Listy do Redakcji... Listy do Redakcji... Listy do Redakcji... Listy do Redakcji...

Droga Redakcjo !

 Z zaciekawieniem przeczytalem artykul Pana Dionizego Simsona "Polskie drogi" zamieszczonego w Nr 5 (224) "NG" i jako staly obserwator "polskich bezdrozy" obydwoma rekoma sie pod nim podpisuje. Jako tez  mieszkaniec ojczystego kraju moglbym codziennie napisac co najmniej tej samej objetosci uwagi na temat polskich anomalii i klod lezacych na drodze do normalnego panstwa. "Normalnego" to znaczy tylko takiego, jakie Panstwo znacie z autopsji. Nie idealnego , bo takich nie ma. Ale ta polska droga jest jeszcze bardzo dluga, i co jak sadze jest w tej sytuacji rzecza niezbyt napawajaca optymizmem , swiadomosc tego faktu jest zadna wsrod obywateli i nikla nawet wsrod tzw. "elit politycznych", ktorych w moim przekonaniu Polsce po prostu brak. Sa oczywiscie w kraju ludzie uczciwi i porzadni, ale Ci akurat do polityki sie nie garna, slusznie w tym konkretnym przypadku mniemajac, ze "to brudna rzecz". A polityka niestety jest taka jak ludzie ktorzy sie nia zajmuja.

 Bylbym wdzieczny redakcji za wydrukowanie ponizszych uwag, (...). Bylbym tez rad, gdyby artykul wywolal dyskusje na poruszone tematy, sadze ze wlasnie ze Szwajcarii mozna oczekiwac wielu cennych uwag na temat funkcjonowania panstwa obywatelskiego. Prosilbym tez o podanie mojego adresu pocztowego i elektronicznego na ktory czytelnicy mogliby nadsylac swoje uwagi. Aktualnie przymierzam sie napisania pracy doktorskiej na temat stosunkow panstwo-obywatel ( byc moze wlasnie na przykladzie Polski i Szwajcarii ), za wszystkie wiec zyczliwe, ale tez i krytyczne uwagi pochodzace z innej kultury politycznej bylbym bardzo wdzieczny.

Z serdecznymi pozdrowieniami !  -  Jerzy Bartnik e'mail: jerzy_bartnik@wp.pl

 

CZY I KIEDY OBYWATELE  NORMALNEGO PANSTWA ?

 W polskiej prasie od czasu do czasu pojawiaja sie samokrytyczne artykuly , ktorych autorzy dowodza, ze polskie panstwo, a szczegolnie jego finanse, zrujnowali sami obywatele, dokonujac  wielu oszustw na szkode tegoz panstwa. Problem roznej masci oszustw i wyludzen niewatpliwie istnieje, jest on bardzo szeroki i gleboki, oraz historycznie stosunkowo dlugi, ale wniosek tak daleko idacy, jak wyzej przedstawiony, jest  co najmniej nieuprawniony. Wszelkie wyludzenia zasilkow, rent, podatkow, nienaleznych wynagrodzen, wygorowanych diet, itp., sa faktami niewatpliwie patologicznymi, ale istniejacymi zawsze i wszedzie. Zasadniczym jest zawsze problem skali, w tym przypadku skala jak sadze uprawnia i zobowiazuje co najmniej do dyskusji, ale czy zjawiska w kazdym spoleczenstwie uciazliwe, moglyby doprowadzic do ruiny naszego panstwa? Niewatpliwie mozna zaryzykowac stwierdzenie, ze w naszym kraju, Polsce, sa te zjawiska szerzej rozpowszechnione niz w innych demokratycznych panstwach, i czesto spotykaja sie z akceptacja wspolobywateli. Powstaje pytanie - dlaczego tak sie dzieje, oraz obawa - czy w Zjednoczonej Europie tym wlasnie bedziemy sie wyrozniac?

