Polskie sny o potędze

M. Falkowski.

 

1. Polska polityka zagraniczna zawirowała w pierwszym szeregu koalicji w wojnie z Irakiem, na dobre i na złe, następnie twardo negocjowaliśmy warunki naszego przystąpienia do Unii Europejskiej, deklarując, że oba kierunki naszej polityki zagranicznej nie są antynomiczne, a ostatnio stanowczo i z uporem domagamy się takiej ilości głosów (27) przy podejmowaniu decyzji unijnych, jakie przewidziano w porozumieniu Nicejskim. I dlatego odmawiamy zaakceptowania propozycji projektu Konstytucji, przewidującej inny tryb głosowania, mniej korzystnego dla Polski.    

 

   Tu w tym miejscu nie zamierzamy porównywać obu metod głosowania. Do tej sprawy jeszcze powrócimy.

 

Istotny jest dla mnie sposób w jaki polska delegacja walczy o swoje racje. Czy negowanie ustaleń projektu Konstytucji, w opracowaniu której Polska brała aktywny udział ponad rok, czy blokowanie negocjacji i odmowa pójścia na kompromis, są skuteczną formą dyplomacji? Nawet jeśli się ma dwóch lub trzech sojuszników. Odpowiedzi szukajmy w reakcjach pozostałych członków Unii. Są one jednoznacznie negatywne: w ironicznych uwagach o poziomie polskiej dyplomacji, w próbie uświadomienia Polsce jej miejsca w Unii, do której dopiero wstępuje. Jacques Rupnik, dyrektor badań naukowych nad Europą Centralną w CERI/OCDE zauważa, że to czego polscy aktorzy nie zauważają, to to że wszystko ma swoją cenę. Jeśli Polska przeciągnie strunę, najbardziej stracą na tym nowoprzybyli, poczynając od niej samej... W sumie głosowanie nad Konstytucją zamienia się w negatywne głosowanie nad rozszerzeniem Unii.

(Le Temps 7.10.03, str.7)                                                                                        

 

Osobiście nie mam wątpliwości - polska polityka zagraniczna jest w obecnym wydaniu pełna sprzeczności, błędna w ustalaniu hierarchii celów, butna w wyborze środków jej realizacji. Jeśli Panu Prezydentowi, Panom Premierowi i Ministrowi Spraw Zagranicznych marzy się Polska silna, wielka, nie wstydźmy się słowa, „mocarstwowa”, to chwała im. Ale są to niestety tylko marzenia. Rzeczywistość jest znacznie bardziej surowa i stąd nasza krytyczna ocena ich aktywności.                                         

 

2. Rząd Leszka Millera przeżywa głęboki kryzys. Najbardziej optymistyczne sondaże określają na ok. 20% udzielane mu poparcie. Jest to spadek katastrofalny w porównaniu z triumfem wyborczym sprzed 2 lat. Jak to wytłumaczyć? Przede wszystkim utratą zaufania i to nawet wewnątrz własnej partii – SLD. Społeczeństwo jest zmęczone, zawiedzione, nie wierzy rządowi i jego ministrom. Być może zbyt wiele oczekiwało, bowiem scheda po poprzednim rządzie nie była najlepsza, być może opozycja zbyt silnie dolewała oliwy do ognia, ale faktem jest, że społeczeństwo nie odczuło poprawy materialnej, zwłaszcza ci najbardziej potrzebujący, że bezrobocie utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie, że przyrzeczenia wyborcze SLD nie spełniły się. Odczuwa się dość powszechne obawy co do skutków przystąpienia do Unii Europejskiej, obawy przed wzrostem cen, czy wzrostem bezrobocia. Rażące dysproporcje w placach i dochodach uprzywilejowanych i reszty społeczeństwa, bezustanne afery i kradzież mienia publicznego dopełniają reszty. Ponadto rząd nie umie przekonywać do swoich racji i na nic zdają się nawet zweryfikowane twierdzenia, że w r. 2003 wzrost gospodarczy osiągnął ponad 3%, że bezrobocie, choć nieznacznie, zmniejsza się. W kraju nie ustają manifestacje i strajki, które przybierają formy coraz bardziej brutalne. Ale rząd ma poparcie Prezydenta i nic nie zapowiada jak dotąd jego dymisji. Oto przykłady oddające nastroje w kraju.

