Zranione miasto                                                                                   dr Łukasz Jastrząb

 

28 czerwca 2006 r. obchodzona będzie w Poznaniu 50 rocznica wydarzeń, które przeszły do historii jako Poznański Czerwiec 1956 r. W dniu 28.06.1956 r. w Poznaniu robotnicy poznańskich zakładów pracy wyszli na ulicę zaprotestować przeciwko złym warun­kom socjalno – ekonomicznym, zawyżanym normom produkcyjnym, ignorancji władz, które pozostawały głuche na ich postulaty, zabranym niesłusznie pieniądzom, na podstawie bezprawnie wprowadzonego podatku. Demonstracja o charakterze ekonomicznym przerodziła się w starcia zbrojne ze ściągniętym do miasta wojskiem. Zginęło lub zmarło z odniesionych ran 57 osób, a prawie 600 zostało rannych (z czego ponad 120 nie w wyniku postrzałów).

 

Przyczyn wystąpienia robotników Poznania w czerwcu 1956 r. należy szukać między innymi w bardzo złej sytuacji ekonomiczno – socjalnej w tamtym okresie. Pogarszały się warunki pracy w poznańskich zakładach pracy związane z nastawieniem na szybkie tempo rozwoju przemysłu ciężkiego. Brakowało półfabrykatów, części, narzędzi, środków ochrony osobistej, nagminne były przestoje w produkcji spowodowane brakami w zaopatrzeniu. Wyśrubowane normy powodowały nie tylko obniżenie jakości, ale też i bezpieczeństwa pracy. Robotnicy nie otrzymywali należnych deputatów węglowych, szwankowało zaopatrzenie w sklepach, ale podstawowym punktem zapalnym było wprowadzenie (niesłusznie zresztą naliczanego) tzw. podatku akordowego, który uderzył finansowo w najbardziej wydajnych i tym samym najlepiej zarabiających robotników. Pogarszająca się sytuacja następowała od 1954 r. Wielokrotne rozmowy z władzami partyjnymi, resortowymi nie dawały rezultatu. Również pobyt delegacji poznańskich zakładów w Ministerstwie Przemysłu Ciężkiego w dniu 27.06.1956 r. zakończył się niepowodzeniem. Dlatego też dnia 28.06.1956 r. postanowiono zaprotestować na ulicy. Ogniskami inicjującymi były ówczesne Zakłady im. Józefa Stalina (czyli Zakłady Przemysłu Metalowego H. Cegielski Poznań), Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego i Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne. W godzinach porannych robotnicy wyszli na ulicę, uformowali pochód i skierowali się do centrum miasta zbierając po drodze pracowników innych zakładów pracy. Aspekt ekonomiczny był podstawową przyczyną strajku robotników, ale należy podkreślić, że przecież nie wyszli oni na ulicę z dobrobytu. To panujący wówczas system stalinowski zmusił ich do protestu. System oparty na terrorze i strachu, gdzie za nie wykonanie mocno wyśrubowanego planu produkcji można było trafić do więzienia. To dlatego w późniejszej fazie demonstracji pojawiły się hasła o zabarwieniu politycznym a frustracja i nienawiść do sytemu została uprzedmiotowiona w postaci ataku na gmach Urzędu Bezpieczeństwa, jako naturalnemu symbolowi terroru.

 

Na ówczesnym palcu Józefa Stalina (obecnie plac Adama Mickiewicza) w centrum Poznania, gdzie znajdowały się siedziby władz miejskich i KW PZPR zgromadziło się około 100 tys. osób. Nie było w dziejach PRL drugiego takiego wystąpienia pod względem ilościowym – sparaliżowane zostało całe miasto. Demonstranci domagali się rozmów z władzami – w tej fazie demonstracja miała wciąż charakter ekonomiczny, choć powoli zaczęły się pojawiać hasła o zabarwieniu politycznym. Ówczesna władza popełniła ogromny błąd ignorując sytuację jaka powstała w Poznaniu. Na najwyższych szczeblach władzy zapanowała ogromna panika połączona z paraliżem decyzyjnym. Wg raportów archiwalnych, poznański Urząd Bezpieczeństwa miał doskonałe rozeznanie o sytuacji strajkowej w Poznaniu, znał nawet datę wyjścia robotników na ulicę. O wszystkim wiedziały też lokalne władze partyjne, a te poinformowały Warszawę. Meldunki zostały zignorowane. Największy chaos decyzyjny widać na przykładzie analizy sytuacji w godzinach porannych, gdy po alarmie ppłk Józefa Lipińskiego, dowódcy 10 Wielkopolskiego Pułku Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, nikt na szczeblach centralnych nie potrafił wydać decyzji o wysłaniu na ulice milicji i wojska z poznańskiego garnizonu, które mogły zablokować chociażby dostęp do gmachu UB i być może zapobiec tragedii.