 Nie od dzisiaj wiadomo, ze obywatele naszego kraju maja bardziej wyksztalcony odruch "brania" niz nawyk "dawania", (chociaz  problem jest w pewnym stopniu "globalny" i nie nazwalbym go proba przechytrzenia natury, gdyz brak jest nawet ku temu swiadomosci i woli). Sytuacja taka, jest poniekad naturalna, odzwierciedla mysl popularnego powiedzenia, ze: "grabie, tylko w jedna strone zagrabiaja". Wynika ona tez po czesci z ludzkiej natury, ktora kazdemu z  nas  kaze  optymalizowac, tj. wpierw  wybierac  latwiejsza i krotsza droge do celu ( to tzw. "droga na skroty"). Zas madrosc, stanowiaca wykladnik ludzkiej kultury i nakazujaca wybierac droge trudniejsza i dluzsza, ale za to pewniejsza w skutki, nie wszystkim jest dana, stad tez nasze spoleczenstwo w dazeniu do rownowagi w dziele brania i dawania ma jeszcze sporo do zrobienia. I nie na miejscu sa wszelkie uproszczenia, zaciemniaja prawdziwy obraz. A przyczyn zla w tym konkretnym przypadku, dopatrywac sie mozna przede wszystkim w stanie nierownowagi. Nierownowagi sil: naturalnego odruchu do brania i kulturalnego nawyku do dawania. Byc moze nalezy to zjawisko spoleczne napietnowac, ale przede wszystkim trzeba znalezc i zrozumiec jego przyczyny, potem zas gorszyc sie jego skutkami. Poza tym nasza krytyka i zgorszenie niewiele zmieni, a my chcemy (musimy!) zmienic rzecz zasadnicza: stosunek kazdego czlowieka do dobra wspolobywateli, oraz dobra wspolnego. Ten "przekazany nam w genach" po poprzednim systemie, to jedna z przyczyn naszej zapasci cywilizacyjnej. W  Europie mozemy, a pewnie i powinnismy, czuc sie cokolwiek nieswojo, jezeli nie zalatwimy tej sprawy w miare szybko, a przede wszystkim skutecznie. Temat jest na pewno do dyskusji dla szerokich rzesz osob roznych profesji i o roznych pogladach i zapewne mozna nim tomy zapisac. Chcialbym osobiscie zasygnalizowac w tym miejscu jedynie pewien czesto pomijany i do dzisiaj malo zinterpretowany fakt. Dlaczegoz to Polakom w zasadzie od zarania wlasnej panstwowosci cos nakazywalo bardziej dbac o swoje dobra materialne tu i teraz, niz liczyc na uznanie i profity w przewidywalnej przyszlosci, pomijajac nawet fakt, ze przyszlosc nieczesto byla przewidywalna?

 W jakim stopniu byl to skutek, a w jakim przyczyna? Bo przeciez i dzisiaj powiedzeniu "umiesz liczyc, licz na siebie", trudno odmowic slusznosci. Czy moglo byc tak, ze panstwo nasze, nawet wtedy kiedy uznac moglismy je za wlasne, wymagalo od swych  obywateli przede wszystkim wielkich ofiar, niewiele dajac w zamian ?

 W tym miejscu nie trzeba chyba przekonywac, jak wielkich spustoszen w obywatelskiej swiadomosci dokonaly okresy, kiedy ofiar od Polakow zadalo obce dla nich - doslownie i w przenosni - panstwo, ktorego jednakze byli obywatelami ! To niewatpliwie wtedy wyksztalcily sie odruchy do oszukiwania nie swojego panstwa i dzialania na jego szkode. Panstwo od  dwunastu lat juz jest nasze, a stare odruchy i nawyki niestety pozostaly. 

 Co mozna w tej sytuacji zrobic ? Szkalowanie  i pietnowanie istniejacego stanu rzeczy na pewno niewiele tu zmieni, potrzebna znow jest organiczna praca od podstaw. A zaczac ja trzeba od nowych pokolen, tylko w ten sposob zagwarantujemy sobie sukces. Zmienic sie musi cala nasza mentalnosc w podejsciu do dobra wspolnego, ale tez zmienic musi sie jednoczesnie stosunek panstwa do obywatela, bo i ono nie jest tutaj bez winy, a sugerowalbym nawet poglad o jej zdecydowanie wiekszym stopniu. Panstwo i obywatel musza byc bowiem podmiotami rownoprawnych stosunkow. A czy sa ?

 Stawianie tezy , ze to przede wszystkim panstwo winne jest istnienia wszelkich anormalnych zjawisk spolecznych, zapewne w duzej czesci uprawnione, zapewne nie znajdzie akceptacji wsrod tzw."elit politycznych" zarzadzajacych panstwem. Ale czyz to nie panstwo wlasnie stanowi wszelkie normy obowiazujace na jego terytorium ? Czy to nie panstwo posiada system przymusu i wszystkie srodki niezbedne do egzekwowania obowiazujacych norm spolecznych ? Powinnoscia obywatela w panstwie jest je przestrzegac, konsekwencja nieprzestrzegania jest rygor utraty statusu materialnego, i najwiekszych dobr osobistych - wlasnej wolnosci, dobrego imienia, zdrowia, a czasem nawet zagrozenie losu swojego i osob najblizszych.

