|
Do Czytelników…
To jeden z pierwszych rozdziałów książki przygotowanej do druku. Opublikowałem go w całości. Nie można go było podzielić, tak jak nie można rozdzielić zbrodniczej nocy z 12 na 13-go grudnia 1981 r. od następującego po nim upiornego poranka zajechanej czołgami Polski.
To już tyle lat… a przecież obrazy wyraźne jak z dnia wczorajszego… … Emila na spotkanie wieczorne u przyjaciół nie zdołałem namówić. Zresztą nawet bardzo nie nalegałem. Był zmęczony i to było widać. Ostatnie tygodnie napięte i pozbawione normalnego snu, uczestnictwo w rozmowach strajkowych w Brzostku i stałe dyżury w siedzibie Solidarności w Jaśle były wyczerpujące. „Poczytam trochę i położę się wcześniej spać – usłyszałem jako kontrargument na moją propozycję. Lubił czytać, zawsze czytał dużo. Nie sądziłem, że nasze następne spotkanie nastąpi dopiero po pięciu miesiącach w więzieniu w Załężu, w okolicznościach wręcz nieprawdopodobnych.
Wracając ok. 1 w nocy ze spotkania z przyjaciółmi, zauważyłem niecodzienną częstotliwość kursowania „suk” czyli wozów milicyjnych. Krążą jak psy spuszczone z łańcucha – pomyślałem. Kiedy już byłem na mojej ulicy - Wincentego Pola – jedna wręcz zatrzymała się przyglądając mi się uważnie. Nawet nie zapytali. Wróciwszy do domu, wziąłem słuchawkę telefoniczną chcąc zadzwonić do gospodarzy spotkania wieczornego, by im przekazać, iż „gliny świrują”. Telefon bez sygnału był jedynie złomem. Przekonany, że znowu Poczta Polska nawala, położyłem się spać…
Przebudzenie miało coś z Kafki. „Synu w Polsce wojna” – usłyszałem słowa Mamy na pobudkę. Jaka wojna ? W Polsce ? Wstałem i poszedłem do pokoju z telewizorem. Jaruzelski na zmianę z paroma indywiduami uważającymi się za dziennikarzy ubranymi w mundury, szczekali o stanie wojennym. Ten człowiek oszalał – krzyknąłem patrząc na generała. Wojna z własnym narodem? To niemożliwe aby był takim... Wtedy wpadła mi do głowy myśl wręcz kojąca – Mamuś, on wyprowadził wojsko z koszar, aby nie dać się Sowietom zakorkować jak Czesi i Słowacy w 1968 roku. Byłem naiwny… A przecież Emil mi wciąż powtarzał, że Jaruzelski jest taki sam, jak ci wszyscy poprzedni, bo jest produktem tego samego zbrodniczego systemu… Rany boskie – Emil !!! - wrzasnąłem, pośpiesznie ubierając się. Na twarzy Mamy widziałem przerażenie wywołane moim wyjściem z domu, ale Ona wiedziała, iż Emil był moim wiernym i niezawodnym przyjacielem, i że i tak mnie nie powstrzyma przed wyjściem na ulicę nieznanego stanu wojennego. Uważaj na siebie – szepnęła cicho. Nie martw się – odparłem.
Wyszedłem na ulicę. Plątali się, ale nie zaczepiali. Bez przeszkód doszedłem do bloku, w którym mieszkał Emil. Wszedłem na 1 piętro. Spojrzałem na drzwi mieszkania wybite kopnięciem jakiegoś bydła. Spłakana Mama Emila wtuliła się we mnie. Ojciec, próbował się trzymać, chociaż zaczerwienione i spuchnięte powieki oddawały obraz nieszczęścia tego jakże wspaniałego człowieka. Słuchałem tego co wydarzyło się zaledwie kilka godzin wcześniej i byłem wściekły na siebie. Dlaczego nie wyciągnąłem Emila na nasze spotkanie? Dlaczego tak łatwo odpuściłem? Gdyby był z nami, na pewno nie wpadłby w łapy esbeków? Nie wiemy nic, gdzie ich wywieźli, co z nimi zrobili… Jeśli Jaruzelski nie potrafi zrozumieć dlaczego dla milionów Polaków jest zbrodniarzem, to dlatego, że nie ma cywilnej odwagi spojrzeć w oczy rodzinom tysięcy osób, których zatrzymano w przestrzeni niewiedzy. Będąc w 20-tym stuleciu, zachował się jak średniowieczny oprawca. Prymitywny i mściwy.
