W tunelu nadziei...

Drodzy Czytelnicy ! Kolejny odcinek z opowiadania , które pisze życie. Życie Darii, uroczego dziecka z Podkarpacia, które miało to nieszczęście by urodzić się bez rączek. Od ponad trzech lat  jesteśmy z Darią i jej rodzicami, którzy  nie pogodzili się z barbarzyńskim wyrokiem natury i walczą o wprowadzenie swojej córki w świat normalności, funkcjonowania – nie obok, a wśród ludzi. I Wy macie w tej walce swój udział. Czytelnicy NG z całego świata wzięli udział w naszej akcji zbierania funduszy na pierwsze zabiegi Darii, do nas dołączyła Polonia Kanadyjska. Głęboko wierzę, że nadejdzie ten dzień, w którym Daria będzie mogła objąć „swoimi” rączkami tak jej oddanych rodziców i swój mały świat!                    

Tadeusz M. Kilarski

 

„Nasza” Daria

Drogi Panie Tadeuszu,

Nie tak dawno do kroniki robiłem próbę podsumowania ubiegłego roku. Cały 2002 rok muszę przyznać był niezwykle udany, gdyż już sam tylko jego początek przyniósł tak wiele emocji, Daria, bowiem zaczęła, sama chodzić. Proszę sobie wyobrazić po przeszło trzech latach ogromnego strachu i niepokoju nasza córka postawiła trzeciego stycznia 2002 roku swoje pierwsze samodzielne kroki. Wreszcie przełamała barierę strachu i przekonała się, że nóżki służą nie tylko by coś uchwycić, czy wykonać jakąś czynność.

Innym takim wydarzeniem w mijającym roku, które potrafiło (...) spowodować byśmy uwierzyli, że to, co jeszcze w wczoraj wydawało się nam niemożliwe do zrealizowania  i poza zasięgiem naszych możliwości być może jutro będzie możliwe. Chodzi mi o konsultacje w klinice INAIL dla naszej Darii i o usłyszane słowa od tamtejszych specjalistów, że Daria (...) nie tylko nadaje się, lecz wymaga jak najszybszego oprotezowania. Dlatego dzień, w którym otrzymaliśmy z Watykańskiego Sekretariatu Stanu propozycję pomocy w umożliwieniu konsultacji i zainteresowaniu przypadkiem Darii odpowiedniego ośrodka, na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Gdyż wreszcie mogliśmy, choć po części uzyskać odpowiedź na nurtujące nas od lat pytania. W jaki sposób możemy zmniejszyć kalectwo naszej córki? Czy możemy jej pomóc? Ile pieniędzy potrzeba będzie na oprotezowanie? (...)

Z perspektywy tych czterech lat mogę stwierdzić, że ta nasza cała walka o ,,rączki’’ dla naszej Darusi, ta nasza determinacja i wielka nadzieja podobna jest do tunelu. Ogromnego tunelu nadziei, w którym znaleźliśmy się w momencie narodzin naszej córki bez rąk, a my wierzyliśmy, mieliśmy nadzieję, że znajdziemy wyjście by jej pomóc. Myślę, że znaleźliśmy i takim wyjściem okazał się dla nas Rzym, a dokładniej Instituto Nazionale Per L’ Assicurazione INAIL. Przez te ostatnie lata byliśmy w tunelu. Wielkim tunenadziei otoczeni przez wspaniałych przyjaciół, dla, których jak pan pisał w jednym z
numerów ,,Naszej Gazetki”:

To nieprawda, że wpierw należy umieć kochać siebie, by móc kochać bliźnich…To właśnie miłość drugiego uczy nas szacunku do samego siebie… To właśnie umiejętność rezygnacji z odrobiny wygodnictwa daje nam poczucie obecności drugiego Człowieka. I daje świadomość bycia CZŁOWIEKIEM”.

