|
„M”- jak matryca
Emil Mastej
Zacznę od opisu pewnego zjawiska. Nazywam je „donosicielstwem”. Podobno uczciwi ludzie brzydzą się wszelkimi formami donosów i jej autorami. Jeśli nimi nie gardzą, to przynajmniej starają się ich unikać. Sama metoda postępowania jest raczej powszechnie potępiana i wywołuje przeważnie oburzenie. Donosiciel - nie zawsze anonimowy - przez swoje działanie, najczęściej spodziewa się odnieść wymierne korzyści. Chodzi mu, na przykład, o uzyskanie poparcia ze strony adresata donosu, wejście w jego łaski, wzmocnienie swojej pozycji, czy wyeliminowanie konkurenta. Jest nim przeważnie człowiek inteligentny, żądny uznania i ceniący szczególnie własne „EGO”. Każda linijka donosu ma być celnym i skutecznym ciosem, a całość, ma razić. Za szczelnym parawanem, ujmująco i szlachetnie brzmiących deklaracji, oraz pozornej skromności, kryje się najczęściej natura ceniąca możliwość manipulacji innymi.Rozkoszuje się zawsze owocami prowadzonych rozgrywek. One poprawiają jego samopoczucie i wzmagają apetyt. Utwierdzają w nieomylności i potwierdzają skuteczność stosowanej metody.
Te
krótki uwagi są zapewne ułomne, ale potraktujmy je jako roboczą „matrycę”.
Przyłużmy ją do pewnej opowieści. Oto ona. |
Rys. Tadeusz Krotos |
|
Jest
państwo, od kilkunastu lat niepodlegle, w którym wcześniej rządzili
źli ludzie, próbujący za wszelką cenę realizować pewną utopię.
Ku zadowoleniu wielu, po epoce kultu niekompetencji, nastąpuje przełom.
Tworzą się niezależne partie polityczne, powstaje wpływowa gazeta
(na jej czele stoi ikona-guru), społeczeństwo w demokratycznych
wyborach powołuje parlament, prezydenta, rząd itd. Dopóki rządzi
grupa poprawnych, wszystko idzie jak po maśle. Gazeta rozpisuje się na
temat pasma sukcesów stworzonych przez wybitnych fachowców,
powszechnym uznaniu wśród demokratycznych krajów i skuteczności ich
polityki zagranicznej. Jednocześnie gromi zaściankowość, ostrzega
przed rozpętaniem nienawiści, nacjonalizmem, ciemnogrodem i tworzeniem
państwa wyznaniowego. Naczelny, na swoim sztandarze, wypisuje hasło:
„NIE BĘDĘ WALCZYŁ BRONIĄ NIENAWIŚCI”. Jest niczym wyrocznia,
zawsze nieomylny, czysty moralnie, tolerancyjny, a nade wszystko łaskawy
i przyjacielski dla tych, którzy w przeszłości wybierali „mniejsze
zło” (wysługiwali się obcym, zdradzali naród, stosowali terror,
niszczyli inaczej myślących). Zasadniczo nigdy nie kryje lewicowych
poglądów i przekonań, uważając je za jedynie słuszne.
Pewnego
razu, nie jestem już nawet w stanie wymyśleć, kiedy i dlaczego,
obywatele, w wolnych wyborach zadecydowali, iż do władzy dochodzą
niepoprawni. Zaczyna się panika. Gazeta ostrzega, straszy i opisuje
sprawy tylko w czarnych kolorach. Grupy półpoprawnych i poprawnych
natychmiast przechodzą do opozycji i atakują zajadle. Jak zapewniają
słodko, pragną tylko jednego, bezinteresownie ratować państwo przed
nieuchronnie zbliżającą się katastrofą. Torpedują wszystko i
czekają. Tymczasem katastrofy nie ma. Dzieje się wręcz coś
odwrotnego, są znaczne oznaki poprawy. Wzrasta więc nerwowość w ich
szeregach. Gazeta wyjaśnia wszystkim, iż to, co niektórzy uznają za
pozytywne, to i tak by się stało i jest w ogóle niezależne od rządów
niepoprawnych. Jej inteligentny czytelnik jest przykonywany, iż jeśli
dzieje się coś dobrego w państwie (nie wolno używać słowa „sukces”),
to jest jedynie dziełem przypadku, lub szczęśliwym zbiegiem okoliczności
zewnętrznych. Po prostu, łaska ślepego losu. Co
robić, jeśli nie widać poprawy u niepoprawnych ? Należy zastosować
