Moje trzy grosze


Emil Mastej

 

Rys. Tadeusz Krotos

Premier Tusk leci do USA. W ramach własnej wizji oszczędnego państwa wykorzystuje do tego celu samolot rejsowy. Ktoś informuje, o ładunku wybuchowym na pokładzie. Samolot lą­duje, trwa jego sprawdzanie, następuje długotrwające oczekiwanie na opuszczenie pokładu.

 

Amerykańskie służby zdezorientowane i zażenowane wydarzeniem. Zwykli pasażerowie wyrażają swoje poglądy w sposób nie mający nic wspólnego z językiem akademickim. 

 

Jak takie wydarzenie odbierają Amerykanie? Zapewne pytają, co to za reprezentant sojuszniczego państwa i jakie to państwo, które wysyła za ocean swojego premiera samolotem rejsowym. Nie wiedzą przecież, że to osobista decyzja premiera, że to człowiek oszczędny, skromny i skazujący siebie samego na wielkie poświęcenie i liczne wyrzeczenia. 

 Ale czy takim zachowaniem, nie wystawiamy się nie tyle na total­ne niezrozumienie, ale na śmieszność w oczach „strategicznego partnera”? Czy popu­listyczne zachowanie premiera i innych osób z jego świty, nie dają pożywki do powsta­nia za oceanem kolejnych i mało sympatycznych dowcipów o Polakach ?

 

W mentalności amerykańskiej dbanie o prestiż własnego państwa oraz zachowanie właściwych standardów przez każdego polityka jest sprawą ogromnej wagi i nie ma nic wspólnego z jakąś science fiction (czytaj pozoranctwem), tworzoną i realizowaną przez premiera polskiego rządu. Bo przyjmując logikę premiera można pytać, dlaczego nie jeździ do pracy rowerem (tanio, bardzo zdrowo i ekologicznie), albo dlaczego, jadąc do Moskwy, nie ubrał wora pokutnego?

 

Jak wieść niesie przestarzałe samoloty rządowe (rosyjskiej produkcji), pokryto nowiutkim lakierem, stoją i rdzewieją w hangarach. Wszystkie podobno dopuszczone są do lotów. Najprawdopodobniej czekają w pogotowiu, jako maszyny rezerwowe, przeznaczone do utworzenia największego w dziejach naszego Narodu mostu powietrznego. Chodzi przypuszczalnie o akcję powrotu wszystkich emigrantów, zmuszonych przez nieudolne rządy PiS- u do szukania chleba, normalnego życia i samorealizacji, szczególnie na Wyspach Brytyjskich. Teraz, gdy rządzą wyjątkowych lotów profesjonaliści, zgodnie z proroctwami i założeniami przedwyborczymi, wszyscy „wyjechani”, jak jeden mąż, zaczną masowo wracać. Cud gospodarczy przecież na wyciągnięcie ręki, zarobki wzrastają w sprinterskim tempie, a w służbie zdrowia dokonują się tak nagłe i radykalne zmiany na lepsze, iż eksperci z najbardziej rozwiniętych krajów świata  przyjeżdżają do pani Kopacz na konsultacje. I ze zdumieniem słuchają jej salomonowych rad i rozwiązań.

 

Już lada dzień powinno nastąpić przesilenie, a fala powracających może być tak ogromna, że zabraknie wszystkich możliwych środków transportu. Wtedy więc premier może  zadecydować o użyciu samolotów rządowych jako żelaznej rezerwy. Gdyby jednak, w co absolutnie zupełnie nie wierzę, stało coś odwrotnego, to znaczy, niewdzięczni emigranci nie chcieli wracać do kraju - już mlekiem i miodem wypełnionym po brzegi - to niecierpliwie czekam przynajmniej na ogólnoemigracyjną akcję, w której przodować będą wypędzeni za chlebem rodacy. Zrobią zrzutkę, na nowoczesny samolot dla premiera. Wystarczy po kilka funtów, lub euro na łebka. Przecież są to tysiące młodych, skrzywdzonych, pełnych energii, znających języki, ambitnych...

 

Jeszcze niedaw­no brzydzili się polskiego ciemnogrodu i zaścianka, wstydzili się Polski pod rządami poprzedniej ekipy. Pokażą, że potrafią. Przekonają następnie swego pupila, aby przy­jął ich dar. Jestem pewny, że ulegnie prośbom. Potem może wznowi podróże. Poleci do USA, gdzie oczywiście będzie stawiał twarde warunki w sprawie Tarczy, odwiedzi Moskwę, Brukselę i Berlin, kłaniając się nisko i uśmiechając. Zadatków na Ikara nie ma, ale ma ambicje. Nie opuszcza go przy tym wielki senmarzenie o wylądowania w pałacu prezydenckim w Warszawie.

 

Czy może mu się to udać? Tego całkowicie nie wykluczam. Chyba, że większość wyborców zacznie samodzielnie używać daru jakim jest rozum ! Bo tylko on pozwala odróżniać plewy od ziarna.