Barbara Tschopp-Nowak

 

Krzysztof Daukszewicz w badeńskim

Kornhaustheater Thik

 

 „Tym razem postanowiłem być dwa w jednym, czyli i szampon i odżywka. W książce znajdziesz to, co mnie śmieszyło w zaciszu domowym podczas weryfi­kowania naszej rzeczywistości, a na płycie to, z czego się śmiałem po wyjściu na estradę”.

 

Krzysztof Daukszewicz stale trzyma rękę na pulsie teraźniejszości, więc nie mógł przegapić trendu „Multi­pack”. Koncertowi w Baden towarzyszyła promocja najnowszej książki i płyty kompaktowej pod wspólnym tytułem „Przeboje sezonów,” stanowiących jedność czyli nierozerwalną całość.

 

Tak, jak poprzedni zbiór opowiadań „Prawdziwki Zmyślaki”, obecny jest także „książką z kluczem” – początek lub zakończenie każdej historyjki tkwi w rze­czywistości. Już na wstępie swego istnienia na rynku, przeszedł do legendy podczas kiermaszu książki to­warzyszącemu obradom Sejmu poprzedniej kadencji (rok 2001). Tekst napisany na estradę „Krótka rozprawa między plemnikiem, myszką i planktonem” ,

jako replika na przyrównanie posła Łopuszańskiego przez posła Niesiołowskiego do planktonu i stwierdzenia minister Labudy, że „nie widzi różnicy między penisem a uchem”, spowodował wśród posłów niesłychany popyt na tę książkę – od ręki poszło 400 egzemplarzy. Obserwacje własne i opowiadania znajomych znalazły odbicie np. w „Krecie mutancie”, historyjce o walce z kretem na działce i niemożności jego pokonania...

 

Z pewnością pamiętamy udział Krzysztofa Daukszewicza w telewizyjnym programie „Café Fusy”, w którym wraz z innymi artystami kabaretowymi komentował rzeczywistość. Ukazało się 60 audycji, ale program musiał upaść, ponieważ był „niesłuszny politycznie”. Obecna, urzędnicza cenzura, okazuje się być bardziej bezwzględna niż socjalistyczna. Na wszelki wypadek nie dopuszczane są wszelkie żarty, które mogłyby kogoś ważnego urazić. Więc gdy któregoś wieczoru Panowie Prześmiewcy zbyt pośmiali się z ówczesnego premiera Pawlaka, „Café Fusy” nagle zaczęła być nadawana o partyzanckich porach, czyli straciła swój stały czas na antenie, co było pierwszą jaskółką wróżącą jej rychłe zejście.

 

Krzysztof Daukszewicz miał również własną audycję „Na tronie” w II programie TV; coś jakby „DTV” Jacka Fedorowicza. Zażądano jednak od niego, by program był bardziej ludyczny.

- Co pani rozumie przez „ludyczny?” - zapytał K.D. odpowiedzialnej za program.

- Trochę bardziej proste żarty.

- Od tego są prości artyści.

Tak więc w telewizji pojawia się Krzysztof Daukszewicz rzadko. Z reguły we fragmentach koncertów na żywo, obwarowanych umowami, które gwarantują, że w programie zostanie pokazane to, co autor sobie życzy.

 

Artysta określa siebie jako „singiel”. Najlepiej pracuje mu się, gdy jest sam (+ dwóch muzyków). Nie musi wówczas z nikim konkurować, nie musi się z kolegami „ścigać” na scenie. W trakcie dwugodzinnego recitalu zdąży powiedzieć wszystko, co mu leży na duszy. Ma swą wierną publiczność, ludzi różnego pokroju i różnych zawodów, wśród których czuje się bezpiecznie, może powiedzieć co chce, bez obawy, że ktoś się obrazi. Do wielbicieli talentu Krzysztofa Daukszewicza należą grupy zawodowe lekarzy, prawników, farmaceutów, informatyków. Jeśli odbywają się ich fachowe zjazdy i sympozja, artysta „bankowo” jest na nie zapraszany.

 

Wygląda na to, że grono miłośników humoru Krzysztofa Daukszewicza trwale powiększyło się o wielozawodową grupę „Klubu Miłośników Żywego Słowa”. Artysta gościł u nas w kwietniu ubiegłego roku (NG nr. 2/2001), obecnie również w kwietniu. I już mamy zaklepany koncert następnej wiosny. „Bo ja jak dzikie ptactwo, które w kwietniu przelatuje przez Szwajcarię...” złożył obietnicę Krzysztof Daukszewicz.

 

Oprócz stałych bohaterów brylujących nowymi tekstami (życiowa mądrość meneli,

listy Ignacego do Pana Hrabiego, rozmowy z policjantami), usłyszeliśmy m.in.:

- cytat ze słynnego ekonomisty, Lecha Wałęsy – „Pamiętajcie, o tym, że to, co rząd wam daje, musi najpierw odebrać”

- epitafium dla prof. Miodka „Przechodniu paciorek zmów, nie używając trudnych słów”

- przykład wyjaśniający czasoprzestrzeń „Kopanie okopu od tej chwili do tamtego drzewa”

- modlitwę poety „Boże, nauczyłeś mnie miłości, tolerancji i pokory – mógłbyś się teraz wziąć za innych”

- piosenki satyryczne, wśród nich tytułową koncertu z dn. 21 kwietnia 2002r.w teatrze Thik „Wróciło Nowe”. Piosenka „Towarzysze i koledzy” liczy sobie lat 5 i nic nie straciła na aktualności, co skłania artystę do stwierdzenia u siebie właściwości jasnowidztwa. Igrzyska odbywające się co 4 lata, ilustruje refren moniuszkowskiej („tekst i muzyka moje”) pieśni, śpiewanej a capella:

„żegnajcie towarzysze nam, witajcie nam koledzy....”

z drobną zmianą po czterech latach na:

„ żegnajcie więc koledzy nam, witajcie towarzysze...”

W najnowszej historii Polski zanotowaliśmy już po dwie takie zmiany.

 

A, że końca tych Igrzysk nie widać, ciekawi nas, która ze zwrotek odpowiadać będzie rzeczywistości w przyszłym roku. W każdym razie, my, ornitolodzy z chwilową siedzibą w Baden, już od teraz niecierpliwie wypatrujemy zapowiedzianego dzikiego ptactwa, co to w kwietniu przelatuje przez Helwecję...

 

Barbara Tschopp-Nowak