Teczki, agent...

 

Rys. T. Krotos

Teczki…

 Sprawa teczek i list współpracowników byłej Służby Bezpieczeństwa (28.XI.1956 – 9.V.1990) wywołuje ciągle dyskusje oraz spory. Mijają lata, a problem nieustannie powraca, stając się niekiedy elementem rozgrywek politycznych. Nadal brakuje stanowczych i jednoznacznych kroków zmierzających do ustalenia i ujawnienia prawdy. Nie sprzyjają temu polskie media, będące w znacznej mierze tubą jednej opcji politycznej. Spróbujmy w ogromnym skrócie przyjrzeć się niektórym wątkom całego zagadnienia.

 

PRL i agentura

 Ilość teczek sporządzonych przez pracowników resortu spraw wewnętrznych ocenia

się na około 3 miliony. Część z nich zostałacałkowicie zniszczona. Zasadniczo likwidację przeprowadzono w okresie od września 1989 r. do marca 1990 r., a więc już za rządów premiera T. Mazowieckiego. Jednak wśród tego co pozostało, znajdują się dokumenty lub ich ślady, świadczące o różnych formach współpracy wielu osób. Warto zaznaczyć, iż pewna ilość teczek zachowała się w całości, a inne tylko częściowo.

 

Zgodnie z Zarządzeniem nr 006/70 ministra spraw wewnętrznych z 1 lutego 1970 r. w sprawie pracy operacyjnej Służby Bezpieczeństwa resortu spraw wewnętrznych wyróżniono następujące formy współpracy (osobowe źródła informacji): tajny współpracownik (TW - popularnie zwany agentem), kontakt operacyjny (obywatelski), kontakt służbowy i konsultanci. W tej grupie, tajni współpracownicy, stanowili dla SB najcenniejsze źródło informacji. Były to osoby świadome podjętej współpracy, celowo do niej pozyskane i zobowiązujące się do zachowania tajemnicy aktu współpracy. Podczas bezpośrednich spotkań z funkcjonariuszem, które były podstawową formą kontaktu, przekazywali pisemne informacje o wykonaniu wcześniej zleconych zadań. Tylko w wyjątkowych wypadkach informacja była przyjęta ustnie, a następnie opracowana przez oficera prowadzącego w formie notatki. Zarówno funkcjonariusze jak i ich agenci interesowali się życiem społecznym, gospodarczym, politycznym i kulturalnym. Metodycznie gromadzono również informacje na temat organizacji i stowarzyszeń wyznaniowych (pion IV), ze szczególnym uwzględnieniem Kościoła Katolickiego, który zwalczano wszelkimi środkami. 

 

Tajny współpracownik wpisywany był zawsze do Dziennika Rejestracyjnego Agentury, prowadzonego przez Wydział „C” (archiwum) Komendy Powiatowej MO, a od 1975 r. Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych. Podawano w nim imię, nazwisko, dane osobowe i datę pozyskania. Akta tajnych współpracowników gromadzono w dwóch rodzajach teczek: teczce pracy i teczce personalnej. Pierwsza z nich zawierała doniesienia TW oraz sporządzone w oparciu o nie raporty prowadzącego go funkcjonariusza, a w skład drugiej wchodziła dokumentacja dotycząca werbunku, pisemne zobowiązanie do współpracy (przeważnie takie składano), pseudonim lub pseudonimy agenta, pokwitowania za otrzymane wynagrodzenia, okresowe oceny jego działalności, charakterystyka itp. Po zakończeniu współpracy obie teczki przekazywano do archiwum, przeważnie łączono w jedną i opatrywano sygnaturą „I” (jedynka rzymska), co oznaczało tajnego współpracownika lub kandydata na TW (kTW).

 

Należy podkreślić, iż prowadzenie fikcyjnego agenta przez oficera SB, a więc sztuczne wytworzenie wszystkich potrzebnych dokumentów, dokonanie odpowiednich wpisów i oszukanie wewnętrznego systemu kontroli obowiązującego w resorcie, było w praktyce prawie niemożliwe. Dotychczas nie stwierdzono ani jednego przykładu sfałszowania teczki tajnego współpracownika.

 

Emigracja

 

Jest rzeczą oczywistą, iż wszystkie tzw. „ośrodki dywersji ideologicznej i politycznej” na Zachodzie były penetrowane i rozpracowywane przez samych funkcjonariuszy SB (pion I - wywiad; nie należy go mylić z wywiadem wojskowym) jak i ich współpracowników. Często zostawały nimi osoby zatrudnione w polskich biurach podróży, firmach działających za granicą, osoby wyjeżdżające na pobyt czasowy. Wśród tajnych współpracowników nie zabrakło również Polaków mieszkających na stałe poza krajem.      W placówkach dyplomatycznych PRL, przeważnie na stanowiskach sekretarzy ambasady, radców czy attaché, byli zatrudniani oficerowie wywiadu. W oparciu o nich tworzono sieć rezydentur w ważniejszych krajach kapitalistycznych i państwach należących wówczas do NATO. Rezydentury prowadziły działalność obejmującą obszary związane z polityką, gospodarką i rozwojem naukowo-technicznym poszczególnych krajów. Interesowano się między innymi instytutami naukowymi zajmującymi się komunizmem, placówkami sowietologicznymi, ośrodkami polonijnymi, rozpracowywano środowiska kościelne (np. Polskie Misje Katolickie). Zajmowano się manipulowaniem Polonią, jej organizacjami, tworzeniem podziałów, wywoływaniem konfliktów oraz ich utrwalaniem.

 

Przy użyciu różnych metod pracy operacyjnej gromadzono informacje dotyczące działalności Polskiej Sekcji Radia Wolna Europa, BBC, Komitetu Wolnej Europy w Nowym Jorku, Kongresu Polonii Amerykańskiej, Instytutu Literackiego w Paryżu oraz innych niezależnych organizacji polonijnych. Dzięki agenturze uzyskiwano informacje o Polakach przebywających w obozach dla uchodźców (Austria, Niemcy) i starających się o otrzymanie azylu.

 

W stanie wojennym szczególną uwagę przywiązywano do rozpoznawania kanałów przerzutu sprzętu poligraficznego, środków finansowych, papieru, literatury z Zachodu dla podziemnych struktur Solidarności. Przy pomocy agentury rozpracowywano i częściowo zneutralizowano również zagraniczne ośrodki (np: Biuro Koordynacyjne NSZZ „Solidarność” w Brukseli, Sztokholmie czy Nowym Jorku) wspomagające podziemne struktury Związku w Polsce. Destrukcyjne działania SB były możliwe i prowadzone, między innymi przez zwerbowanych agentów, pochodzących ze środowisk emigracyjnych.

 

Co dalej?

 

Po formalnym upadku komunizmu, czyli po roku 1989,  podejmowano w Polsce różne próby o charakterze lustracyjnym. Przeważnie kończyły się fiaskiem lub namiastkami racjonalnego rozwiązania zagadnienia. Zapewne czas najwyższy, aby podjąć i rozwiązać jednoznacznie problem współpracowników SB nie tylko w kraju, ale również wśród Polonii. Niewątpliwie wymaga to rzetelnych badań i obiektywizmu, ale prawdy o niedawnej przeszłości jesteśmy warci.

 

                                                                                                        Emil Mastej