O godzinie 10.00 zebrało się Biuro Polityczne KC PZPR. Na posiedzeniu byli obecni: Jerzy Albrecht, Józef Cyrankiewicz, Władysław Matwin, Jerzy Morawski, gen. bryg. Włodzimierz Muś, Zenon Nowak, Edward Ochab, Marszałek Polski Konstanty Rokossowski, Adam Rapacki, Władysław Wicha, Roman Zambrowski, Aleksander Zawadzki. Wg Protokołu nr 99, zalecono „podciągnąć do Poznania oddziały KBW i wojska”. Zgodnie ze swoimi kompetencjami, decyzję o wysłaniu wojska mógł wydać minister obrony narodowej, Marszałek Polski Konstanty Rokossowski, który – jak się dowiadujemy z wywiadu Teresy Torańskiej z Edwardem Ochabem – poprosił Ochaba o zgodę na użycie wojska, argumentując, że „on to załatwi”.

 

Rokossowski „załatwił” Poznań – do miasta wkroczyły: 10 Sudecka Dywizja Pancerna, 19 Dywizja Pancerna z 2 Korpusu Pancernego, 4 Pomorska Dywizja Piechoty im. Jana Kilińskiego, 5 Saska Dywizja Piechoty z 2 Korpusu Armijnego, wspomagane przez 10

Wielkopolski Pułk Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz wojska KBW ściągnięte aż spod Szczytna – w sumie ponad 10 tysięcy żołnierzy. Wojsko otrzymało zgodę na użycie broni dopiero o godzinie 13.00 wydaną przez Szefa Sztabu Generalnego, wiceministra obrony narodowej, gen. broni Jerzego Bordziłowskiego.

 

Zgromadzenie w centrum miasta zakończyło się fiaskiem. Tłum rozdzielił się na kilka grup – jedna wróciła do zakładów pracy, druga udała się pod więzienie przy ul. Młyńskiej (gdzie wg plotki mieli być uwięzieni robotniczy delegaci), trzecia pod gmach Urzędu Bezpieczeństwa przy ul. Jana Kochanowskiego. Po drodze zniszczona została stacja zagłuszająca Radio Wolna Europa. Tłum, który udał się pod więzienie, wtargnął na teren aresztu i wypuścił ponad 200 więźniów (nie było wśród nich więźniów politycznych) i zabrał broń strażnikom więziennym. Zdemolowane też zostały sąsiadujące gmachy sądu i prokuratury – akta wyrzucono na ulicę i spalono. Niestety w przeważającej większości były to akta spraw alimentacyjnych, rodzinnych i księgi wieczyste. Na ul. Młyńskiej padły też już strzały – demonstranci „wypróbowywali” broń odebraną strażnikom – raniąc przypadkowo dwie osoby.

 

Demonstranci, który udali się pod gmach Urzędu Bezpieczeństwa usiłowali wtargnąć do jego wnętrza, zdobyć go, spalić. Przed godziną 10.00 z Warszawy przyszło polecenie, by przygotować gmach UB do obrony, pomimo że wszelkie wydarzenia w Poznaniu toczyły się daleko od budynku UB. Niektórzy funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa nie wytrzymali napięcia i samowolnie opuścili budynek UB. Gmach ten był jednak całkowicie nieprzygotowany do obrony. Demonstrantów próbowano rozproszyć wodą z hydrantów, w kierunku gmachu poleciały kamienie i butelki z benzyną. Padły strzały. Część historyków dużo czasu poświęca na debaty nad tym, kto pierwszy oddał strzał w Poznańskim Czerwcu 1956 r. – czy demonstranci czy funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa ? Osobiście uważam, że sprowadzanie winy i odpowiedzialności za Poznański Czerwiec 1956 do kwestii „pierwszego strzału” jest myśleniem błędnym. Bo jeśli nawet „pierwszy strzał” padł ze strony demonstrantów, to czy ściągnął odpowiedzialność z systemu za przeszło dekadę stalinizmu ? Obojętnie, z której strony padłby strzał – do wydarzeń i tak by doszło. Wśród atakujących panowała ogromna determinacja, a nienawiść do tamtego systemu została spersonifikowana w osobach funkcjonariuszy UB broniących budynku. Pierwsze ofiary śmiertelne padły jednak prawdopodobnie z rąk demonstrantów – zastrzelono najpierw przypadkowo 26-letniego studenta i 25-letniego inżyniera przybyłego spoza Poznania na Międzynarodowe Targi Poznańskie, a następnie śmierć w gmachu UB poniósł 31-letni oficer. Władza przestraszyła się niekontrolowaną eskalacją wydarzeń w Poznaniu i w panice ściągnęła do Poznania ogromne ilości wojska. Wojska pancerne szybko zablokowały część miasta, w której znajdował się gmach UB, wypierając uzbrojonych demonstrantów (broń pochodziła m. in. z rozbitej zbrojowni więzienia oraz posterunków MO). Cywile posiadający broń zaczęli obsadzać dachy budynków, wieże skąd prowadzili niekontrolowany i bezładny ostrzał nie tylko do żołnierzy ale przede wszystkim do ludności cywilnej, siejąc powszechną grozę. W wyniku strzałów na terenie miasta zginęło o 40 % więcej osób niż w rejonie początkowych walk wokół gmachu UB.

