O emigracji słów kilka ...

 

Emil Mastej

W ostatnich stuleciach  różne bywały przyczyny emigracji. Opuszczaliśmy kraj z powodu powstań, wojen, prześladowań, w poszukiwaniu chleba czy polepszenia warunków życia lub zrobienia tzw. kariery. Dzisiaj dla Polaków otwiera się Europa. Jesteśmy świadkami masowej fali emigracji przeważnie osób młodych. Są zdesperowane, zawiedzone lub pozbawione nadziei na normalne życie w Ojczyźnie. Szczególnie brak pracy, tzw. perspektyw, a może i chęć sukcesu, sprawdzenia się czy bycia kimś stanowi motywy podejmowanych decyzji. Nie zawsze wiedzą co ich czeka po przekroczeniu granicy i jak wyjazd może wpłynąć na ich życie. Przeważnie nie potrafią ogarnąć, nawet oczami wyobraźni, rodzaju i zasięgu problemów - wyzwań na nich czekających. Bez względu jednak na motywy podejmowanych decyzji, wobec wszystkich opuszczających kraj, powstaje problem integracji lub asymilacji w nowym miejscu zamieszkania.

 

Niewątpliwie można mówić o różnych modelach integracji obcokrajowców w nowym społeczeństwie. Jeden z nich polega na uwzględnieniu trzech istotnych elementów (warunków), a więc języka, pracy, koleżeństwa i przyjaźni. Są one jednakowo niezbędne i konieczne, podobnie jak każdy z boków trójkąta jest niezbędnym i koniecznym do utworzenia płaszczyzny tej figury.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rys. Tadeusz Krotos

 

Podstawową sprawą dla opuszczających kraj jest dobra znajomość języka obcego lub szczera chęć jego opanowania. Prawda oczywista, ale jej treść nie zawsze jest należycie zrozumiana i uświadomiona. Niekiedy zauważa się przesadny optymizm w tej materii. A przecież język jest niezbędnym narzędziem komunikowania się, przekazywania informacji, dzięki niemu jesteśmy w stanie wyrażać nasze myśli, pragnienia, opisywać stany emocjonalne itd. W nowym kraju jesteśmy postrzegani i odbierani przez pryzmat właśnie tych umiejętności. Krótko mówiąc jak cię słyszą, tak cię piszą. Nawet doświad­czenie potoczne wskazuje, iż ludzie posługujący się sprawnie i biegle językiem, odbierani są przeważnie przez otoczenie jako osoby inteligentne, wykształcone; po prostu wywołują dobre, zawsze pozytywne wrażenie, chociaż nie musi to odpowiadać obiektywnemu stanowi rzeczy. Dzięki dobrej znajomości języka (nie chodzi o tzw. dukanie, czy kaleczenie) jesteśmy w stanie nawiązywać kontakty, zawierać poważne znajomości z nowymi osobami, możemy i powinniśmy poznawać kulturę i historię nowego kraju, obowiązujące tam zwyczaje i obyczaje, kody i sposoby adekwatnego oraz skutecznego zdobywania wiedzy i pożytecznych w życiu codziennym informacji. Po prostu język jest kluczem. I to zasadniczo dzięki niemu jesteśmy w stanie próbować otworzyć drzwi prowadzące do uzyskania pracy. To ona, obok języka, wyznacza stopień naszego wchodzenia (integracji) w nowe środowisko za granicą. Powinna być nie tylko źródłem zdobywania środków finansowych na utrzymanie, czy formą tak zwanego dorabiania się, ale miejscem pogłębiania znajomości języka, umiejętności zawodowych i nawiązywania bliższych kontaktów z tymi, którzy są urodzonymi obywatelami danego państwa. Oczywiście, koleżeństwo, przyjaźń zdobywa się nie tylko w miejscu pracy, ale również w środowisku w którym zamieszkujemy.

 

Jeśli nawet stosunkowo nietrudno przychodzi niektórym emigrantom opanować język obcy, otrzymać pracę, chociaż nie zawsze zgodnie z posiadanym wykształceniem, kwalifikacjami czy ambicjami, to jednak najtrudniejszą sprawą pozostaje nawiązanie trwałych więzów koleżeńskich i przyjacielskich poza kręgiem własnych rodaków.

 

Nawet biegła znajomość języka i posiadana praca niczego tutaj nie gwarantuje, chociaż może wiele ułatwiać. Niewątpliwie duży wpływ mogą odegrać również nasze cechy osobowe, sposób bycia, umiejętność dostrzeżenia i zrozumienia różnic o charakterze kulturowym, obyczajowym jak i również światopoglądowym. Emigrantom nie zawsze udaje się zaakceptować odmienność nowego społeczeństwa. A przecież niekiedy spotykane różnice są ogromne. Popełnia się błąd oczekując, a może nawet żądając, iż to nowe otoczenie powinno się dostosować do naszych wymagań, pragnień i naszego sposobu postrzegania oraz interpretowania świata.

 

Potrzeba zatem postawy rozumnej pokory wystrzegającej się kompleksów i bałwochwalczego zachwytu wobec tego co nowe, ale również odrzucenia przesadnego krytycyzmu i zgorzknienia wobec nowej rzeczywistości. Przypatrzmy się na przykład naszym oczekiwaniom wobec emigrantów przybywających do Polski. Wydaje się nam czymś oczywistym i naturalnym, iż nauczą się języka polskiego, zaczną uczciwie pracować i zaakceptują naszą kulturę, zwyczaje, a nawet sposoby polskiego myślenia i postępowania. Można przypuszczać, iż podobne lub takie same kryteria stosuje się wobec polskich emigrantów w nowych społeczeństwach.

 

Niewątpliwie integracja jednostki w obcym kraju jest procesem, zazwyczaj długotrwałym i mozolnym. Oczywiście potrzeba aktywnej postawy, dobrej woli, cierpliwości i zrozumienia z obu stron, ale właściwie to przybysze powinni wykazać duży rodzaj otwartości wobec dorobku kulturalnego i cywilizacyjnego nowego kraju. Emigranci mają szanse na ubogacenie własnej osobowości, niemniej jednak wszystko co mogą osiąg­nąć w sferze materialnej i duchowej wymaga wytrwałego, świadomego i systematycznego wysiłku oraz postawy otwartości. Zasadniczo nic nie przychodzi darmo, szybko i przypadkowo. Osoby emigrujące zaczynają, w pewnym sensie, swoje życie od nowa, powinny być przygotowane nie tylko na sukcesy i powodzenie, ale również gotowe na ewentualne porażki i rozczarowania. Te ostatnie będą tym boleśniejsze, im bardziej uwierzyły w mity i lukrowane opowiadania o poziomie i łatwości życia na tzw. Zachodzie. A po pewnym czasie, kiedy już się zadomowią za granicą, muszą być również gotowe na zmierzenie się z pytaniami: kim jestem? Co znaczy być Polakiem żyjącym w innym kraju? lub jak zachować własną tożsamość, a jednocześnie umieć przyjąć to co dobre i wartościowe z nowego otoczenia?

 

Odpowiedzi na nie mają zawsze praktyczne konsekwencje, wpływają na ludzkie życie. A ono nieustannie poddaje nas próbom i wyzwaniom, niezależnie od pochodzenia, miejsca naszego zamieszkania i posiadanych dóbr materialnych.   

 

                                                                                                       Emil Mastej