DA UN PAESE LONTANO...

Anna Zymon-Stankiewicz

 

Dwanaście lat nie płakałam, teraz same łzy płyną. Dlaczego? Jakbym słyszała dzwon Zygmunta, tak jak wtedy, kiedy mieszkaliśmy we Włoszech, 16 października 1978 r. “Avemus Papam“. Jeszcze nie wierzymy - źle wymówione nazwisko Wojtyła brzmi inaczej, ale zaraz słyszymy, że to kardynał di Cracovia! Nie muszę opisywać naszej euforii, bo kto ma polskie serce, tak samo przeżywał tę chwilę. Pierwsze słowa mojego męża były: „Że tego momentu nie doczekali nasi rodzice“. A potem zaraz przyszedł niepokój, jak przyjmą Włosi Polaka na tronie Piotrowym.

 

Już pierwsze wystąpienie nowo wybranego Papieża, z tym historycznym powiedzeniem “Vostra lingua“ zaraz poprawionym na “nostra lingua“ (nasz język), rozwiał nasze wątpliwości. Podbił z miejsca Włochów. W jednej chwili nawiązał z nimi kontakt prosząc, aby go poprawiać, jak będzie źle mówić. Papieża korygować? Tego jeszcze nie było! Dużo rzeczy w czasie Jego pontyfikatu było po raz pierwszy...

I znów wspomnienia‚ ale jeszcze z moich krakowskich czasów.

 

JP II w Krakowie  f.S.Kamiński

 

Był okres, kiedy nasi biskupi wystąpili z przebaczeniem dla Niemców za napaść na Polskę, za okupację ze wszystkimi konsekwencjami. Wywołało to sprzeciw niektórych środowisk. Może rany były jeszcze za świeże. Przypadek sprawił, że słuchałam kazania biskupa Wojtyły na ten drażliwy temat. Upamiętnił mi się ten fragment - “Wierzcie mi: wyszedłem przecież z tego samego gniazda co i wy! To jest jedyna droga!“ Kazanie to zrobiło na wszystkich wielkie wrażenie. Karol Wojtyła miał siłę przekonywania i zjednywania. Przebaczenie. Jakie to nieraz jest trudne. Kochać swego wroga? Dla naszego Papieża to nie tylko słowa Ewangelii. Dał tego dowód składając wizytę w więzieniu Mehmetowi Ali Agcy. Podał dłoń dłoni, która mierzyła w niego śmiertelny strzał.

 

Papież z gwardzistami 

m.in. Claudiem Vassali z Rivy

O Ojcu Świętym zawsze było dużo wiadomości. Obraz Jana Pawia II w ostatnich dniach swego życia nie znikał z ekranów telewizyjnych. Wywiady z przygodnie spotkanymi osobami, dyskusje z autorytetami kościoła, nauki, przedstawicielami innych religii itd. Ale nikt nie wspomniał, że miał duże poczucie humoru.

 

Oto spotkanie Polaków, którzy na zaproszenie Ojca Świętego przybyli do Rzymu. Jest maj 1979r. Salę Nervi wypełnili Polacy z całego świata. Nie wiem, czy był ktoś z kraju, bo to były inne czasy, jeszcze stał mur w Berlinie. Nadchodzi oczekiwana chwila. Roześmiany Papież energicznym krokiem idzie środkiem sali ściskając wyciągnięte do niego ręce. (Ileż on tych rąk nadotykał w czasie swego pontyfikatu). Już jest na podium przed mikrofonem i czeka aż sala się uciszy. “Witam Was - mówi z figlarnym uśmiechem - aż strach powiedzieć: w moim nowym domu.“ Burza śmiechu i oklasków.

Z biegiem lat, przez choroby, cierpienia bardzo się zmienił, ale dalej był “affascinante“. Przyciągał do siebie ludzi, tysiące, miliony... Kiedy dowiedział się, że na placu przed Bazyliką Św. Piotra jest tłum ludzi i to przeważnie młodzież, z trudem wypowiedział ostatnie swoje słowa: “Ja Was szukałem. A teraz Wy przyszliście do mnie“.