|
Fragment artykułu pt. „ Uwierzcie że można” - GAZETA LUBUSKA, z 29.08.2003r.
Delikatna, uśmiechnięta. Z bolesnym bagażem doświadczeń. Chce pomagać innym, bo jak mówi – w leczeniu najważniejszy jest czas.
- Liczy się czas. Dlatego gdy słyszę twierdzenia typu: poczekajmy rok, zobaczymy co będzie, denerwuję się. To przecież zabójstwo dla dzieci – mówi Róża Sikoń.
Wielu nie wierzyło, że jej córka stanie na nogi czy wypowie słowo. Dziwili się, dlaczego tak bardzo angażuje się w leczenie dziecka, skoro i tak nie będzie efektów.
Różne filozofie i metody
To co w jednym kraju było krytykowane, w drugim stosowane - wspomina swoją wędrówkę. - Poznawałam odmienne filozofie podejścia do dzieci niepełnosprawnych. Już sama rozmowa z lekarzem bardzo się różniła… Mimo przykrych pewnych doświadczeń miałam szczęście do ludzi.
Przypatrywała się pracy medyków. Ćwiczenia przerabiała na sobie. W Szwajcarii skończyła medyczne studium, w którym nauka rozłożona została na trzy lata. Ona zdała wszystkie egzaminy w ciągu 1.5 roku. - Nie chciałam otwierać praktyki. Chciałam tylko wiedzieć jak pomóc córce – podkreśla.
Lepsza z matematyki
Pierwszy rok życia, trzeci i siódmy jest bardzo
ważny. Trzeba wiedzieć jaką terapię w tych okresach rozpocząć, by uaktywnić
organy, które nadrobiłyby utracony czas.
Staranie o powrót córki do świata opisała w książce “Tchnienie życia”. …Nie chodziło mi bowiem o to, by kogokolwiek krytykować, ale o pokazanie, że są różne podejścia i sytuacje. I że jak się chce to naprawdę można wiele zdziałać – podkreśla autorka.
Jednym tchem
Książka nie jest smutna. Choć uświadamia, jak ciężką drogę, także związaną z rozpadem małżeństwa, przechodzi główna bohaterka Stephanie. Jakie targają ją emocje..... - Zastanawiam się, czy miałabym tyle siły w sobie, by walczyć o własne dziecko?
Moje kopyto
Nikt nie podcina gałęzi na której sam siedzi, pilnując przecież własnego nosa. Nasuwa się też powiedzonko: "Pilnuj szewcze kopyta!" I ja zatem, siedząc na moim pisarskim zydelku, wystukuję, na szewskim kopycie pisarskiego rzemiosła, krzesząc z niego możliwie melodyjne akordy słowa.
Podzwonne echo sumienia
Moje zakamarki mózgu, nie kłaniają się dniom powszednim. Najwyżej też od święta, wyciągam z nich najintymniejsze zalążki myślenia. Chodzi o to, że ta część mojego mózgowia, jest jakby ciasnym i zamroczonym zaułkiem, w którym snują się, osierocone, porzucone, zaniedbane, niedorozwinięte i upośledzone myśli, w niesprawiedliwy sposób zaliczone do śmieci, czyli do całkowitych odpadów. Szczególnie wszakże, żenują mnie i kłopoczą, zatajone odpryski moich procesów myślenia, w których moralne potknięcia, jak i tchórzliwe postawy, oraz wprost niegodne zachowania, stają się podzwonnym echem całego mojego wyczulonego sumienia.
Krzepkość, tęgość i moc przyjaźni
Zgoda i przymierze potęgują wartości życia. Nadto, stałe pogłębianie zaufania, zdecydowanie umacnia przyjaźń. Przy czym ona właśnie wzmaga odporność, na wszelkiego rodzaju pomówienia, intrygi i plotki. Tak też, trujące opary podłości i przemyślne wyrafinowania, zostają z miejsca trafnie zażegnane i tym samym najbardziej nawet podstępne, diabelskie konszachty, spalają się na panewce i zostają całkowicie wyeliminowane z nieustannie zagrożonego życia.
Powrót do punktu wyjściowego
Podróżował po świecie. Wędrował po górach.
Pielgrzymował do miejsc świętych. Płynął statkami. Jeździł koleją.
Przemierzał morza. Latał samolotami do zamorskich krajów. Przewędrował
Europę i złaził cały świat. Aż stał się wiekowy, zwiędły i zgrzybiały.
|