 

3. We wrześniu b.r. rząd decyduje zamknąć 4 kopalnie na Śląsku. Są one ekonomicznie i finansowo słabsze od innych, ale nie u progu bankructwa. Więc dlaczego? Odpowiedź jest prosta, ale nikt jej nie śmie ujawnić – to Unia Europejska żąda od Polski zmniejszenia produkcji węgla. Załoga kopalń jest zbuntowana, rodziny zrozpaczone i żadne argumenty nie trafiają do przekonania. Minister Jacek Piechota obiecuje, że nikt nie zostanie poszkodowany: część załogi zostanie zatrudniona w innych kopalniach, część pójdzie na emeryturę, pozostali będą przeszkoleni do innych zawodów. Rzecz w tym, że górnicy nie wierzą przyrzeczeniom, nie mają zaufania do rządu. A przecież w sytuacji, gdy racje ekonomiczne zderzają się ze społecznymi i grożą konfliktem o nieprzewidzianych skutkach, nasi ministrowie nie mogą przenosić automatycznie ukazów Brukseli, bez uprzedniego negocjowania i szukania formuły kompromisu z zainteresowanymi. To jest przestroga na przyszłość, bo takich napięć będzie w przyszłości wiele.

 

Inny przykład, również z września b.r. Oto zmusza się taksówkarzy do zainstalowania specjalnych kas dla potrzeb fiskusa. I tu przykład bierze się z innych krajów unijnych. Instalacja w cenie ok.2-3 tysięcy zł. ma obciążyć taksówkarzy, ale obiecuje się częściową refundację. Tymczasem taksówkarze twierdzą, że obecne taksometry, posiadające elektroniczną pamięć, są wystarczającym źródłem danych dla Administracji podatkowej. Ale jest i inny argument, są mianowicie przekonani, że ludzie związani z establishmentem czekają na wprowadzenie kas, bo zbiją na tym fortunę. A więc znowu brak zaufania do polityków. Taksówkarze na znak protestu zablokowali w końcu września stolicę na jeden dzień. Ponoć władze zdecydowały się podjąć negocjacje. Mogły przecież to uczynić znacznie wcześniej w negocjacjach z Unią, tak jak to uczyniły inne kraje, które odmówiły wprowadzenia wspomnianych kas.

 

4. I tu wracam do punktu wyjścia naszych rozważań. Właśnie tego rodzaju problemy, dotyczące żywotnych spraw ekonomicznych społeczeństwa, powinny być przedmiotem twardych negocjacji z Brukselą, bardziej niż sprawa ilości głosów. Nicea przyznała Polsce 27 głosów, podczas gdy Niemcy i Francja miały ich mieć 29. Muszę  przyznać, że osobiście nie widzę dramatu, że Polska nie wejdzie do ekskluzywnego «klubu potęg». W dodatku nowa formuła głosowania Konstytucji proponuje uznać uchwałę za podjętą, jeśli 60% państw, reprezentujących co najmniej 60% ogółu ludności Unii opowie się za nią. A więc potencjał demograficzny każdego kraju jest wzięty pod uwagę. I konia z rzędem temu, kto dowiedzie, że Polska jest w tej formule dyskryminowana.

 

5. Na zakończenie zacytuję autentyczny fakt z mego ostatniego pobytu w Warszawie. Zwiedzam Plac Teatralny i przyglądam się pięknej elewacji odbudowanego Pałacu Jabłonowskich. Zapytuję robotnika, który robi na mnie wrażenie studenta dorabiającego murarką, czy w Pałacu jest siedziba amerykańskiego banku. Tak, amerykańskiego, odpowiada bez namysłu robotnik, no bo co w tym kraju jest jeszcze polskiego!

                         

M.H.Falkowski