 

Siły wojskowe opanowały sytuację w późnych godzinach nocnych, strzelanina wygasła 29.06 rano, choć można było jeszcze usłyszeć pojedyncze strzały 30.06. Nie można zatem mówić – jak to się w niektórej literaturze przyjmuje – o trzydniowych walkach.

Wymiana strzałów trwała kilka godzin. Bilans zajść był straszny – zginęło lub zmar ło z ran 57 osób (49 cywilów, 4 żołnierzy, 3 funkcjonariuszy UB i 1 milicjant). Wielka szkoda, że na apelu poległych podczas tegorocznych uroczystości rocznicowych będą wyczytane tylko cywilne ofiary. Wszyscy, którym nie było dane wrócić tamtego dnia do domu, są ofiarami Poznańskiego Czerwca 1956 r., niezależnie, po której stronie wtedy stali. Ponad 80 % poległych było ofiarami przypadkowymi (w tym 15 dzieci i młodzieży do lat 18). Ludzie ginęli idąc do pracy, po zakupy, stojąc często jako gapie w tłumie. Odnotowano też przypadek zastrzelenia żołnierza przez wartownika na posterunku – zabity nie podał hasła. Dantejskie sceny rozgrywały się po obu stronach barykady.

   

Tłum zlinczował 26-letniego wartownika UB, a żołnierze zakłuli bagnetami 19-latka. Rannych zostało około 600 osób, ale co ciekawe – ponad 120 nie miało ran postrzałowych tylko np. otarcia, złamania, skaleczenia. Aresztowano prawie 800 osób, z których większość zwolniono po przesłuchaniu. Część aresztantów brutalnie pobito. Formułowano 51 aktów oskarżenia dla 135 osób w większości z paragrafów za które groziła kara śmierci. W wrześniu 1956 r. ruszyły procesy przerwane później przez przemiany październikowe. Skazano tylko trzy osoby za zamordowanie 26-letniego kaprala Urzędu Bezpieczeństwa. Straty materialne w wyniku zajść szacowano na 5 milionów ówczesnych złotych. Odnotowano całkiem niepotrzebne akty dewastacji, kradzieży I wandalizmu. W lipcu 1956 r. nastąpiły podwyżki płac, zaczęto zwracać niesłusznie naliczony podatek, poprawiono warunki pracy.

 

Poznański Czerwiec 1956 r. niewątpliwie przyspieszył rozpad ery stalinizmu w Polsce, ale nie był on jedyną tego przyczyną. Na przemiany w 1956 r. miało wpływ wiele czynników jak np. XX Zjazd KPZR. Nie mniej jednak wydarzenia w Poznaniu były ogromnym szokiem nie tylko dla mieszkańców Poznania, ale również dla władzy. Pojawiają się też opinie, że Poznański Czerwiec 1956 r. był prowokacją w rozgrywkach między frakcjami w PZPR – „puławianami” i „natolińczykami”. Od pewnego czasu toczy się dyskusja odnośnie nazewnictwa tych wydarzeń. Forsowana jest w Poznaniu przez wąską grupkę lokalnych zwolenników nazwa „powstanie”. Należy jednak bardzo ostrożnie do tego podchodzić. Osobiście zgadzam się w pełni ze słowami prof. Wiesława Władyki, który na konferencji w Instytucie Zachodnim 13.06.2006 r., zaapelował, by Poznańskiego Czerwca 1956 r. nie nazywać powstaniem, bo można narazić się na krytykę lub drwinę. Prof. Wiesław Władyka stwierdził też – całkiem słusznie – że na tej samej zasadzie możemy mieć powstanie ursusko – radomskie 1976 r.

 

21 czerwca 2006 r. Sejm przyjął poprzez aklamację uchwałę ustanawiającą dzień 28 czerwca „Narodowym Dniem Pamięci Poznańskiego Czerwca 1956 r.” W pierwotnej wersji miał być „Dzień Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 r.” Sejm jednak w swej roztropności ostudził zapędy niektórych poznańskich posłów, którzy złożyli taki wniosek. Niezależnie od semantycznych sporów, należy się tym wydarzeniom pamięć bo był to jednak najtragiczniejszy dzień w powojennej historii Poznania, dzień, którego nie przeżyło przecież 57 osób, zabitych w ciągu kilku godzin…

 

                                                                                                 Dr  Łukasz Jastrząb   lukas7712@wp.pl

 

P. S. Chciałbym podziękować Panu dr. Zbigniewowi Kumosiowi z Instytutu Badań Naukowych im. gen. Edwina Rozłubirskiego z Warszawy, który wsparł finansowo część moich badań nad Poznańskim Czerwcem 1956 r. oraz wydał moją książkę.

 

Od Redakcji: dr Łukasz Jastrząb (ur. 1977 r. w Poznaniu), historyk, politolog. W 2005r. obronił, napisany pod kierunkiem prof. dr. hab. Wiesława Olszewskiego, doktorat w Instytucie Historii UAM w Poznaniu dotyczący Poznańskiego Czerwca 1956 r. Ukazał się on drukiem pt.: „Rozstrzelano moje serce w Poznaniu” Poznański Czerwiec 1956 r. – straty osobowe i ich analiza, Wydawnictwo Comandor, Poznań – Warszawa 2006.