Jan Machulski - aktor to komiczny albo tragiczny klamca

 

Jan Machulski - aktor, rezyser, wykladowca i dziekan Wydzialu Aktorskiego w Panstwowej Wyzszej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatral-nej w Lodzi. Tworca "Reduty 61" w Teatrze Lu-belskim, Teatru Studyjnego w Lodzi, Zamojskie-go Lata Teatralnego. Pomyslodawca lodzkiej Alei Gwiazd na ulicy Piotrkowskiej. Lodzianin roku 1998. Laureat wielu prestizowych nagrod. Zalozyciel i dyrektor warszawskiego Teatru Ochoty i Prywatnej Dwuletniej Szkoly Aktorskiej w Warszawie. Maz Haliny i ojciec Juliusza - rezysera filmowego. Zagral ponad 70 rol teatralnych i 50 filmowych. Autor wielu sztuk. Czlowiek, ktory jest przykladem jak sceniczna kariera i slawa moga byc czyms wiecej niz egocentryczna pogonia za sukcesem.

 

 

Jan Machulski

 

 

Marek: Trudno uwierzyc, ale juz trzydziesci lat jestes wykladowca w Panstwowej Wyzszej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Lodzi. Od razu zlapales kontakt z mlodzieza?

 Profesor: Znali mnie z filmu, wiec bylo latwiej. Po dwoch latach uczenia scen wspolczesnych na II roku przedstawilem prosbe, ze chce wziac caly rok od poczatku i  byc opiekunem przez cztery lata. Wtedy bylbym za nich odpowiedzialny jak majster za czeladnika.

 

M: I tak sie stalo. Ty odkryles w sobie pedagoga a studenci polubili prace z Toba. W 1982 roku po raz pierwszy zostajesz dziekanem wydzialu. Co sie zaczyna zmieniac?

 

Prof.: Chcialem stworzyc szkole znana na calym swiecie. Rozpoczalem wspolprace z innymi wydzialami, rezyserami, operatorami. Udalo mi sie uzyskac pieniadze od miasta i zrobic Festiwal Szkol Teatralnych w Lodzi. Dla potrzeb szkoly zdobylem rowniez Teatr Ziemi Lodzkiej. Przebudowalem sale, balkony i zmienilem nazwe na Teatr Studyjny.

 

M: Wspomniales o Festiwalu szkol Teatralnych. W 2002 roku juz po raz dwudziesty spotkali sie tu studenci wszystkich polskich szkol aktorskich, prezentujac przedstawienia dyplomowe. To przeglad talentow i gielda pracy.

 

Prof.: Festiwal mial ulatwic wchodzacym do teatru absolwentom angaze, ozywic zycie teatralne Lodzi, doprowadzic do wymiany doswiadczen profesorow, studentow, krytykow. Udalo sie i co roku ten Festiwal odbywa sie z nagrodami, z jury i  nocnymi rozmowami w klubie.

 

M: Podczas tego Festiwalu przyznajesz nagrode wlasna "100 dolarow". Kiedys to bylo cos, ale i teraz "stowka Machula" bardzo jest pozadana. Jak wybierasz kandydata do nagrody?

 

Prof.: Szukam talentu, kogos, kto przyszedl z czyms czego szkola go nie nauczyla i nie zepsula tego, co mial w sobie. To tutaj blysneli po raz pierwszy: Janusz Jozefowicz, Zbigniew Zamachowski, Dorota Segda, Anna Korcz, Rafal Krolikowski, Michal Zebrowski, Agnieszka Krukowna.

 

M: W 1990 roku po raz drugi zostajesz dziekanem. Pewnie i tym razem wprowadzasz cos nowego.

 

Prof.: Pisze program nauczania we wspolczesnej szkole aktorskiej. Przechodzenie przez drzwi, lapanie motylka i branie do reki sluchawki, ktorej nie ma - to program przestarzaly. Rozpoczalem od punktualnosci i dokladnosci. Zintegrowalem poszczegolne przedmioty, uwzglednilem wszystko to co ksztaltuje wspolczesnego czlowieka a na zajeciach pojawila sie kamera telewizyjna.

 

M: Jeden aktor wchodzi na scene, cos mowi i my go podziwiamy. Wchodzi drugi, mowi to samo a my go nie sluchamy.

 

Prof.: Tak, zgoda. Przyszli studenci musza przyjsc z tym "czyms". Nie tylko dobrze nauczony wiersz, proza, itd. Szukac musimy osobowosci.

 

M: Ale wiekszosc wykladowcow chce miec uczniow grzecznych, ukladnych i jednakowych.

 

Prof.: Nie ma jednego, pudelkowego teatru. Sa rozne sceny i rozne zespoly. Nie mozna okreslic na czym polegala niepowtarzalnosc Juliusza Osterwy, Jozefa Wegrzyna, Stefana Jaracza i na czym polega osobowosc Marlona Brando, Ala Pacino, czy Dustina Hoffmana. A jest to podstawowa cecha aktora, z ktorej nie wolno zrezygnowac przyjmujac do szkoly.

 

M: Jako opiekun i wykladowca nie raz wspolnie wystepowales ze swoimi wychowankami. Cztery lata nauki w szkole  to wystarczajacy czas aby nauczyc zawodu i talentu?

 

Prof.: Nie mozna nauczyc talentu i zadna szkola tego nie zdola uczynic, ale moze i powinna nauczyc zawodu, pracy nad soba i smaku. Majster i opiekun winien uczyc prawdy: co mowie, po co mowie, czego chce? I wtedy sam dochodzisz do tego jak masz to zrobic. Trzeba szukac zadan, dzialania na scenie, aby przez swiadomosc dotrzec do podswiadomosci.

 

M: A jak w takim razie zdefiniowac talent?

 

Prof.: Jest to cos, co otrzymalo sie od Boga. To wieksza umiejetnosc skupienia, wieksza wyobraznia. Zaskakujace rozwiazania w otrzymanym zadaniu. Byc kims ponad przecietnosc, wyrozniac sie z tlumu.

 

M: Sledzac teatr i film widac rozwoj aktorow. Inny w teatrze a inny w filmie. Czasem aktorzy rewelacyjni na scenie sa mierni w filmie, a znowu aktorzy swietni w filmie nie sprawdzaja sie na scenie. Z tego wynika, ze inaczej powinno sie ksztalcic do teatru a inaczej do filmu, mimo ze zawod jest ten sam.

 

Prof.: Tak. Powinnismy generalnie uczyc aktorow zawodu, ale musza miec tak wyksztalcone cialo, glos i umiejetnosc skupienia, by w zaleznosci od okolicznosci mogli zmieniac swoje srodki wyrazu: powiekszac na scenie w duzym teatrze, a zmniejszac w kinie.

 

M: Czyli jest roznica miedzy kinem a teatrem. Jak mozna ja najkrocej okreslic?

 

Prof.: Kino to publicystyka a teatr to poezja. W kinie tak samo jak aktor wazne sa lwy, dzieci i malpy. Graja: snieg, ocean i pies. Od teatru widz oczekuje czegos innego: bliskosci aktora i kontaktu czlowieka z czlowiekiem.

 

M: Aktorstwo, to pokazywanie lub ukrywanie czegos. Czy to trudny zawod?

 

Prof.: Bardzo trudny.

 

Marek: A moze jednak latwy?

 

Prof.: Najlatwiejszy! Trzeba tylko wejsc na scene i powiedziec prawde.

 

Rozmawial Marek Pajak