O zidioceniu raz jeszcze...

 

Wydawać by się mogło, iż rozmycie się komórek mózgowych ma swoje granice, ale nie, prymitywizm umysłu może iść jeszcze dalej.

 

Oto na holenderskiej stronie internetowej umieszczono pseudo-reklamę imprezy techno, zawierającą zdjęcia z obozu Auschwitz-Birkenau. W filmie nazwa imprezy "Housewitz" pojawia się na tle zdjęcia bramy wejściowej do niemieckiego obozu koncentracyjnego z wkomponowanym napisem "Tanzen Macht Frei" (Taniec czyni wolnym), co jest aluzją do hasła widniejącego na bramie obozu Auschwitz -"Arbeit Macht Frei" (Praca czyni wolnym). Głos lektora informujący o imprezie ilustrują zdjęcia: darmowe taksówki będące do dyspozycji uczestników, obrazuje zdjęcie pomordowanych ciał złożonych na ciężarówce, darmowy ciepły prysznic - zdjęcie komory gazowej, zapowiedź imprezy o erotycznym charakterze - stos ciał, informację o pociągach, które dowiozą uczestni­ków - zdjęcie transportu na rampie w obozie. Na koniec pojawia się głowa Hitlera wraz tekstem: "Uwolnij ciało". Autorem tego filmu jest młody student holenderski.

 

Polskie MSZ wystosowało gwałtowny protest wobec tak skandalicznej reklamy żądając od holenderskich władz usunię-cia tego filmu oraz wskazania i ukarania jego autora. Zawiadomiono również o sprawie Niderlandzki Komitet Oświęcimski, Fundację Anny Frank oraz Centrum Dokumentacji i Informacji o Izraelu (instytucje zajmujące się sta­tutowo walką z antysemityzmem i rasizmem). Potrzeba było wielu dni aby wreszcie ten brudny filmik został usunięty ze stron internetowych.

 

Na list protestacyjny ambasadora dr. Jerzego Margańskiego do redakcji "Tribune de Genève", jej naczelny p. Dominique von Burg zareagował jak człowiek uczciwy i światły: „List Pana z 27 zwrócił naszą uwagę. Jak Pan zapewne sam się zorientował chodzi tu o niezamierzony błąd. Natychmiast dokonaliśmy sprostowania i proszę wierzyć w nasze szczere zamiary. Proszę przyjąć, Panie Ambasadorze, nasze najlepsze życzenia”. Po czym opublikowano tekst sprostowania: „Oświęcim, niemiecki obóz w Polsce, a nie obóz polski, jak to błędnie twierdziła legenda w naszej publikacji z 26 stycznia. Choć niezamierzony, błąd ten zaszokował wielu naszych czytelników, w tym Ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej, za co wszystkich przepraszamy”. Okazuje się, że to co pisałem w numerze poprzednim – należy reagować na zakłamywanie wydarzeń czasu przeszłego!

 

Zareagowała i to już parę lat wcześniej p. Maria Staff Jaeggi listem w dość ostrym tonie na publikację w Weltwoche wypowiadając jednocześnie abonament tego tygodnika. W liście do nas p. Maria napisała - Ma Pan rację! Każdy z nas powinien poczuwać się do obowiązku prostowania nieścisłości, kłamstw i skandalicznych fałszerstw historii. Załączoną kopię mojego listu do „Weltwoche” przesyłam jako przykład na potwierdzenie Pańskich argumentów. Jak Pan z daty listu wnioskuje, tego rodzaju akcje trwają już od lat....

 

Również dr Rupp sięgnął po pióro w odzewie na „głupotę czy złośliwość?” paryskiej gazety „Le Monde”, wysyłając im świetną konstrukcję ironii. Tylko czy zrozumieli?...

 

To zaledwie trzy przykłady reakcji Czytelników po opublikowaniu tekstu Ignorancja? Zła wola? Czy tylko głupota?  (NG nr 1 / 2005). Telefonów było więcej – wszystkie w takim samym tonie, potwierdzające, że poprzez milczenie na prowokacje pseudohistoryków  czy też skandalizujące publikacje prasowe dajemy jakby przyzwolenie na kłamstwo i zaśmiecanie historii naszego kraju stając się niemymi świadkami tego procederu. A przecież nie zawsze tak być musi.

 

                                                                                             Tadeusz M. Kilarski