O naszych wyborach i „niewinności kłamstwa”

Emil Mastej

 

Nie jest wymysłem filozofów, iż życie ludzkie jest formą działania, a ono wiąże się nierozerwalnie z podejmowaniem różnych decyzji. Ich konsekwencją są przeważnie konkretne czyny za które ponosimy wyłączną odpowiedzialność. To przez nie człowiek staje się dobry lub zły. Potoczne doświadczenie pokazuje, iż każdego dnia dokonujemy licznych wyborów. I od tego nie ma ucieczki, bo nawet jeśli uchylamy się od decyzji, to tym samym zajmujemy stanowisko. Krótko mówiąc, znajdujemy się w przestrzeni „albo... albo”, a swoiste „uwikłanie” w dobro lub zło moralne, jest na trwałe wpisane w życie każdego człowieka. Słusznie pisał Arystoteles, iż: „jest właściwością człowieka odróżniającą od innych stworzeń żyjących, że on jedyny ma zdolność rozróżniania dobra i zła, sprawiedliwości i niesprawiedliwości”

(Polityka, ks. I, 11). 

 

Rys. Tadeusz Krotos

 W  dziejach  myśli ludzkiej pojawiło się stanowisko pragnące umiejscowić człowieka „poza dobrem i złem” (F. Nitzsche). Wiemy jednak, co w praktyce oznaczały jego konsekwencje, czym był czerwony i brunatny terror, planowo działające fabryki śmierci i Gułag. Po tych doświadczeniach szczególnie powinniśmy być uwrażliwieni i uczuleni na nierozerwalny związek każdego działania człowieka i każdej dziedziny życia z moralnością. Zwłaszcza dotyczyć to musi działania społecznego w stosunku do innych osób, czyli bardzo szeroko rozumianej polityki. 

 

Ostatnie miesiące dostarczyły nam kolejnych przykładów „uwikłań i uzależnień” ukazujących jedynie fragmenty anatomii zła. Z jednej strony mamy do czynienia ze skandalem moralnym polityków, gdzie głównymi aktorami są niektórzy działacze partii „Samoobrona”. Nawiasem mówiąc, nie pierwsze to, i zapewne nie ostatnie, tego typu postępowanie jej członków. Z drugiej zaś strony, powraca sprawa agenturalnej przeszłości części duchowieństwa. Wśród nich, osoba ks. bp. St. Wielgusa, zajmuje miejsce szczególne, a jego postawa, wywołuje w obliczu ingresu powszechne zgorszenie, podziały i ogromne emocje, i to nie tylko wśród członków Kościoła Katolickiego.

 

Zasygnalizowany przykład dotyczący współpracy z aparatem bezpieczeństwa PRL, wpisuje się w szeroki problem zwlekania oraz zaniechania ujawnienia prawdy (lustracji) o przeszłości osób, pełniących ważne funkcje, czy to w państwie, czy w Kościele. Zarówno hierarchowie, jak i rządzący Polską politycy, dysponowali wystarczającą ilością czasu (prawie 17 lat), aby dokonać nie tylko rzetelnej i obiektywnej oceny przeszłości, ale również faktycznego oczyszczenia z tego, co było moralnie złe, lub stanowiło łamanie prawa. To byłby jeden z najskuteczniejszych środków prowadzących do rzeczywistego zadbania o dobro wspólne i wzmocnienia autorytetu wśród Polaków.

 

Zdrowy rozsądek nakazuje, aby nie występować przeciwko prawdzie, ani nie dokonywać jej relatywizacji, czy zawierać kompromisy przynoszące wymierne, lecz jedynie doraźne korzyści. Nie wolno godzić się na różne formy przemilczania, fałszu lub odcienie kłamstwa, bo to jest najprostsza droga do zniewolenia nas samych i rozkładu więzi międzyosobowych.

 

Odrzucenie elementarnych zasad moralnych w życiu indywidualnym czy zbiorowym (np. polityka, ekonomia, kultura) kończy się zawsze uderzeniem w człowieka i stanowi realne zagrożenie dla podstaw każdej wspólnoty. O tym najlepiej wiedzieć powinny nie tylko osoby obdarzone mandatem społecznym (politycy), ale również duchowni. Mocą samego człowieczeństwa jesteśmy powołani do obrony prawdy i do konsekwentnego życia w niej. To właśnie o tym, swymi wolnymi wyborami, pragnęli nas przekonać szczególni świadkowie ludzkiej godności: O. Shimek, ojciec M. Kolbe, ks. Jerzy. Uczmy się więc od najlepszych.