To prawda, bo gdyby nie świadomość tych setek tysięcy osób, miłość do bliźniego i rezygnacja z wygodnictwa nie mielibyśmy wsparcia i pomocy w tak różnorodnej formie, a która pozwoliła mieć nadzieję na znalezienie wyjścia z tego naszego tunelu. To przecież między innymi dzięki takim Przyjaciołom jak Wy drodzy Państwo, jak pani Elżbieta Suter, pani Urszula Madej-Wojnarowiczi i wszyscy czytelnicy,,Naszej Gazetki’’, którzy to przez te minione lata nie tylko finansowo wspieraliście akcję dla Darii, lecz dodawaliście nam otuchy i modliliście się za Darią i całą naszą rodziną. To dzięki podobnym przyjaciołom-rodakom z Polski, Szwajcarii, Kanady, USA i Watykanu znaleźliśmy wyjście z napisem ,,INAIL’’, które być może okaże się tym właściwym…

Obecnie jesteśmy na etapie wyczekiwania na wyznaczenie daty przyjazdu na oprotezowanie. W tamtym tygodniu rozmawiałem telefonicznie z naszym przyjacielem ks. dyr. Janem Główczykiem, który zapewnił nas, że rozmawiał z profesorem z ośrodka INAIL i praktycznie już moglibyśmy przyjeżdżać. Prosił jednak byśmy cierpliwie jeszcze nadal czekali, gdyż trwają rozmowy z Kongregacją Rzymską z prośbą by to właśnie Kongregacja pilotowała i objęła patronat nad oprotezowaniem Darii. (...)

W minionym roku były też dni smutku, załamania do nich należą choćby choroba mojej żony, naszego motoru rodziny. Tak jak mówią Ola z Darią naszego domowego lekarza, spowiednika, która leczy, łagodzi konflikty jest tam gdzie jej oczekują. Jej pobyt w szpitalu, chwile smutku, załamania, grozy i pytania, co nas jeszcze czeka? Jednak i tutaj pomogła nam Królowa Polski i żona nadal jest tam gdzie być powinna i gdzie jest tak bardzo potrzebna - mało, niezastąpiona, z nami.

W ubiegłym roku przeżyliśmy jeszcze jedno wydarzenie, które wywołało dużo wspomnień i emocji. Drugiego lipca obchodziliśmy z żoną dwudziestą rocznicę ślubu. Z jednej strony te dwadzieścia lat, które minęły wydają się jakby to było w wczoraj, dopiero oglądane zdjęcia z tamtego okresu uzmysławiają nam ile to już naprawdę minęło lat. Nie ulega wątpliwości, że życie w tamtych czasach było również niezwykle trudne. Stan wojenny, przepustki, godzina policyjna. Jest to już przeszłość, którą oceni historia. Jednak tego okresu nie da się tak po prostu wymazać z pamięci, zapomnieć. Ogromne demonstracje śmierć niewinnych osób, ból, łzy wielu rodzin i te pytania, czy musiało do tego dojść? Teraz, gdy wspominamy tamten okres, myślimy o tych wszystkich bliskich, których już nie ma, którzy odeszli. Wracają wspomnienia, ile zmieniło się rzeczy ile wydarzeń się dokonało, jak dużo poszło w niepamięć i zapomnienie. (...)

