Listy do Redakcji… Listy do Redakcji… Listy do Redakcji… Listy do           Redakcji…

 

Uprzejmie Pana Redaktora proszę o umieszczenie w następnym numerze Gazetki moich uwag odnośnie artykułu dr J. A. Konopka. Istnieje prawo prasy, na to pragnę niniejszym się powołać. Mam nadzieję, że Pan Redaktor podziela moje poglądy.

Czy Gen. J. Hauke Bosak naprawdę „poległ od kul pruskiego żołdaka i czy poległ na polu chwały" ?

W ostatnim numerze „Nasza Gazetka" (Nr. l (220)/Styczeń - Luty 2002, s. 30-31) ukazał się artykuł dr J. A. Konopka p.t. „Gen. Józef Hauke Bosak". Autor pisze, że ów generał „poległ na polu chwały od kul pruskiego żołdaka". Pytam: Skąd Autor ma dowody na to? Czy w armii pruskiej owego czasu byli „żołdacy"? Niechaj na ten temat wypowiedzą się historycy. Ja w tym miejscu muszę oświadczyć z całą pewnością, że do armii pruskiej wcielano po 1772 r. mieszkańców Prus Królewskich, niezależnie od ich przynależności narodowej. Takim był w nieco późniejszym czasie mój stryj, śp. Marian Iwicki (1898-1918), który 17 marca 1918 r. poległ pod Verden (w ocenie dr Konopki zapewne nie „na polu chwały", tylko jako „żołdak"). Takim był również Jan Iwicki (1891-1981), autor książki p.t. „Z myślą o Niepodległej. Listy Polaka żołnierza armii niemieckiej z okopów I wojny światowej 1914-1918", Wrocław - Warszawa -Kraków - Gdańsk, 1978. Oprócz mego stryja Mariana polegli (tylko z Lubiewa) jako żołnierze armii pruskiej również inni jego koledzy (razem 38). Czy ich wszystkich wolno nazywać pogardliwym epitetem „żołdak"? W Strassburgu widziałem pomnik poświęcony matce, która trzyma na kolanach dwóch swoich poległych synów: jeden w mundurze żołnierza francuskiego, drugi - żołnierza pruskiego. Nazwanie tego drugiego „żołdakiem" byłoby potwarzą dla Alzatczyków. Dr Konopka swoim artykułem poniżył żołnierzy, których wcielono do armii pruskiej. Nazywanie ich „żołdakami" jest niesprawiedliwe, płytkie, dyletanckie. Tym samym Autor pokazuje swoją inteligencję i kulturę w nie najlepszym świetle. Czytałem jego artykuł z wielkim niesmakiem, czułem się dotknięty, odniosłem wrażenie, że mam do czynienia z autorem z „okresu błędów i wypaczeń", operującym swojego rodzaju retoryką...

Odnośnie samego gen. Józefa Hauke Bosaka pytam Autora, jaki status miał ów generał w wojsku francuskim? Wszak nie był Francuzem. Czy to on przypadkowo nie był żołdakiem? Jeżeli tak, to czy można o nim pisać, że „poległ na polu chwały"? Panu Redaktorowi życzę, aby wspomniane pisemko służyło wspólnocie polskiej prawdą, aby nie jątrzyło społeczności emigracyjnej niezdrowym polskim romantyzmem, aby integrowało serca wszystkich Polaków. Z wyrazami szacunku

Ks. prof. dr Zygmunt Iwicki

                   Zürich, 23 marca 2002

 

 

Od  Redakcji…

 

Szanowny Panie Księże Profesorze

Pozwoli Pan, że zasadniczą replikę pozostawię dr. Konopce, ograniczając się jedynie do akcentów dotyczących Naszej Gazetki.

Doprawdy trzeba dużej ekwilibrystyki intelektualnej, aby w artykule dr. Konopki doszukać się choćby próby jątrzenia społeczności emigracyjnej „niezdrowym polskim romantyzmem”. Rozumiem, że ów niezdrowy polski romantyzm to dla Księdza Profesora poza walką Polaków o Republikę francuską zapewne Powstanie Listopadowe, Styczniowe, Legiony Piłsudskiego i Powstanie Warszawskie.

Są pewne fakty historyczne, których nie można zmieniać. Do nich należy również i to, że polityka państw pruskiego i rosyjskiego była agresywna i ekspansywna, i że armie ich popełniały na podbitych terenach najcięższe zbrodnie. Stąd też zmieniło się  zabarwienie pojęcia „żołdak” (dawniej było to tylko określenie żołnierza najemnego, pobierającego żołd, później także żołnierza dopuszczającego się czynów sprzecznych z honorem żołnierskim). Jeśli zaczniemy obalać te prawdy historyczne, może okazać się, że Suworow masakrujący ludność Warszawy był bohaterem, bo on tylko bronił praw cara przed „bandą powstańców ogarniętych niezdrowym polskim romantyzmem”.

Naszą Gazetkę prowadzę blisko cztery lata. I zawartość kolejnych wydań najlepiej świadczy, że nie jątrzenie, ale budowa i zgoda między nami była i jest moim celem. Proszę wybaczyć, ale to właśnie list Księdza Profesora można odebrać jako próbę zradykalizowania nastrojów wokół NG, jako próbę wywołania problemu, który nie istnieje, jako iskrę zapalną, która, a nuż spowoduje eksplozję kłótni.

