Do Czytelników NG słów kilka...

 

O sytuacji na Ukrainie i zwycięstwie Wiktora Juszczenki piszemy w środku numeru. Wielkie brawa dla narodu ukraińskiego i jego nowego Prezydenta!

 

A w kraju może jeszcze nie piekło, ale piekiełko polskie. Politycy SLD postanowili, że władzy nie oddadzą do jesieni, choćby się potem ich partia miała w proch zamienić. Liczą na cud, iż ich notowania wzrosną. Niewierzący, a uwierzyli...

 

Lista Wildsteina - spis 240 tysięcy nazwisk pracowników Służby Bezpieczeństwa, ich tajnych współpracowników (TW) oraz kandydatów na nich (według mniemania SB), którą Bronisław Wildstein, publicysta Rzeczpospolitej (dawny opozycjonista) wyniósł z Instytutu Pamięci Narodowej. 

 

Początkowo najbardziej poszukiwana strona w internecie, potem gdy już była dostępna na wielu serwerach biła rekordy odwołań – ponad 100 tys. dziennie. Bronisław Wildstein stracił pracę i gdy jedni stanęli za nim murem, inni najchętniej by go powiesili. A przecież nie byłoby tego wszystkiego gdyby w 1989r.  zrobiono to co powinno. Ale  zrobiono... „grubą kreskę!”. Wtedy istniała szansa na spokojną lustrację i dekomunizację, dzisiaj to już tylko lawina, której nikt nie powstrzyma, więc jej odpryskami oberwą i niewinni. Tak jak prof. Jadwiga Staniszkis, która znalazła się na liście tylko dlatego, że jakiś esbek widziałby w niej tajnego współpracownika. Zresztą na tej liście zobaczyłem kilka i mnie znanych nazwisk. Nie te, których w swoim podejrzeniu mógłbym się spodziewać, a wręcz odwrotnie. I choć wszędzie podkreśla się, że na niej są nie tylko ci co pracowali i donosili, ale i ich ofiary, to przyznaję, że pierwszą reakcją było – „to niemożliwe, nie wierzę, że on pracował dla nich!”. Obawiam się, że była to niestety typowa dla wielu reakcja i w tym leży dramat ludzi na tej liście zaistniałych – dramat bycia skazanym, bez skazania.

 

Dlatego lustrację należy jak najszybciej przeprowadzić i nie ograniczać ją tylko do polityków ale rozszerzyć na osoby w samorządach, działających w organizacjach społecznych oraz  pracowników prasy, radia i telewizji. Po prostu na wszystkich, którzy działają publicznie!

 

Powstała kolejna Komisja sejmowa badająca aferę sprzedaży PZU. Krótko mówiąc wszystko wskazuje na to, że ta firma dała pieniądze innej firmie, która ją za te pieniądze później wykupiła. W czasie studiów uczono mnie, że to naruszenie prawa, więc dlaczego Komisja a nie prokuratura?

 

 

                                                                                                               Wasz Redaktor