Drogi Panie Tadeuszu jeszcze wspominamy wigilię, bo jest to dzień szczególny, życzenia, rodzinny miły ciepły nastrój. Łamanie się opłatkiem, mnóstwo kartek z różnych stron świata, od naszych przyjaciół, Darii przyjaciół. Pierwsza gwiazdka na niebie, kolacja i życzenia w gronie rodzinnym, by w nadchodzącym roku Daria otrzymała te swoje,,rączki-protezy’’. Nie brakuje łez, a Daria ochoczo rozdaje całusy i patrzy ciekawie, co się dzieje. (...) Na zakończenie roku przypominaliśmy sobie też wszystkie te wielkie i piękne wydarzenia, które dane było nam przeżyć i szczerze za nie dziękowaliśmy Panu Bogu. Dziękowaliśmy, że nasza Daria chodzi, za wyjazd do Wiecznego Miasta, za konsultację, Przyjaciół i zdrowie. Z radością i rozrzewnieniem wspominaliśmy prywatną audiencję u Ojca Wszystkich Narodów. W tym dniu nasze myśli były też skierowane ku tym wszystkim dzieciom chorym cierpiącym, niepełnosprawnym; Piotrusiowi, Monice, Marysi, Magdalence, Joasi, Julii, Patrycji i Arkowi naszym znajomym dzieciom, które tak samo jak nasza Daria nie mają rąk, czy nóg.

Tak niedawno świętowaliśmy nowy rok, a już wielkim krokiem zbliża się dzień Wielkiej Nocy, dzień zwycięstwa nad śmiercią, okres szczególny, bo jest to okres zadumy i refleksji. (...) Być może za parę tygodni nasza córka będzie mogła być oprotezowana, będzie mogła posługiwać się protezami, które miejmy nadzieję ułatwią jej życie. Wszystko wskazuje na to, że tak będzie, gdyż jeszcze rok temu wydawało się nam, że chyba nigdy nie dojdzie nawet do konsultacji, a nasz pobyt w Rzymie mało, że okazał się przełomowym w sprawie Darii to jeszcze jak już pisałem mieliśmy możliwość spotkania z naszym Ukochanym Ojcem Świętym Janem Pawłem II.

Nie sposób dokładnie zrelacjonować nam tego spotkania, tak byliśmy wzruszeni, a łzy mimo woli same płynęły nam z oczu. Ojciec Święty to wielka osobowość, wielki wspaniały człowiek, chociaż zmęczony, obarczony chorobą, szykujący się do wyjazdu na spotkanie z młodzieżą w Kanadzie przyjął nas i wywarł ogromne wrażenie. (...) Jest to bezsprzecznie Wielki Człowiek, największy autorytet moralny i religijny, który zadziwia świat Swoją mądrością i odwagą (...). Dla nas jest i pozostanie zawsze Osobą, którą bardzo kochamy za sympatię, ciepło i niespożytą dobroć i otwartość, z jaką obdarzył Darię i całą naszą rodzinę, z jaką obdarza nas wszystkich, zwłaszcza ludzi chorych, starszych, niepełnosprawnych.

Jeszcze raz dziękujemy Państwu kochany panie Tadeuszu i czytelnikom Naszej Gazetki, czy to mieszkającym w Szwajcarii, Kanadzie, czy innym zakątku świata za te wszystkie chwile, które byliście z nami, za wszelką formę pomocy i za modlitwy. Dziękujemy Opatrzności Bożej, że postawiła Państwa na naszej drodze na drodze Darii. To tylko dzięki takim ludziom jak Pan drogi panie Tadeuszu mieliśmy siłę walczyć, a Daria ma już ponad połowę, poczebnej sumy na oprotezowanie. Tym samym ma coraz większą szansę na samodzielne życie, a my nadzieję, że i nasza córka będzie mogła żyć jak inne dzieci.

W związku ze zbliżającymi się świętami Wielkanocnymi życzę sobie, Pańskiej rodzinie i wszystkim czytelnikom,,Naszej Gazetki’’ by się nam spełniły najskrytsze marzenia i plany. Byśmy byli uczestnikami tylko takich wydarzeń, które będziemy pamiętać jako te, które zmieniły nasze życie, gdzie królować będzie tylko pokój, miłość i dobroć. Polecamy całą Pańską rodzinę, wszystkich przyjaciół, czytelników,,Naszej Gazetki’’, oraz wszystkich rodaków ze Szwajcarii, Kanady, czy innych stron świata opiece Matki Najświętszej.  Z wyrazami szacunku –

 Zofia i Stanisław Mazur