Rocznica piekąca...

 

Księżyc w poświacie kładącej się po płaszczyźnie spokojnego Adriatyku. Stoję na tarasie prawie zawieszonym nad tym pięknym morzem i patrzę w tę uroczą przestrzeń. Cisza poza mną... chaos we mnie...

 

Kilka godzin wcześniej, w średniowiecznym kościółku w Trogir w Chorwacji zamykam powieki, by znaleźć się w odległym Einsiedeln, gdzie ks. Prałat Włodzimierz Czerwiński odprawia Mszę św. modląc się również za spokój duszy Piotra, mojego Ojca. Widzę alejkę Jasielskiego cmentarza, widzę ten, jakże mi znany Jego grobowiec. Widzę małżonkę zapalającą świece za swoją Babcię i mojego Ojca w chorwackim kościele. Przestrzeń i czas zmieszane w tyglu przemijania. Odmawiam pacierz i... wracam do czasu teraźniejszości...

 

To kilka godzin wcześniej. Teraz, spoglądam na spokój fal. I te bluźniercze pytania – kim byłbym gdyby nie odszedł ? Jak potoczyłaby się moja ścieżyna życia ? Przecież to również tam na tych cmentarnych koleinach powstawała i kształtowała się moja świado­mość i pokora wobec świata i ludzi, to postrzeganie Drugiego jako istotnej postaci... 

 

Patrzę przez szklane drzwi tarasu na Elżbietę otoczoną snu ciszą. Jest moim krwioobiegiem. Świat bez niej byłby światem ruin... Ona tego nie wie, wystarczy, że ja wiem.

 

Biorę długopis, który zawsze gdzieś plącze się w pobliżu, brak mi kartki, ale znajduję kopertę zapisaną po jednej stronie. I już wiem, że idę na spotkanie, nie pierwsze – i wierzę głęboko, że nie ostatnie – na spotkanie z Postacią mi tak nieodzowną i której tak wiele zawdzięczam – Ojcem!

 

 

                                                                    Ojcu.....  w 50 rocznicę śmierci...

 

Gdy odchodziłeś, jeszcze nie wiedziałem

Czym dla mnie będzie szum cmentarnych ścieżek

Jak mocno wchłonę treść pojęcia wierzę!

W postać... z którą słowa zamienić nie miałem...

 

Są różne śmierci, lecz każda otchłanią

Głębią smutku, nicością, bezkresem rozpaczy

W których dni kolejne nic więcej nie znaczą

Niż zjaw sny powrotne, co jedynie ranią.

 

Są różne śmierci i każda trzęsieniem

Dla tych, którym przyszło pozostać i wierzyć...

Z ruin świat odbudować, by w tym nowym przeżyć

W symbiozie z goryczą i osamotnieniem...

 

A potem tych pytań kamienista droga –

Któż zna to lepiej, niż ja zwątpień cały

Gdy przy Twoim grobie w milczeniu krzyczałem -

Czymże miłosierdzie i przedobroć Boga?!

 

.......................................................................

 

Szum cmentarnych ścieżek z tą ciszą daremną...

Obłęd alienacji i samotność w tłumie...

Trzeba było czasu, by pojąć zrozumieć –

Że odszedłeś dla mnie ... by pozostać ze mną !!!

 

Seget Vrancija, A.D. 5 czerwca 2006

 

                                                                      Tadeusz M. Kilarski