|
Wyrok po latach ...
|
|
Od lewej: W.Jaruzelski M. Wachowski i L.Wałęsa
|
Jak pokazują badania statystyczne, tylko nieliczna część Polaków potrafi podać dokładną datę wprowadzenia stanu wojennego. Wiedza na ten temat jest stosunkowo mała. Tylko nieliczni pamiętają, iż na Śląsku akcje protestacyjne podjęły prawie wszystkie kopalnie. Wśród nich była również kopalnia „Wujek”. Żadano, między innymi, zniesienia stanu wojennego i uwolnienia internowanych. Władza od samego początku zdecydowła o użyciu siły wobec wszystkich protestujących.
Pacyfikację „Wujka” przeprowadzono 16 grudnia 1981 r., wykorzystując oddziały wojska, milicji, ZOMO i grupę do zadań specjalnych. Zginęło 9 górników, kilkudziesięciu odniosły rany postrzałowe lub doznało zatrucia gazem, użytym podczas akcji. Bezpośrednio po zakończeniu operacji, w majestacie „prawa socjalistycznego państwa”, zadbano o zatarcie wielu istotnych śladów zbrodni. |
|
Później
odbyły się dwa procesy w sprawie wydarzeń w kopalni. Praca szła
powoli, oskarżeni i świadkowie często nie stawiali się na rozprawy,
ich obrońcy stosowali wszelkie możliwe wybiegi i sztuczki prawne,
aby postępowanie sądowe spełzło na niczym. Sąd nie dopatrzył się
winy oskarżonych i ich uniewinnił lub umarzał postępowanie. Dopiero
podczas trzeciego procesu, trwającego od dwóch i pół roku, a zakończonego
31 maja roku bieżącego, zapadł wyrok skazujący członków oddziału
specjalnego ZOMO. Dlaczego na udowodnienie winy i skazanie zabójców
należało czekać w wolnej Polsce aż 17 lat? Aż
strach pomyśleć, co by się działo w jakimś kraju, lub w ogóle na
świecie, gdyby wobec wszystkich bandziorów stosowano tak „skuteczny”
wariant dochodzenia prawdy i sprawiedliwości. A więc nie ścigano
ich zaraz po popełnieniu zbrodni, rozwadniano i odraczano sprawę,
zadowalając się dostarczanymi przez podejrzanych i świadków
zwolnieniami lekarskimi. Które z normalnych społeczeństw pozwala
sobie na takie działanie aparatu ścigania i wymiaru sprawiedliwości?
Dotykamy
niewątpliwie problemu natury ogólnej. Otóż ujawnianie prawdy o
ludobójczym systemie napotyka ciągle na dziwne przeszkody, niedomówienia
i przemilczenia. Drobnym przykładem mogą być podręczniki do
nauczania najnowszej historii, w większości krajów europejskich.
Przeważnie nie mówią w sposób objektywny i rzeczowy o zbrodniach
komunizmu i jego ofiarach. Wobec komunizmu, który ojciec J.I.M. Bocheński,
słusznie i przenikliwie określił mianem „zabobonu”, obowiązuje
do dzisiaj taryfa ulgowa, zmowa milczenia, podszyta brakiem
intelektualnej odwagi. Panuje nadal dziwny paraliż woli, części tzw.
elit. Do tego dochodzi również atmosfera zażenowania lub skrępowania,
wywołana oficjalnym zakończeniem, niedawno prowadzonego flirtu, z
obcą polskiej tradycji ideologią. Po
ogłoszeniu wyroku skazującego (wyrok nie jest prawomocny) oprawców
z kopalni, obrońcy oskarżonych zapowiedzieli natychmiast złożenie
apelacji. Nie powinno to dziwić, po prostu, tak bywa w systemie
demokratycznym. Jednocześnie posypały się złote myśli i uwagi. Na
przykłąd, L. Wałęsa, komentował: „W
tej sprawie zawsze mówiłem, że trzeba wyjaśnić odpowiedzialność
miecza, ręki i głowy. To jest w dalszym ciągu tylko rozliczenie
miecza. A gdzie jest zarządzenie, gdzie są ci, którzy im to zlecili?
I gdzie jest ta głowa, która wszystkim kręciła?” Pytania
uzasadnione, uwagi słuszne. Tylko od byłego przewodniczącego „Solidarności”,
laureata pokojowej nagrody Nobla, wykładowcy zagranicznych
uniwersytetów, a w końcu osoby sprawującej kiedyś najwyższą
godność w państwie, wolno i należy oczekiwać czegoś więcej.
Powinniśmy usłyszeć, co faktycznie zmienił, w ramach
konstytucyjnie przysługujących mu kiedyś uprawnień. Zdefiniować
wyraźnie, jak przyczynił się do ujawnienia i wyjaśnienia zbrodni w
PRL-u, jak wspierał i wzmacniał procesy i instytucje demokratyczne
(„nie lewą nogę”) i jak, w rzeczywistości, wypełnił obietnice
przedwyborcze. Chętnie posłucham rzeczowych odpowiedzi, ale nie
demagogii. O
ile sobie przypominam, po dwóch wcześniejszych procesach w sprawie
kopalni Wujek, ani Wałęsa, ani Kwaśniewski, Olechowski i oświecone
towarzystwo z salonów, nie oburzało się i nie organizowało na żadnym
uniwersytecie konferencji, poświęconej przestrzeganiu w Polsce
standardów państwa demokratycznego. Nie alarmowało i nie wyrażało
o nie obywatelskiego niepokoju i troski. Zasadniczo milczało. A
przecież kto milczy, zezwala.
Emil
Mastej |