UKRAIŃSKA LEKCJA DEMOKRACJI

 

M. H. Falkowski

 

1

Pierwsza konstatacja dotyczy przygotowania przez władze zuchwałego fałszerstwa wyborów, przy ingerencji Rosji w wewnętrzne sprawy Ukrainy. To już nie tylko środki polityczne, czy dyplomatyczne, czy też nacisk ekonomiczny, lecz jak już dziś wiemy, po prostu wspólnie przygotowany scenariusz oszukańczych wyborów. Nie byłoby to możliwe bez wolty politycznej prezydenta Kuczmy, który zerwał z dotychczasową linią zbliżenia do Europy, co w praktyce oznaczało powrót w orbitę mocarstwowej Rosji.

 

Należy przyznać, że manewr był w szczegółach przygotowany: stawka na prorosyjskiego kandydata w osobie Wiktora Janukowicza, zapewnione zaplecze we wschodniej części kraju, sprzyjające temu kandydatowi, dobór podporządkowanej władzy – Centralnej i lokalnych komisji wyborczych. Prezydent Rosji dwukrotnie odwiedził Ukrainę tuż przed wyborami, ignorując opinię międzynarodową ‚ nie mówiąc o uczuciach samych Ukraińców. Ukraina miała powrócić do „macierzy“, po zaledwie kilkunastu latach niepodległości. Byłby to kolosalny krok w kierunku odbudowy mocarstwa rosyjskiego, o którym marzy się Władimirowi Putinowi. Pierwsza tura wyborów przyniosła 1-no procentową przewagę Wiktorowi Juszczence, ogłoszoną z  wielodniową zwłoką, druga tura zwycięstwo jego przeciwnika, Wiktora Janukowicza, przy skandalicznym pogwałceniu demokratycznych procedur wyborczych. Opozycja, na czele z Wiktorem Juszczenką rzeczywistym zwycięzcą, rozpoczęła manifestacje o niespotykanej siIe, mobilizując setki tysięcy ludzi w Kijowie i innych miastach zachodniej Ukrainy. Te manifestacje doprowadziły do unieważnienia drugiej tury wyborów, co oznaczało zwycięstwo opozycji i przegraną planów rosyjskich. Powazną roIę odegrały protesty USA, Unii Europejskiej i niezliczonej liczby ekspertów, bezpośrednich świadków oszustwa. Tu jednak dwie uwagi. Po pierwsze, wschodnia cześć Ukrainy, zamieszkała w 20% przez Rosjan istotnie masowo głosowała na prorosyjskiego kandydata Janukowicza i po drugie, uznajmy fakt, że prezydent Kuczma nie uciekł się do użycia sił policyjnych i wojska, co pozwoliło uniknąć rozlewu krwi, a może i masakry demonstrujących.

 

Juszczenko okazał się znakomitym przywódcą i organizatorem. Nie popełnił żadnego błędu politycznego, unikał prowokacji, wszystkie żądania mieściły się w sferze legalności konstytucyjnej, z dużym wyczuciem chwili wyznaczał cele i środki działania. A i manifestujący okazali dojrzałość polityczną, wolę walki i wytrwałość godną podziwu. Wszystko to doprowadziło do unieważnienia drugiej tury wyborów. Powtórzone wybory po zmianie składu Komisji, zaostrzeniu procedur i uwielokrotnieniu liczby ekspertów czuwających nad ich legalnością, wygrał Juszczenko z przewagą ok 8 punktów nad Janukowiczem (52% wobec 44% dla przeciwnika). Nowo wybrany prezydent został zaprzysiężony 23 stycznia 2005r., po oddaleniu niekończących się odwołań Janukowicza. Prawdzie stało się zadość, na Ukrainie zwyciężyła demokracja, a cudem ocalony przed otruciem Juszczenko jest jej legalnym prezydentem.