Wierzę głęboko, że moje słowa nie zostaną przyjęte z urazą, bo nie to jest moją intencją. Trochę więcej wiary w ludzkie dobre oblicza, trochę mniej doszukiwania się zła w każdym słowie pisanym i trochę więcej zrozumienia, że my wszyscy choć jesteśmy dzieci Boga, nie jesteśmy jednak jak on doskonałymi. 

        Z wyrazami szacunku – mgr Tadeusz M. Kilarski – Red. Naczelny NG

PS.

Sądzę, że przez przeoczenie zapewne pomylił Ksiądz Profesor miasteczko Verden z Dolnej Saksoni z francuskim Verdun, gdzie 21 lutego 1916 rozpoczęła się najkrwawsza bitwa I wojny światowej.

 

 

Polemika… Polemika...  Polemika … Polemika … Polemika … Polemika …

 

Wyjaśnienie-odpowiedz autora artykułu o Gen. Józefie HAUKE BOSAKU

("Nasza Gazetka" styczeń-lutu 2002, str.30-31)

Artykuł mój relacjonuje fakty, jakie wynikają z opisów biograficzno-historycznych, z do-kumentów archiwalnych i innych danych źródłowych wiarygodnych (teksty epistolarne, wyciągi, wywiad z potomkami Generała, napisy na tablicach pamiątkowych i nagrob-nych, komunikaty prasowe, itp.). Krótki ten artykuł przeznaczony do "Naszej Gazetki" nie jest tekstem analitycznym (brak przypisów, komentarzy, pogłębienia faktów, oko-liczności porównawczych, itp). Jest on redagowany językiem publicystyczno-literackim "żywym" (szukającym dosadnych przeciwstawień).

Tym samym wyraz "żołdak" (pruski) nie jest użyty w artykule w sensie wyrażania "po-gardy" dla ogółu żołnierzy armii pruskiej w różnych okresach czasowych i różnych okolicznościach, lecz wyraża "brutalność akcji" w konkretnym czasie i konkretnych okolicznościach" skierowanej indywidualnie przez jednostki monarchicznego wojska pruskiego najeźdźcy przeciwko obrońcom wolności nowoodrodzonej Republiki francuskiej. I właśnie ofiarą tej brutalności padł bohaterski polski gen. Hauke Bosak broniący na czele swej brygady miasto Dijon (ok. 300 km na południowy wschód od Paryża). Użyty w tym sensie wyraz "żołdak" zastosowany został do tej konkretnej konfrontacji zbrojnej, bezprawnej agresji przeciwko wolności narodowej - z jednej strony - i pełnej oddania prawnej obronie tejże wolności, z drugiej. Ponadto użyty został w liczbie pojedyńczej, a zatem w sposób wystarczająco jednoznaczny, pozwalający na wykluczenie jakichkolwiek swobodnych uogólnień. Prawdą też, że w terminologii przyjętej niekiedy przez polskich autorów ten sam wyraz w tym samym znaczeniu "brutalności" ale w sensie "zbiorowości" (w liczbie mnogiej) używany był nieraz na określenie wojsk, które z zachodu i ze wschodu wtargnęły w dniach tragicznego września na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej walecznie bronionej przez Naród. Walczący w Jej obronie ginęli,  zgodnie z ogólnie przyjętym określeniem, "na polu chwały". I jest słuszne, zgodnie z ogólnoludzkim pojęciem honoru i sprawiedliwości, uznawanie, że ten kto ginie za szczytną sprawę, a taką jest walka o wolność Ojczyzny, lub narodu, zasługuje na chwałę w pamięci wszystkich ludzi prawego sumienia.

Oddając swe młode życie (37 lat) za Francję, był Gen. Hauke w pełni świadomy, że walczy także za sprawę Polski (oświadczył to wyraźnie w swej odezwie do Polaków). Nie zapominajmy, że Prusy, jedno z trzech państw zaborczych, były w owym okresie bismarkowskiej pangermańskiej polityki szczególnie wrogie Narodowi polskiemu. Stawianie w wątpliwość heroiczną śmierć Gen. Hauke, jako polskiego bojownika "o naszą i waszą wolność" jest zupełnie bezpodstawne, w świetle znanych historycznych faktów.

Tak samo grubym nieporozumieniem, byłoby mniemanie jakoby wyraz "żołdak", użyty w powyżej określonej czasowo i miejscowo okoliczności do zabójcy gen. Hauke mógł obejmować niewinnych polskich młodzieńców zawleczonych siłą i przymusem pod pruskie sztandary. Będąc zniewoleni, nie byli moralnie odpowiedzialni za akcje skierowane pośrednio czy bezpośrednio przeciwko żywotnym interesom Narodu polskiego, pomijając już sam fakt, że nic nie pozwala nawet na przyjęcie, aby ktoś ze zniewolonych Polaków uczestniczył w szeregach najeźdźczej armii w  bitwie o Dijon. ,

 

dr J.A. Konopka

Genewa, 9 kwietnia 2002 r.