Do Czytelników NG słów kilka...

 

                 

1 listopada. Zuryski cmentarz i grób Tadeusza Wojnarskiego. Zapalam kolejne znicze – za Ojca leżącego w odległym Jaśle, za Babcie Elżbiety w odległej Promnie, za Jana Pawła II Wielkiego w dalekim Rzymie, za... Boże... jakże wydłuża się lista tych, których znałem osobiście i już odeszli. Teraz dołączyli do nich Witold i Czesław.  Witek pisywał do NG. Był mocno wierzący i takie były jego teksty. Nieraz mieliśmy zróżnicowane poglądy, ale rozmawialiśmy o nich zawsze ze spokojem i wzajemnym zrozumieniem. Wiadomość o jego śmierci była szokiem, bowiem nic nie wiedziałem o jego chorobie.

 

Inaczej w przypadku Czesia. Jego przyjaciele i bliscy znajomi, do których mogłem  zaliczać się wiedzieli, że nieuleczalna choroba wolno go obezwładnia. Jednak obraz jaki mi pozostaje to Czesiu z naszych rapperswilskich spotkań, to przesym­patyczna postać, pełna ciepła i dobrotliwości. To obraz człowieka otwartego i życzliwego.  I taki wizerunek Czesia we mnie pozostanie...

 

Mamy „Krakowianina” w Pfaeffikonie – tym zuryskim. Restauracja – Pub - „Krakauer”. Na otwarciu nie byłem – czasu zabrakło, a właściwie umiejętności bycia jednocześnie w dwóch odległych miejscach. Odwiedziłem więc lokal w zwykły wieczór. Wystrój wnętrza od razu przypomniały mi pierwsze lata studiów i uroczą „Karczmę lubelską”. Zjadłem pierogi – na pewno nie tak do­bre jak u mamy czy teściowej, ale i na to też nie liczyłem, wypiłem Żywca i stwierdziłem, że będę tu bywał. Domu Polskiego nie mamy od lat, miejsca, gdzie or­ganizacje polonijne mogłyby się regularnie spotykać również. Tułają się one po róż­nych kawiarniach, a tutaj i kubatura (2 sale) i polskie jedzenie w tle z polską muzyką i godziny otwarcia długie (do 5 rano w weekendy).

 

Rozmawiałem z właścicielem, sympatyczny młody człowiek, chcący robić coś dobrze, więc myślę, że jest szansa na stworzenie stałego miejsca do spotkań Polonii zuryskiej, miejsca, do którego idę wiedząc, że spotkam zawsze kogoś mówiącego po polsku, czy zatańczę przy polskiej muzyce. Aby tak się stało, dużo zależy także od nas samych. Jeśli mamy jakieś uwagi – przekażmy je, ale niech to nie będzie jedynie krytykanctwo sprowadzające się do totalnej negacji. My też nie robimy wszystkiego doskonale. Na „Andrzejki” jesteśmy w Vevey, ale sądzę, że Sylwestrowy wieczór z Elżbietą spędzimy w Krakauer – w szwajcarskim Krakusie.

 

Obserwuję tę najmłodszą stażem Polonię. Więcej w niej otwartości, mniej zgorzknienia, brak uzurpacji pouczania drugich. Są inni, bardziej bliscy sobie niż my, ci „z doświadczeniem”

  

                                                                                                                     Wasz Redaktor