 Obywatel w starciu z panstwem nie ma zadnych szans. Ale i panstwo tworzy niekiedy normy dalekie od doskonalosci, a czasem i trudne do przestrzegania. Niektorzy chca, a niektorzy musza to wykorzystywac. To nie kwestia usprawiedliwiania zla, to kwestia poszukiwania jego przyczyn. Pominac tez trzeba w tym miejscu kwestie moralne, ktore dla czesci obywateli maja jeszcze, wzglednie juz, pewna wartosc sama w sobie, pozwalajaca im na trwanie w szacunku przynajmniej do wlasnej osoby, przy calym okropienstwie czynnikow zewnetrznych. Dlaczego pominac ? Bo panstwo w swym dzialaniu etyka sie nie kieruje, czasem rowniez nie kieruje sie logika. Panstwem jest panstwo wtedy, kiedy kieruje sie prawem, ale i tylko wtedy. Czy twor panstwowy, ktory nie przestrzega stanowionego przez siebie prawa jest panstwem ? Wedlug mnie nie, jest tylko potworkiem na ksztalt panstwa.

 W kazdej sytuacji niezwykle wazny jest punkt odniesienia, zawsze bowiem mozna znalezc i lepszych i gorszych od siebie, tak w czasie, jak i w przestrzeni. Mozna poprawiac sobie samopoczucie porownujac sie do gorszych, ale mozna tez poprawiac swoja sytuacje, wzorujac sie na lepszych. To kwestia dosc prostego wyboru, ale i zelaznej konsekwencji ktora sie z tym wyborem wiaze.

 Skoro zas mowimy w tym miejscu o wyborach, byc moze nalezaloby wspomniec o ciekawym watku z ostatnich polskich wyborow do parlamentu. Wybory wygraly ugrupowania (SLD/UP, PO, PiS), ktore w swych programach, a przede wszystkim wyborczych haslach sugerowaly, ze nasze panstwo nie jest normalne i ze one normalnosc naszemu panstwu przywroca. Zaufala im ponad polowa tych, ktorzy jeszcze sklonni byli komukolwiek zaufac, ale tych jest niestety juz mniejszosc (46%) w polskim spoleczenstwie. Czy nie jest to symptomatyczne, ze wiekszosc nie wierzy juz nikomu, bojkotujac niejako panstwo jako takie, a niewielka wiekszosc z pozostalej mniejszosci, ktora jeszcze jest sklonna komus w tym panstwie uwierzyc, glosuje na tych ktorzy obiecuja normalne panstwo? (Oczywiscie tylko obiecuja, co nie dla wszystkich jest jeszcze jasne!)

Na co glosuje cala reszta spoleczenstwa nie podejmuje sie okreslic. Nieodparcie jednakze nasuwa sie wniosek, ze najbardziej w swietle tych niedawnych i demokratycznych przeciez wyborow, Polakom brakuje przede wszystkim PANSTWA z przymiotnikiem NORMALNE !

 

W swietle wynikow badan, mowiacych, ze 6 milionow polskich obywateli wyraza chec opuszczenia swojego panstwa (gdyby oczywiscie moglo), i udania sie do panstw uznawanych w powszechnej opinii za normalne, wlasciwy moze byc poglad, ze nasze panstwo moze nie tyle jest zrujnowane przez wlasnych obywateli, co niezbyt normalne z przyczyn lezacych po stronie elit je tworzacych? Przy czym normalnosc nalezy pojmowac w bardzo zawezonym znaczeniu jako akceptacje przez wlasnych obywateli ? Alez czyz i taka sytuacja powinna wywolywac zdziwienie ? W moim przekonaniu nie!

 Uwazna analiza procesow historycznych uczy, ze przywracanie stanu normalnosci po okresie zaburzen, trwa w przyblizeniu tyle samo czasu, ile trwal stan anormalnosci w funkcjonowaniu panstwa. Ostatni stan zaburzen w naszej panstwowosci trwal rowne pol wieku (1939-1989). Nietrudno wiec obliczyc, kiedy mozemy miec w pelni normalne panstwo. Mozemy, ale wcale nie musimy. Licho nie spi. Zapewne nie jest to pocieszajaca prognoza dla tych teskniacych za normalnoscia. Mozna miec wszakze nadzieje, ze przejmujac i "adoptujac" wzorce bardziej doskonale, wyzbywajac sie przy tym wlasnej pychy i slabosci, zmiany odbeda sie w "postepie geometrycznym", tym samym dla szerszego grona obywateli "fizycznie dostepnym" czasie. Sama jednakze nadzieja niczego nie zmienia. Tylko madre dzialanie z zelazna konsekwencja moze zmienic cokolwiek. I o tym nalezy pamietac najbardziej.

Jerzy Bartnik