JAN   PAWEŁ II   I STOSUNKI MIĘDZYNARODOWE

 

M.H.Falkowski

 

Do tego co już na łamach „Naszej Gazetki” napisano o Papieżu, chciałbym dorzucić słów kilka o twórczym wkładzie w doktrynę stosunków mię-dzynarodowych w całym okresie Jego pontyfikatu. Interwencje Jana Pawła II były swoistym novum, które na początku zaskakiwało opinię między-narodową, aby następnie stać się uznanym, ważkim credo politycznego oddziaływania na sferę stosunków międzynarodowych.

 

Co się tyczy formy, to cechowała ją śmiałość i celność wystąpień w sytu-acjach, gdy nagle powstawały napięcia lub wręcz wybuchały konflikty mię-dzyetniczne, czy międzypaństwowe. Co do meritum akcent położony był na obronę  pokoju sprawiedliwego, tam gdzie był istotnie zagrożony, a skut-ki tego zagrożenia naruszały podstawowe prawa człowieka, jego godność i prawa do życia.

 

 

Obok formy i treści należy podkreślić wybór momentu, gdy ostrzeżenie mogło odegrać rolę hamulca dla dalszego rozwoju wydarzeń, przy czym interwencje Papieża nigdy nie przyznawały racji jednej ze stron, lecz apelowały do protagonistów w imię racji wyższych. Głos Jana Pawła II był postrzegany jako głos głowy państwa Watykanu i jako zwierzchnika Kościoła. Miał zatem wymiar prawnopolityczny, a jednocześnie i moralny. Z jednej strony odpowiadał nowoczesnej doktrynie rozwiązywania konfliktów w drodze pokojowej, z drugiej służył integralnej obronie praw człowieka. Oto dwa przykła­dy ilustrujące tę działalność: Irak i Bliski Wschód.

 

Jan Paweł II był zasadniczo przeciwny wojnie w Iraku. Był to głos rozumu politycznego i osobistej odwagi. Postawa Papieża scementowała niejako koalicję antywojenną, choć nie zapobiegła konfliktowi. Nie oznaczała ona w żadnej mierze obronę reżimu Saddama Husseina, lecz proponowała inne środki działania. Przypomnijmy, że chodziło tu o rolę ONZ, jej ekspertów poszukujących broni masowej zagłady. Euforia z jaką USA rozpoczęły wojnę z Irakiem, szybko ustąpiła miejsca niekończącym się problemom etnicznym i terrorowi na niespotykaną dotąd skalę przeciwko niewinnej ludności irackiej. Dziś jest rzeczą pewną, że wojna w Iraku stworzyła więcej problemów, niż przyniosła rozwiązań. W dodatku w tym konflikcie niema z kim negocjować.

 

Inaczej sprawy potoczyły się w konflikcie bliskowschodnim, który był stale w centrum uwagi Papieża. Jan Paweł II chciał pokoju dla ziemi świetej, dawał temu wielokrotnie wyraz, a jego podróż do Izraela, modlitwa przy ścianie płaczu, przeszła do historii pojednania z narodem żydowskim. Jednakże żadne z oświadczeń Papieża nie godziły w aspiracje narodu palestyńskiego, jego dążeń do własnej państwowości. Zniknięcie Arafata, zastąpienie go przez bardziej pojednawczego Mahmuda Abbasa z jednej, uelastycznienie stanowiska Izraela, który ustami premiera Ariela Sharona zapowiada wycofanie się z terytorium Gazy z drugiej, stworzyło nową atmosferę, wciąż trudną, ale negocjowalną. A do tego nawoływał Jan Paweł II.

 

W walce o utrwalenie pokoju postawa Papieża była zdeterminowana. I nie chodzi tu o ocenę zakresu jej oddziaływania, a raczej o jej potwierdzoną faktami słuszność, że na końcu każdego konfliktu przychodzi okres negocjacji i prób pokojowego jego rozwiąza­nia. Według myśli Papieża nie od rozlewu krwi w śmiertelnych zapasach, których ofia­rą jest człowiek, lecz od próby poszukiwania  rozwiązań pokojowych, należałoby prze­ciwdziałać konfliktom. Ten oryginalny wkład polskiego Papieża w doktrynę pokojowego rozwiązywania sporów będzie, jak należy przypuszczać, kontynuowany przez jego następcę.