Post Scriptum

 

Spoglądam na leżące przede mną fotografie Darii... i czas zmieszania... i czas jakże wtedy odległych ścieżyn jasności...  Widzę drogę do Święcan owego 5 marca 2000 r. gdy po raz pierwszy wraz małżonką odwiedzaliśmy dom rodziców Darii. Tego spotkania nic nie jest w stanie zatrzeć w pamięci. Ból p. Zofii, determinacja p. Stanisława... i.. te pełne ufności oczy maleńkiej Darunii. „Wiara dowodu nie potrzebuje” – napisał kiedyś Kierkegaard. Ta wiara – bez doszukiwania się dowodów potwierdzających – emanowała od jej rodziców. Ich każde słowo, każdy gest zawierał w sobie przeświadczenie, potężne przekonanie, że nie poddadzą się, nie spoczną dopóki ich ukochanemu dziecku nie przywrócą choćby namiastki normalnego egzystowania. A przecież to nie było takie łatwe.....

 

Polska to nie bogata Szwajcaria, Francja, USA czy Kanada, gdzie organizacje charytatywne wspomagane mocno przez szczodrych obywateli potrafią wiele pomóc. To kraj gdzie tragedia i bieda dosięga wielu. Spauperyzowane społeczeństwo nie ma takiej siły charytatywnej jak kraje Zachodu. Doprawdy trzeba było mieć w sobie wiele przekonania by wierzyć, że zdoła się zebrać ok. 300 000 zł. gdy pensje czy renty osiągają „horrendalną" wysokość 500 zł. Ale właśnie to społeczeństwo, to nasze biedne i tak doświadczane przez los społeczeństwo nie odwróciło się od tej tragedii. Dzieliło się tą ostatnią resztką, która mu pozostała. A potem  dołączyliśmy się my – Polonia szwajcarska i wraz nami kanadyjska. 

 

A potem były już pieniądze na pierwszą operację, ale zabrakło zdrowego rozsądku w machinie biurokratycznej. Pisaliśmy na bieżąco na łamach NG o problemach z wizą do USA aby przeprowadzić badania wstępne, o problemach, na które nawet nie zareagował Kongres Polonii Amerykańskiej ze swoim wszechmocnym Przewodniczącym, którego poprosiłem o pomoc. To wtedy z goryczą napisałem, że nie będzie operacji w Chicago, w USA tj. „tam gdzie Polonia jest tak wpływowa i mocna, że aż nie zauważyła tragedii tego dziecka”. I kiedy wydawało się, że nie przeskoczy się głupoty urzędniczej, pierwsza wizyta u Ojca Świętego była przełomem. Nie za oceanem, ale tu w Europie, na ziemi włoskiej, w klinice INAIL Daria otrzymała swoją pierwszą szansę !

 

Co było dalej – wiemy z listu drukowanego na stronach poprzednich, z listu, który publikuję w całości, bez skrótów, by oddać w zupełności istotę tego wydarzenia.

 

Kiedyś jako dziecko, wędrując po pięknej ziemi Beskidu Niskiego napotkałem stary chylący się ku ziemi drewniany krzyż i na nim tabliczkę z wypalonymi słowami –

Jeśli ci smutno i samotnie, podnieść głowę do góry, a dostrzeżesz drugiego człowieka... Boś nie sam przecie na tej łące pana Boga...”

 

Tadeusz M. Kilarski – Red. Naczelny NG