 

2

W tej trudnej dla Ukrainy chwili Polska okazała jej pomoc i poparcie. Prezydent Polski nie uznał oszukańczych wyborów, znakomita większość klasy politycznej poparła rząd, żądając ponowienia wyborów. Liczne, spontaniczne manifestacje w polskich miastach zapewniały Ukraińców o zrozumieniu dla ich aspiracji. W niepamięć poszły dawne urazy, prezydent Wałęsa dał temu wyraz w Kijowie, a prezydent Kwaśniewski aktywnie uczestniczył w mediacjach między zwaśnionymi protagonistami. Tu jednak warto zaznaczyć, że niektóre ugrupowania polityczne nie opowiedziały się jednoznacznie za poparciem Juszczenki. W programie tv Polonia z 25.11.04 Samoobrona przestrzegała byśmy nie byli nadgorliwi, PSL, że należy raczej pomóc całej Ukrainie, a nie tylko jednej stronie, wreszcie LPR twierdziła, że nasze dobre intencje nic nie poradzą wobec podziału etnicznego .

 

3

Jeśli państwo sądzicie, że entuzjazm z powodu zwycięstwa prawdy i demokracji był powszechny to się niestety mylicie. Qtóż grupa dziennikarzy i to nie byle jakich piór z dziennika „Le monde diplomatique“ w styczniu 2005r. proponuje nam zgoła inną wersję wydarzeń. Tacy autorzy jak J.M.Chauvier, Régis Genté i Laurent Rouy twierdzą, że „pomarańczowa rewolucja“ została szczegółowo przygotowana przez CIA, Fundację Sorosa i oczywiście przez wszechmocnego Zbigniewa Brzezińskiego. To rzekomo dzięki dostarczonym środkom - pieniądze i sprzęt - oraz manipulacjom amerykańskich “złoczyńców“ udało się odwrócić bieg wydarzeń na rzecz Zachodu.

 

Osobiście sądziłem, że spiskowa koncepcja historii została już raz na zawsze pogrzebana. Okazuje się, że nie i że wciąż jest żywa wśród pewnej części francuskich  intelektualistów. Nie znajdziemy u nich ani słowa o zwrocie politycznym prezydenta Kuczmy, ani słowa o ingerencji Rosji, np. o dwukrotnym przyjeździe prezydenta Putina tuż przed wyborami do Kijowa, no i o próbie fizycznego wyeliminowania Juszczenki. Ci intelektualiści nie dostrzegli również zrywu szerokich rzesz ludności zachodniej części Ukrainy. Dlaczego więc fałszują historię, komu to służy? Odpowiedź jest jednoznaczna: antyamerykanizm tego środowiska, posunięty do skrajności, graniczący ze ślepotą polityczną, prowadzi do manipulacji historii. Ci skądinąd wielbiciele Fidela Castro w ten sposób manifestują swój opór wobec imperializmu amerykańskiego.

 

Przypomnijmy w tym miejscu nasze własne doświadczenia z okresu po 2-iej wojnie światowej. Każda próba rewolty - robotniczej, chłopskiej, studentów i inteligencji – nazywana była przez władze chuligaństwem, czy prowokacją wrogów socjalizmu. I wszędzie dopatrywano się ręki CIA, czy Wolnej Europy. I wówczas część inteligencji francuskiej, bezkrytycznej wobec osiągnięć ZSRR, ostoi socjalizmu, zaślepiona swym antyamerykanizmem, dawała nam lekcje dobrego sprawowania wobec władzy. Gdy w latach 80-tych powstała Solidarność, gdy w niespełna kilka tygodni zrzeszyła ok. 2 milionów ludzi w najpotężniejszym związku zawodowym w Europie, ci sami obrońcy ZSRR pisali o zdradzie i o milionach dolarów amerykańskich.

 

Tymczasem spiskowa teoria historii nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek naukową metodologią badania dziejów. Motorem działania społeczeństw były i pozostają motywy ekonomiczne, pragnienie wolności i odrzucenie tyranii. Umiłowanie tych prawd przez Polaków nie wymaga dowodów. Ówcześni intelektualiści powodowani antyamerykanizmem nie zrozumieli lekcji historii, przyczyn zniknięcia potęgi sowieckiej‚ której samounicestwienie udowodniło, że siła militarna nie wystarczy: negowanie prawa do wolności innych narodów, brak tolerancji, blokowanie postępu społecznego prowadzi do katastrofy. Nie można na dłuższą metę przeciwstawiać się prawom historii. Warto by o tym pamiętali przywódcy państw a zwłaszcza wielkich mocarstw.