nowe metody. Nie będę wymyślał wszystkich. Ale, na przykład, można
sobie wyobrazić grupę byłych ministrów-autorytetów, ostro potępiających
publicznie i solidarnie, głowę państwa (też niepoprawny), że nie
wyjechała na jakieś, niby ogromnie ważne spotkanie. Tym zlekceważyła
partnerów i zaszkodziła interesom kraju. Oczywiście, oburzona Gazeta
natychmiast ogłasza i nagłaśnia sprawę. Za nią, niczym mantre,
nowinę powtarzają inni, w tym media zagraniczne. Następnie, prawem
bumeranga, wiadomość znowu powraca do kraju, bo przecież trzeba
informować, o tym, co inni piszą na nasz temat. Informacja
rozprzestrzenia się, niczym kręgi po wodzie. To samo dzieje się, gdy
jednemu z pracujących w Brukseli panów (eurodeputowany,oczywiście –
niedościgniony autorytet i fachowiec), nie tylko honor, ale i ambicja,
nie pozwala na poddanie się lustracji. Czuje się upokorzony i
sponiewierany. Protestuje, ubolewa i informuje uprzejmie zagranicznych
pracodawców i prasę o zamachu na jego godność i obrażaniu polskiego
społeczeństwa. Ponownie zaczyna się burza medialna w kraju i poza
jego granicami. Spróbujmy sobie wyobrazić, jeszcze pikantniejszą
sytuację. Po okresie milczenia, zabiera głos sam Naczelny (nie mylić
z bezczelnym). Swoje poglądy ogłasza najpierw w zagranicznej prasie,
potem drukuje u siebie. (Znamienne, iż nikt szczodrze się nie rewanżuje,
i nie podrzuca donosów na własny rząd do jego redakcji). W sposób
nieomylny mówi o rządach niepoprawnych jako nadchodzącej dyktaturze,
zamordyźmie, utracie bezpieczeństwa przez obywateli, czystkach
personalnych (...) i pełzającym zamachu stanu! Wylicza
wszystkie ogólnoludzkie wartości zakwestionowane pod ich rządami.
Lista jest długa. Podkreśla, iż państwo budują w oparciu o
podejrzliwość i strach, a ich poczynania są katastrofą dla obozu
demokracji. Po
kilku tygodniach od tego wydarzenia, były prezydent i twarz kampani
wyborczej lewicy - A. Kwaśniewski - (tym razem należy domniemywać, iż
nie był po „lampce wina”) ambasadoruje u naszych sąsiadów. Dzieli
się swoimi przemyśleniami z niemieckim wydaniem pisma „Vanity
Fair”. Mówi o realnej groźbie upadku polskiej demokracji, budowaniu
przez obecny rząd swojej pozycji na strachu, poleganiu na tajnych służbach
i inwigilowaniu obywateli. Doradza również Niemcom, aby w wypadku
wygrania wyborów przez PiS, ostrzej postępowali z Polską. Chór
niezadowolonych z polskiego rządu wspiera ponownie wymieniony wcześniej
eurodeputowany, na łamach niemieckiej prasy. Może zaoszczędźmy sobie
dalszych szczegółów. Pomińmy, co pomyśli i jaki wyrobi sobie pogląd,
o naszym kraju i jego rządach, przeważnie niezorientowany czytelnik za
granicą. Wróćmy do „matrycy”. Warto ją przyłożyć do
zaprezentowanych zjawisk i sytuacji. Przy okazji, można się wiele
dowiedzieć i nauczyć. Prawie
czymś nierzeczywistym wydaje się, by byli ministrowie (tzw. ludzie
inteligentni, wykształceni i szlachetni), swoje zastrzeżenia, czy
uwagi krytyczne na delikatny temat, wyrażali poprzez dramtyczne listy
ogłaszne w prasie. Takie rzeczy robi się przecież w sposób poufny i
dyskretny, bez niepotrzebnego hamletyzowania. Nie chcę dać wiary, aby
naczelny jakiejkolwiek gazety, pluł i szydził z rządu, wybranego
przez większość obywateli, aby donosił obcym, łasił się do nich i
podlizywał. Aby tam szukał wsparcia i poparcia dla swojej osoby i poglądów.
Nie znam również przypadku, aby były prezydent europejskiego państwa,
donosił do obcych na demokratycznie wybrany rząd. Jeśli jednak, tak
faktycznie rzeczy się mają, to wzrasta mój szacunku dla niepoprawności
politycznej
|