Co było dalej – wszyscy wiemy, a jeśli nie – to powinniśmy wiedzieć!!! Emil siedział. Byli następni. To, że Wałęsa jest Wałęsą to dzięki temu, że byli właśnie tacy jak Garbarczykówne, Mastejowie, Tomasikowie…A było ich tysiące!!! Szkoda tylko, że Wałęsa tak łatwo o tym zapomniał…
Załęże pod Rzeszowem. W swoich zapiskach o naszym spotkaniu 8 maja, Emil napisał „chyba tylko jemu takie rzeczy mogły się wydarzyć” To prawda. Ale to był pomysł małżonki Emila. Jestem w ciąży, a ty jako kuzyn opiekujesz się mną – stwierdziła Misia. Więzienie przywitało nas „poczekalnią” Władza ludowa musiała pokazać kto rządzi. Osły. Trzymali rodziny internowanych na zewnątrz ze zwierzęcą perwersją zadowolenia, że jeszcze coś mogą, ot gówienko, ale rzucą… błazny. Pytali czy z rodziny. Tak, kuzyn – odparłem. Wpuścili. Sala wizyt, pełna ludzi. Wchodzi Emil, wita się z małżonką. Kleją się do siebie niczym posmarowani butaprenem, tylko ręce jakoś intensywnie pracują. Gryps – myślę. Ale Misia nawet spojrzeniem powiek nie pokazuje. Początkowo miałem do niej żal, że mi o tym nie powiedziała. Ja też potrzebowałem czasu. Dlaczego miała mi o tym mówić? Byłem przyjacielem jej męża, ale to on mnie znał lata – nie ona. Zrozumienie potrzebuje czasu.
Podchodzi jakiś w mundurze. Wymienia moje nazwisko i mówi, że jestem tu nielegalnie, bo tylko rodziny mogą mieć widzenie. Patrzę na niego i mówię spokojnie, że w takim razie będą mnie musieli po prostu wynieść. Emil, patrząc klawiszowi prosto w oczy, powoli podnosi się z krzesła. Obserwuję salę, która zalega w napiętym milczeniu. Klawisz rozgląda się dookoła i machając ręką mówi – „dobra, tym razem niech już tak będzie”….
„Zapiski internowanego” są pozycją, która powinna znaleźć się w bibliotece każdego historyka zainteresowanego stanem wojennym w Polsce, każdego czytelnika, który chciałby poznać prawdę a nie legendę czasu uwięzienia tysięcy Polaków.
Napisana językiem bezpośrednim, bez patosu i pozy męczeństwa, choć doprawdy męczeństwa dotyka, dociera do zwojów świadomości swoją prozą przekazu. Nic tu nie jest na pokaz, nic przejaskrawione, bolący obraz internowania. Jej rangę i wartość podnoszą spora ilość opublikowanych dokumentów, stempli, znaczków i listów internowanych, mające wymiar unikatowy.
I coś jeszcze! Pomimo całej brutalności i mściwości z jaką spotkał się autor ze strony siepaczy systemu, te wspomnienia nie zieją nienawiścią, nie zawieraj żądzy odwetu. To jest smutna i bolesna literatura faktu!!!
Wszystkich Czytelników pragnących zapoznać się z całością tej książki, informujemy, iż będzie ona dostępna na rynku wydawniczym w pierwszej połowie 2006 roku. Zamówienia na tę pozycje (cena 30 CHF) proszę kierować na adres:
Naszej Gazetka Postfach CH - 8332 Russikon Szwajcaria
lub
mail nasza-gazetka@dplanet.ch
Uwaga! wpłatę będzie można dokonać z chwilą wydania książki, o czym oddzielnie poinformuję Czytelników.
Tadeusz M. Kilarski – Red. Naczelny NG
|