Ignorancja? Zła wola? Czy tylko głupota?

 

Jest to wyjątkowo niemoralne i podłe. Po tym co Zachód wyrządził Polsce w 1939 r., później po perfidnej zdradzie w Teheranie  i Jałcie, dzisiaj co niektóre gazety zachodnie piszą o obozach takich jak Auschwitz-Birkenau, Stutthof, Sobibor, czy Majdanek jako o „polskich obozach śmierci”. Na te historyczne brednie ostro zareagowali polscy posłowie w Parlamencie Europejskim.

 

Zanim jednak przyjęto rezolucję, w której UE złożyła hołd ofiarom obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau w 60. rocznicę jego wyzwolenia, wywiązała się ostra dyskusja. Poszło - o jeden wyraz w zapisie. Niemieccy deputowani godzili się na wersję, że twórcami obozu w Polsce byli „naziści”, Polacy uzupełniali to o jedno pojęcie „niemieccy”. W ostateczności ci drudzy postawili na swoim, ale szum wokół tej sprawy doskonale znamionuje problem, króry istnieje dzięki ignorancji i złej woli niektórych ośrodków – także medialnych na Zachodzie.

 

I chociaż nazizm nierozerwalnie odnosi się do członków faszystowskiej partii nie­mieckiej NSDAP, w pełni popierałem upór polskich eurodeputowanych. W czasie i po II wojnie św., dla wszyskich było wiadomo skąd przyszedł nazizm i co zrobił. Dzisiaj wobec beztroskiego „tworzenia” historii nie jest to już takie oczywiste. Oto bowiem np. przy zdobyciu Monte Cassino nie zauważa się Polaków, rozpracowanie Enigmy to sukces Anglików, a nie polskich matematyków: Rejewskiego, Różyckiego Zygalskiego.  Kolejny element „odkształtowywania” historii teraz to „polskie obozy”. I jeśli nie będziemy reagować na te kolejne prowokacje pseudohistoryków, może się zdarzyć, iż któregoś dnia  w jakiejś zachodniej gazecie przeczytamy, że właściwie to myśmy rozpętali II wojnę światową stawiając się wojskom Hitlera, a Armia Czerwona musiała wejść do Polski aby się bronić, a nam przynieść pokój.

 

Dlatego uważam, że w przypadku pojawienia się tak skandalistycznych zafałszowań historii nie tylko Polski, ale historii Europy, musimy wszyscy się wzajemnie o tym informować i na to reagować. Polskie placówki dyplomatyczne w formie not protestacyjnych, organizacje polonijne czy ludzie prywatni za pomocą listów, maili i telefonów.  Autorzy tych materiałów powinni być świadomi, że spotkają się z naszej strony zawsze z jednoznaczną reakcją.

                                                                                                           Tadeusz M. Kilarski