydatny w objaśnianiu świata. Poważni ekonomiści dawno zdali sobie już z tego sprawę, ale w świadomości laików wciąż niestety przeważa pogląd, że ekonomia ogranicza się wyłącznie do świata pieniądza i dóbr materialnych. Używanie słowa "zysk" w owym zwulgaryzowanym znaczeniu umacnia ten pogląd. Tymczasem chodzi właściwie o to, że mechanizmy te nie różnią się - w każdym przypadku motywem działania jest chęć osiągnięcia stanu znajdującego się aktualnie wyżej w hierarchii wartości danej jednostki - różnią się jedynie szczegółowe cele owych zachowań. Trzeba jednak stwierdzić, iż ekonomia nie zajmuje się szczegółowymi celami, a zwłaszcza ich dokładnym wartościowaniem. Jak więc wytłumaczyć światowy terroryzm z ekonomicznego, mimo iż rynku pozbawionego, punktu widzenia? Niewątpliwie odpowiedzi na to pytanie należy szukać w wielu innych dziedzinach nauki, a nie tylko w ekonomii.

 

 

Mirosław Matyja