Moje trzy grosze


Emil Mastej

           Po blisko 18 latach niepodległej i suwerennej, ktoś się obudził. Zaczął odzyskiwać resztki pamięci, a może i przyzwoitości. Ten gest może mile zaskakiwać, bo przecież ofiary i rodziny ofiar masakry na Wybrzeżu w 1970 r., oraz wielu wówczas represjonowanych, do dzisiaj oczekują jakiegoś zadośćuczynienia, a ich sprawy gdzieś utknęły. A tu, taki niespodziewany prezent dla byłych internowanych, od wybrańców społeczeństwa, z których pewna część pracuje przez kilka kadencji. Dzisiaj, za zasiadanie w ławach, otrzymują od 8,5 do 11 tys. złotych miesięcznie, a oprócz tego dostają trzynastkę pod koniec roku. Można więc podejrzewać, iż jeśli obecna pani lub pan poseł był internowany w stanie wojennym, to raczej nie potrzebuje wyciągać ręki po odszkodowanie i poddawać się upokarzającej procedurze. Przypuszczalnie i europoseł, nawet jeśli kiedyś „siedział”, to raczej nie napisze pozwu o odszkodowanie do polskiego sądu. W Brukseli, od następnej kadencji będzie kasował każdego miesiąca blisko 42 tys. złotych, co po wygaśnięciu mandatu, pozwoli mu na spokojny byt do końca życia. Po co więc drobnymi zaprzątać sobie głowę. Szkoda czasu i kłopotu.

Rys. Tadeusz Krotos

          Nie wiadomo jeszcze, czy w ramach podreperowania budżetu rodzinnego, z dobro­dziejstw Ustawy nie skorzysta, były prezydent L. Wałęsa, skarżący się , iż: Miesięcznie zarabiam około 3 tysięcy złotych, moja żona wydaje 6 tysięcy  („Wydarzenia” Polsat). I w związku z tym zmuszony jest dorabiać wykładami, szczególnie zagranicznymi i udziałem w płatnych spotkaniach. Taką okazję, stanowiła przykładowo, 10 rocznica działalności Carrefour w Polsce. Pytany przez dziennikarzy, oświadczył: Za taki wy­stęp dostaję od dziesięciu do stu tysięcy euro. Ja zarabiam po parę milionów w ten sposób. Myśli pani, że za trzy tysiące złotych ja bym był w stanie żyć? („Życie Warsza­wy”). Ciekawi mnie, co w ramach bezpłatnej tyrady, powiedziałby byłym działaczom Solidarności i opozycji, prześladowanym za komuny, tym którzy w dobrej wierze oddali na niego głosy, a dzisiaj mają 700 zł miesięcznie na utrzymanie i wykupienie lekarstw.

 

         Nie przypuszczam również, aby po jakieś odszkodowanie występowali panowie internowani w stanie wojennym, w Jaworzu. Trochę nie wypada. Przecież obiadziki podawano tam do stolików na stołówce, mieszkanko zapewniono w pokojach po trzy osoby, wyposażone w tapczany. Z osobami przybywającymi do nich na widzenia, spożywali wspólnie smaczne i obfite posiłki na koszt gościnnego, ludowego państwa. 

 

        Atmosferka była tak familijna, iż internowani, (wśród których nie zabrakło przyszłych obsiadywaczy okrągłego stołu), wręczali w Dniu Kobiet tulipany dla kierowniczki kuch­ni, a ona, ze wzruszeniem, rewanżowała się smakowitym sernikiem do popołudniowej kawki. Lepiej więc będzie dla nich samych, jeśli nie napiszą pozwów, bo jak sąd wszystko zbada i skrupulatnie przeliczy, to jeszcze za pobyt  w „internacie” przyjdzie im dzisiaj dopłacić razem z odsetkami.

 

       Oczywiście dla znacznej grupy osób represjonowanych Ustawa jest niewątpliwym wsparciem, a może i ratunkiem. To przeważnie osoby żyjące w biedzie i zapomnieniu, często utraciły zdrowie, niekiedy internowanie zrujnowało im życie. Dzisiaj mają kilka­set złotych na utrzymanie i czasami dostają nawet kilka lub kilkanaście złotych tzw. re­waloryzacji. Jednak nie narzekają. Byli za dumni, aby prosić kogokolwiek o pomoc, że­brać i nadskakiwać jakiejkolwiek władzy. Obce jest dla nich oczekiwanie uznania, licy­tacja i gardłowanie w sprawie zasług. Muszą jednak znaleźć siły i zdołać przezwycię­żyć opór labiryntu sądowego, aby otrzymać odszkodowanie. (Czy nie lepiej, aby przy­znawano je z urzędu?). Dla nich każda suma będzie dużą; liczą dosłownie każdy grosz. A przede wszystkim może poczują się docenieni i odzyskają nieco nadziei. Po długich latach przedziwnej niemocy i przemilczeń wreszcie zdecydowano się na przy­zwoity gest. Uznano decyzje o internowaniu, wystawione przez kiszczakowskich karbowych za nieważne z mocy prawa. Bo istotą sprawy nie są materialne okruchy spadające ze stołu parlamentarzystów, ale próba wyzwolenia nas wszystkich z kłamstwa